Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paleta cieni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paleta cieni. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 grudnia 2013

Grudniowe "spodzianki" :)

Grudzień to miesiąc magiczny, to czas pachnący piernikami, pieczonym jabłkiem, cynamonem, goździkami i mandarynkami, wypełniony po brzegi bieganiem po sklepach za prezentami, kupowaniem i ubieraniem choinki, oczekiwaniem na Święta, na spotkania rodzinne i oczywiście na prezenty. Dla mnie grudzień to również moje urodziny, do których jeszcze trochę czasu, ale pierwszy urodzinowy i zupełnie niespodziewany prezent już dostałam.


Ale zacznę od prezentu na Mikołajki. Mikołaj spisał się w tym roku na medal, zapewne dlatego, że kilka słów na uszko szepnęła mu moja Mama. Dzięki temu pod poduchą znalazłam wymarzoną paletkę cieni Pupa Milano - Pupa Princess Pupart :) Paletka składa się z 8 cieni oraz czarnego, kremowego eyelinera, stanowi idealne połączenie beżu, różu, fioletu i szarości. Idealna do wykonania dziennego, delikatnego makijażu, ale i można z niej wyczarować fajne smoky :)





Niespodziewany prezent urodzinowy sprawiła mi za to Sephora :) Na początku grudnia otrzymałam maila, że z okazji urodzin mogę odebrać specjalną, urodzinową paletę do makijażu. Że tak powiem, dwa razy powtarzać nie trzeba było i czym prędzej pognałam do najbliższej Sephory i odebrałam paletkę, która na pewno idealnie sprawdzi się w podróży. Jest malutka, ale zawiera 4 cienie (4 x 0,44 g) - 2 w odcieniach szarości i 2 beże, 2 błyszczyki (2 x 0,24 g) - czerwień i ciepła, jasna brzoskwinia ze złotymi drobinkami oraz róż (1,95 g). Zestawienie bardzo uniwersalne i praktyczne :)


A Wy co znaleźliście w butach/pod poduszką?

piątek, 8 listopada 2013

Garstka kolorowych nowości

I znów się będę chwalić, ale tak się złożyło, że w ostatni weekend trafiło w moje ręce kilka bardzo fajnych produktów, którymi chcę się z Wami podzielić.


Pierwsza z nich to nowość od Inglota - Rozświetlający Puder Sypki HD w odcieniu 44 (4,5 g - 40,00 zł). Rodzima marka powiększyła swój asortyment o nowe produkty: 3 nowe sypkie rozświetlacze oraz 4 nowe sypkie pudry do twarzy z serii HD, dzięki którym nasza cera zyska zdrowego blasku, a na zdjęciach czy filmach będziemy się prezentować niczym gwiazdy filmowe z nieskazitelną cerą. Skusiłam się na odcień nr 44 - jasny, ciepły beż.

Buszując po Blue City nie mogłam ominąć firmowego salonu NYX (to już chyba uzależnienie). Skusiłam się na paletę 5 pomadek do ust w neutralnych odcieniach, ponieważ jak się okazało moja kolekcja kosmetyków kolorowych do ust zawiera w sobie całą masę czerwieni, fuksji, korali i pomarańczy, a kiedy potrzebuję delikatnego podkreślenia ust nie mam w zanadrzu absolutnie niczego co mogłoby uznać za neutralne :) Ponadto odżyła moja miłość do fioletu w makijażu oka, sięgnęłam również po paletę 10 cieni wypełnioną po brzegi odcieniami różu, fioletu, czerni i nawet znalazło się miejsce na granat. Za każdą z paletek zapłaciłam 30 zł, z czego paletka pomadek była przeceniona o 20%, jej cena regularna to 37,90 zł.


Z nowymi produktami dopiero się zaznajamiam, a dzisiejszy i poprzedni post potraktujcie jako zapowiedzi tego, co w niedalekiej przyszłości znajdziecie na blogu :)

Czujecie się czymś zainteresowani?

środa, 25 września 2013

Będzie z tego Romance?

Oj będzie będzie!

