Hej!
Nie wiem jak Wy, ale ja, mimo, że bardzo się staram, nie mogę poczuć w tym roku magii świąt. Chyba przez to, że za mało świątecznych piosenek leci w radiu, i dopiero od tygodnia na stołecznych ulicach błyszczą świąteczne iluminacje i żeby nie wiem co, nie potrafię poczuć tej magicznej atmosfery. Dlatego też dzisiejsze mani jest na przekór pogodzie i kalendarzowi i bardzo dalekie od świątecznych klimatów, bliżej mu do Sylwestra czy karnawału. Dzisiaj mam dla Was połączenie mocnego różu w piaskowym wydaniu i matowego złota. Brzmi kiczowato? I dobrze! O to właśnie chodziło :D
Piaskowej serii Holiday od Golden Rose przedstawiać Wam nie muszę :) Jednak aby z tradycji stało się zadość, napiszę o nim kilka słów. Nr 65 to soczysta, ostra fuksja, pięknie wygląda na opalonych dłoniach, ale zadziwiająco ładnie komponuje się również z jasną, nie muśniętą słońcem skórą. Aplikacja jest komfortowa, już jedna warstwa pokrywa paznokcie jednolitym kolorem (ja położyłam dwie), wysycha szybko. Początkowo odrobinę zahacza o ubrania, ale wystarczy godzina, by końcówki paznokci się wygładziły i problem znika. Jedyną wadą tego lakieru jest fakt, że szybko się brudzi :( Zmywa się szybko i w zasadzie bezproblemowo.
Misslyn Satin Metal to nowość w lakierowych szeregach Misslyn. Jego nazwa w pełni oddaje efekt jaki uzyskujemy na paznokciach - metaliczny odcień o lekko matowym, satynowym wykończeniu. Lakier ma rzadką konsystencję, ale bezproblemowo się go nakłada, nie zalewa skórek. Do uzyskania jednolitego koloru potrzeba dwóch warstw lakieru, wysycha szybko, zmywa się błyskawicznie. Dostępny jest w dwóch odcieniach złota - chłodnym i ciepłym, ja wybrałam ten chłodniejszy, lepiej współgra z kolorem skóry moich dłoni.
Efekt końcowy wygląda tak:
(na zdjęciach: 1 warstwa OPI Natural Base Coat, 2 warstwy Golden Rose Holiday nr 65, na palcu serdecznym 2 warstwy Misslyn Satin Metal nr 11)
Jak zwykle jestem ciekawa jak Wam się podoba? :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Misslyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Misslyn. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 16 grudnia 2013
poniedziałek, 23 września 2013
Świeżo Malowane Poniedziałki - IsaDora 641 Femme Fatale
Stało się, od dzisiaj oficjalnie mamy jesień, chociaż nieoficjalnie przyszła ona do nas już dawno. Ale nie ma się co smucić, nowa pora roku to nowy sezon w makijażu, okazja to testowania nowych odcieni kosmetyków w tym oczywiście lakierów do paznokci. Ja mam dla Was dzisiaj lakier z zeszłorocznej, jesiennej kolekcji IsaDory (kolekcja nosiła nazwę Paradox) - Femme Fatale i z tego co wiem, wciąż można go znaleźć na drogeryjnych półkach.
Femme Fatale to głęboka, bordowa czerwień o kremowym, błyszczącym wykończeniu. Kolor jest klasyczny, elegancki, bardzo jesienny. Żeby nie było smutno i zbyt klasycznie dodałam złote ćwieki od Misslyn (dostępne również w srebrnej wersji) w formie akcentu na palcach serdecznych.
Na zdjęciach: 1 warstwa NailTek Foundation II, 1 warstwa IsaDora 640 Femme Fatale, 1 warstwa Sally Hansen Insta-Dry, ćwieki Misslyn
Jak Wan się podoba?
