Kochani Moi,
to już oficjalne, wpadłam jak przysłowiowa śliwka w kompot i oszalałam na punkcie osławionych, wielbionych i owianych już legendą zapachów Yankee Candle. Sama w tej chwili siedzę i zachodzę w głowę jak to się stało, że po raz kolejny moja wrodzona przekora i ośli upór spowodowały, że świadomie rezygnowałam z przyjemności jaką jest zanurzenie się w świat zapachów jakie oferuje nam YC. Żeby było jeszcze weselej sklep Świat Zapachów mijam codziennie w drodze z pracy do domu i jak się domyślacie, właśnie w tej chwili zastanawiam się nad zmianą trasy, bo jeśli tego nie zrobię, to w tempie ekspresowym ogłoszę bankructwo i stanę się niewypłacalna :)
Nie powiem, korciło mnie żeby zajrzeć do tego przybytku aromatycznej rozkoszy, ale nie, Ewa jest twarda, Ewa nie da się omotać. Aha, jasne, właśnie widać :) Dzisiaj buszując z mamą po centrum Warszawy, po raz setny mijałam pawilonik Świata Zapachów w przejściu podziemnym przy Dworcu Centralnym i tym razem stwierdziłam, że chętnie wejdę, ponieważ niesamowicie ciekawił mnie zapach z jesiennej kolekcji - Salted Caramel. Patrzę, jest! Ręka sięga po słoik, otwiera wieczko, nos zbliża się do niego powoli, powolutku, głęboki wdech ... i jestem kupiona, sorry memory Słonko, przepadłaś z kretesem! Oczywiście dokonałam zakupu samplera solonego karmelu i samplera Summer Scoop. Do tego muszę Wam szepnąć słówko o Fantastycznym i Przemiłym Panu, który prowadzi sklep. W dziedzinie wosków, świeczek i innych zapachowych cudów jestem zupełnie zielona i oczywiście od razu przywaliłam z grubej rury (że tak się wyrażę nieładnie) i najpierw sięgnęłam po małe słoiki, przy kasie Pan wytłumaczył mi jak palić świeczki, żeby jak najlepiej wydobyć ich aromat i żeby długo się nimi cieszyć i powiedział, że taki słoik to starczy na wypełnienie zapachem kawalerki, na co ja niewinnie przyznałam, że chcę zapachem wypełniać tylko mój niewielki pokój, więc od razu doradził mi samplery i w ogóle mogłabym tak jeszcze Wam pisać, ponieważ spędziłam tam grubo ponad pół godziny, gdzie w ramach ciekawostki wąchałam świece, które nigdy nie trafiły na nasz rynek (o zapachu bekonu czy piwa korzennego - no szał ciał Kochani), Pan okazał się niezwykłym pasjonatem zapachów i niesamowicie sympatycznym człowiekiem, ma we mnie stałą klientkę :)
To się rozgadałam, ale już się poprawiam i przechodzę do zapachów, mistrzynią w ich opisywaniu nie jestem, więc zdaję się na instynkt :)
Jestem ogromną fanką wszelkich jadalnych zapachów, więc nic dziwnego, że Salted Caramel oczarował mój nos od pierwszej nuty zapachowej, chociaż nie jest to zapach nad wyraz słodki i jednoznaczny, jest ostry, ma w sobie tą słoność i paloną gorycz, która idealnie równoważy słodkość karmelu, zaledwie gdzieś w tle pobrzmiewa śmietankowy, delikatny, słodkawy aromat. Całość pachnie wybornie, rozgrzewająco i bardzo, bardzo apetycznie :)
Drugi zapach, Summer Scoop, jest również apetyczny, ale dużo lżejszy, świeższy i wyczuwam w nim dużo owoców, kojarzy mi się ze smakiem lodów owocowo-jogurtowych, które jadałam w dzieciństwie i w sumie kiedy byłam podlotkiem też, ale którego już nigdzie nie mogę spotkać, to taka świeża truskawka z mleczno-śmietankową nutką. No coś pysznego :)
Wąchałam też Snowflake Cookie, Black Cherry mam ochotę na Vanilla Chai i generlanie mam ochotę na wszystko :) Ale po Snowflake Cookie i Black Cherry wrócę na pewno :)
W tej chwili Salted Caramel dumnie rozpiera się w małej, świeczkowej szklaneczce i rozsiewa wokół cudowny aromat, co ciekawe świeczka wciąż jest w dziewiczej folijce, a pachnie tak pięknie i mocno, że zaczynam drżeć na samą myśl o jej rozpaleniu. Jeszcze chwilę z tym poczekam...
A jakie są Wasze ulubione zapachy YC? Używacie świec, czy wosków?
PS. Fotografiami do dzisiejszego posta trochę się pobawiłam w programie graficznym. Jak Wam się podoba efekt końcowy?