Nowa paletka Sleek'a to nowy obiekt pożądania. Jedne z nas już je posiadają, inne właśnie gorączkowo klikają przycisk "dodaj do koszyka", kolejne jeszcze się wahają co do zakupu i zapewne jest też grupa dziewczyn, których Vintage Romance zupełnie nie rusza. Na temat paletek Sleek'a naczytałam się tyle dobrego, że naturalną koleją rzeczy było, że prędzej czy później jakaś trafi w moje ręce, wybór jest ogromny, nie mogłam się zdecydować, którą wybrać do momentu, kiedy w sieci pojawiły się zdjęcia promocyjne kolekcji Vintage Romance. To było to! A dzięki Minti Shop mogę się cieszyć swoim egzemplarzem i już wiem, że zakupu nie żałuję :)




Paletka to idealne na jesien połączenie ciepłych, złocistych odcieni ze śliwkowymi różo-fioletami, do tego odrobina czerni, granatu i matowej rudości. Większość cieni ma metaliczne wykończenie, ale znajdują się tu też satyny, maty i maty z brokatem. Pierwsze co zaobserwowałam w trakcie robienia swatchy to bardzo fajna pigmentacja oraz konsystencja, delikatna, jakby nieco kremowa, cienie są mięciutkie i świetnie się aplikują.













Jak Wam się podoba nowa paletka Sleek'a? Macią ją już w swoich zbiorach, czy to zupełnie nie Wasza bajka? Które paletki jeszcze polecacie?

wtorek, 13 sierpnia 2013

Maybelline New York Diamond Glow by Eyestudio 01 - Purple Drama

Kiedy jakiś czas temu w Rossmannie panowała 40% obniżka na kolorówkę i pielęgnację twarzy do moich zbiorów trafiło kilka całkiem fajnych "kąsków". Jednym z nich była paletka cieni do powiek od MNY. Ponieważ moje szare oczy najlepiej czują się w fioletach i różach, bez wahania wpakowałam do koszyka paletkę właśnie w takich odcieniach z nr 01 - Purple Drama. Aż mnie rączki swędziały do testowania, a oczy się świeciły z radości, że dostaną taką ładną oprawę. Czy dostały?


Niestety nie do końca. Owszem kolory są piękne, ale tylko w opakowaniu, nałożone na powiekę tracą swoją moc (nawet z bazą), a kolory zlewają się w jedną błyszczącą poświatę. Jedynie najciemniejszy fiolet wybija się na tle reszty i jako tako podkreśla oko. Cienie są dosyć twarde i suche i nie za bardzo chcą się nabierać na pędzelek, ciężko się je blenduje. Aby uzyskać kolor na powiece trzeba nałożyć kilka warstw co niestety przypłacimy policzkami osypanymi drobinkami brokatu, ponieważ cienie okrutnie się sypią.  Kiedy używam tej palety najpierw wykonuję makijaż oka, potem przecieram buzię chusteczką do demakijażu i dopiero nakładam podkład i całą resztę.


Swatche:


A tak cienie prezentują się na oczach:



Mam mieszane uczucia odnośnie tej palety. Z jednej strony umieszczone w niej kolory w 100% odpowiadają moim upodobaniom, z drugiej bardzo słaba pigmentacja i problematyczne nakładanie zniechęca mnie do jej używania. Sięgam po nią sporadycznie i tylko wtedy kiedy mam więcej czasu na wykonanie makijażu.

Używałyście palet z tej serii MNY. Co o nich sądzicie?

środa, 13 marca 2013

NYX - I dream of Barbados

Dużo czytałam o amerykańskiej marce NYX i nie ukrywam, że ostrzyłam sobie ząbki na jej produkty. Ponadto, kiedy zamawiałam trzymiesięczną subskrypcję Glossyboxa nieśmiało liczyłam na kosmetyki tej firmy, jak na razie moje życzenie nie zostało spełnione :( Ale nie ma tego złego, wzięłam sprawy w swoje ręce i wybrałam się do pierwszego firmowego salonu NYX'a w Polsce, który od połowy grudnia ubiegłego roku działa w warszawskim centrum handlowym Blue City (dla miłośniczek NYX'a z innych miast istnieje możliwość zakupu wymarzonych kosmetyków przez internet).

Salon jest niewielki, ale jest w nim wszystko to, co miłośniczki makijażu kochają najbardziej: ogromny wybór szminek, błyszczyków, cieni do powiek, róży do policzków (prasowane, w kremie, w sztyfcie), pudrów, lakierów do paznokci etc. Dostałam istnego oczopląsu, wszystkiego chciałam dotknąć, pomacać i najchętniej wyjść z połową asortymentu :D Wystrój jest czarno-biały, minimalistyczny, elegancki, bardzo mi się podoba i kojarzy mi się z salonami naszego Inglota. Na pewno zajrzę tam jeszcze nie raz, zwłaszcza, że pierwszy, co prawda dość skromny, zakup okazał się strzałem w dziesiątkę.

Co wybrałam z bogatej oferty firmy? Paletkę pięciu cieni do powiek o wdzięcznej nazwie I dream of Barbados. Składają się na nią cienie w odcieniach szarości, różu i fioletu. Takiego połączenia jeszcze nie miałam, a że od dłuższego czasu chodził za mną makijaż właśnie w takich kolorach to nie zastanawiałam się długo. I wiecie co? To chyba jedne z najlepszych cieni jakie kiedykolwiek przeszły przez moje ręce. Ale zacznę od początku.

Opakowanie: paletka zapakowana jest w czarny kartonik z białymi napisami, z tyłu znajdują się na nim numer oraz nazwa kosmetyku a także jego skład i miejsce produkcji. Po otwarciu pudełeczka znajdziemy w nim czarną, błyszczącą, solidną, plastikową kasetkę z logo marki, nazwą produktu i palmą, taką samą jak na kartoniku (cienie pochodzą z kolekcji The Carribean).




Po otwarciu kasetki naszym oczom ukazuje się pięć, całkiem sporych, okrągłych cieni, dwa aplikatory i lusterko na pokrywie. Całość zamyka się głośnym kliknięciem, więc kasetka nie powinna nam się przypadkowo otworzyć.  Nie wiem jak Wam, ale mnie ta paletka kojarzy się trochę z tymi z IsaDory.









Cienie okazały się po prostu świetne. Są dobrze napigmentowane, miękkie, bardzo dobrze nabiera się je na pędzel, w ogóle się nie osypują i świetnie blendują. Mają połyskujące wykończenie, ładnie rozświetlające spojrzenie i trwają na powiece cały dzień, nie blakną, jednak zaznaczam, że tak jak wszystkie inne cienie, nakładam je na bazę i są na niej po prostu nie do zdarcia. Na ten moment stały się moim numerem jeden razem z cieniami z Pupy. Makijaż nimi to czysta przyjemność.

Moje ulubione odcienie z palety to pierwszy, środkowy i ostatni, najciemniejszego używam na linię rzęs a przedostaniego, jasnoszarego cienia do rozświetlenia wewnętrznego kącika. Można nimi uzyskać zarówno delikatny makijaż na dzień jak i intensywny makijaż wieczorowy.

Największa niespodzianka? Cena! Za ten świetny jakościowo produkt zapłaciłam ... (uwaga, uwaga!) ... 29,90 PLN! Prawie się przewróciłam z wrażenia przy kasie. Dla porównania, cienie IsaDory zamknięte w niemalże identycznej kasetce kosztują prawie trzy razy tyle, a jakościowo są porównywalne, chociaż osobiście skłaniałabym się właśnie ku NYX'owi. Dla mnie to dodatkowy atut tego produktu.

Na chwilę obecną mam chrapkę jeszcze na dwa produkty od NYX: róż w kremie i zieloną bazę pod makijaż :) Czytałam też, że mają rewelacyjne szminki.

NYX... znacie, lubicie, używacie? Co polecacie do wypróbowania?

niedziela, 17 lutego 2013

Piękności od ArtDeco

Cześć!

Pamiętacie, jak jakiś czas temu w ramach zapowiedzi wiosennych kolekcji makijażu pokazywałam Wam kolekcję Butterfly Dreams od ArtDeco? Zakochałam się w niej od pierwszego zdjęcia promocyjnego i od pierwszego ujrzenia jej na drogeryjnych półkach. Tak się składa, że niewielka, ale najbardziej przeze mnie pożądana jej część, jest już w moim posiadaniu (dziękuję Mamo :-*). Jeszcze nie miałam okazji dokładnie przetestować kosmetyków, tyle tylko co pomacałam testery w drogerii, ale korzystając z naturalnego światła zrobiłam kilka zdjęć i postanowiłam się z Wami nimi podzielić. Potraktujcie tę notkę jako zapowiedź większej recenzji :)


róż do policzków nr 38

 magnetyczne cienie do powiek, od lewej nry: 255, 267, 285, 297.


Podoba się Wam ta kolekcja?

Pozdrawiam!

piątek, 7 grudnia 2012

Złoto w natarciu!

Witam Was ciepło w ten śnieżny dzień, a właściwie to już wieczór. Niestety zaczał się okres w pogodzie, którego szczerze nie znoszę :( Szaro, buro, smutno (mimo licznych świątecznych dekoracji), na chodnikach błoto, w autobusach przeraźliwie zimno, brrr... Uwielbiam śnieg, ale tylko poza miastem, w pięknych okolicznościach przyrody, kiedy wszystko przysypane jest białym puchem skrzącym się w promieniach zimowego słońca i wygląda jak z bajki. Codzienna rzeczywistość zmusza do polubienia bardziej praktycznej strony zimy - dla mnie może być trzaskający mróz, oby tylko było sucho i słonecznie.

W związku z tym postanowiła przywołać wspomnienie lata. A jak lato, to złote plaże i złocista opalenizna... I taka właśnie jest nowa kolekcja Inglota - Noble Collection. Mam dla Was swatche dwóch nowych cieni do powiek: nr 153 i 154.

Nie dalej jak w zeszły weekend nawiedziłam sklep Inglota i z miejsca zakochałam się w nowej kolekcji, na którą składają się:
- lakiery (pięć nowych kolorów),
- cienie do powiek Freedom System (pięć nowych kolorów), oraz
- eyelinery w żelu AMC Eyeliner Gel (cztery nowe kolory),
wszystko w srebrno-złotej tonacji. Poniżej zamieszczam zdjęcia promocyjne. (źródło: fanpage Inglot Polska na www.facebook.com)




Lakiery będą idealne na świąteczno-sylwestrowo-karnawałowy czas, niestety zupełnie nie współgrają z moimi paznokciami i skórą dłoni. Skądinąd piękny połysk i metaliczne wykończenie w sposób niebywały podkreślają każdą nierówność mojej płytki paznokcia i zasinienia skóry dłoni, szkoda, bo ostrzyłam sobie ząbki na nr 225 :(

Eyelinery mają piękne kolory, mnie do gustu najbardziej przypadł nr 93 i 94. Póki co nie przygarnęłam żadnego, ale podejrzewam, że już niedługo może się to zmienić.

I teraz czas na to, co tygryski lubią najbardziej - cienie do powiek. Ponieważ uwielbiam inglotowy Freedom System nie mogłam przejść obojętnie obok tych pięciu pięknych kwadracików. Ostatecznie skusiłam się na dwa wcześniej wspomniane kolory - nr 153 i 154. W rzeczywistości kolorystycznie różnią się trochę od tych przedstawionych na zdjęciach promocyjnych.  I tak 153 to chłodny metaliczny beż ze złoto-srebrnymi drobinkami, w zależności od światła można w nim wyłapać lekkie różowo-fioletowe tony. Nr 154 to ciepły złocisty beż ze złotymi drobinkami - bardzo wakacyjny. Oba cienie są mocno napigmentowane, dają metaliczne wykończenie, są miękkie, nie osypują się, dobrze się ze sobą łączą. Każdy kwadracik kosztuje 12 zł, czyli tyle ile standardowe kwadratowe cienie Freedom System. Zamknęłam je w podwójnej kasetce.

I czas na obiecane swatche (na wszystkich zdjęciach od lewej: nr 153, nr 154):




 w sztucznym świetle oba cienie stają się "cieplejsze"

Jak Wam się podoba nowa kolekcja Inglota, chciałybyście coś z niej znaleźć pod choinką?