Femme Fatale to głęboka, bordowa czerwień o kremowym, błyszczącym wykończeniu. Kolor jest klasyczny, elegancki, bardzo jesienny. Żeby nie było smutno i zbyt klasycznie dodałam złote ćwieki od Misslyn (dostępne również w srebrnej wersji) w formie akcentu na palcach serdecznych.
Na zdjęciach: 1 warstwa NailTek Foundation II, 1 warstwa IsaDora 640 Femme Fatale, 1 warstwa Sally Hansen Insta-Dry, ćwieki Misslyn
Jak Wan się podoba?
czwartek, 5 września 2013
Skórzane paznokcie wg Misslyn
Cześć!
Były już pękacze, piaski, piórka, skóra węża lub krokodyla, a co powiecie na paznokcie o fakturze skórzanej kurtki?
Dzisiaj w trakcie buszowania w sieci w poszukiwaniu informacji o jesiennej kolekcji Misslyn, natrafiłam na jedną z jej składowych, czyli lakiery Lether Look nadające naszym paznokciom skórzaną fakturę. Niestety natrafiłam tylko na jedno promocyjne zdjęcie, z którego wynika, że dostępne będą dwa kolory: czarny i brązowy. Czuję się mocno zainteresowana :) A jak tylko znajdę o nich więcej szczegółów, na pewno dam Wam znać.
Co prawda trend skórzanych paznokci nie jest nowy, w sieci widziałam tutoriale pokazujące jak możemy uzyskać taki efekt np. przy użyciu ... soli kuchennej! Ja jednak wolę szybsze metody i podejrzewam, że jeden z lakierów na pewno do mnie trafi :)
Jak Wam się podoba?
Były już pękacze, piaski, piórka, skóra węża lub krokodyla, a co powiecie na paznokcie o fakturze skórzanej kurtki?
Co prawda trend skórzanych paznokci nie jest nowy, w sieci widziałam tutoriale pokazujące jak możemy uzyskać taki efekt np. przy użyciu ... soli kuchennej! Ja jednak wolę szybsze metody i podejrzewam, że jeden z lakierów na pewno do mnie trafi :)
Jak Wam się podoba?
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Świeżo Malowane Poniedziałki: Misslyn Velvet Diamond nr 78
Dzisiaj, jak co tydzień post dla lakieromaniaczek i fanek piaskowego wykończenia. Kiedyś (klik) pokazywałam Wam już dwa lakiery z kolekcji Velvet Diamond od Misslyn, ale ten dzisiejszy to niezły gagatek :)
Aplikacja lakieru jest bardzo przyjemna, już jedna warstwa pokrywa paznokcie jednolitym kolorem. Wysycha błyskawicznie. Mimo, że ma w sobie dużo drobinek jego powierzchnia jest gładka, jakby welurowa, nie zaczepia o ubrania.
Chciałabym Wam opisać kolor, ale się nie da, ponieważ w zależności od światła kolor nabiera różnych odcieni. Kupowałam go jako metaliczną miętę a jak się zdziwiłam kiedy malowałam nim paznokcie. Raz jest właśnie miętą, za chwilę staje się stalowoszary, w sztucznym świetle jest lodowobłękitny, a w słońcu nabiera kolory turkusowego ze złotą poświatą. Mówię Wam czary! Na zdjęciach lakier ujawnił swoje stalowoszare oblicze:
Jak Wam się podoba piaskowy kameleon?
Aplikacja lakieru jest bardzo przyjemna, już jedna warstwa pokrywa paznokcie jednolitym kolorem. Wysycha błyskawicznie. Mimo, że ma w sobie dużo drobinek jego powierzchnia jest gładka, jakby welurowa, nie zaczepia o ubrania.
Chciałabym Wam opisać kolor, ale się nie da, ponieważ w zależności od światła kolor nabiera różnych odcieni. Kupowałam go jako metaliczną miętę a jak się zdziwiłam kiedy malowałam nim paznokcie. Raz jest właśnie miętą, za chwilę staje się stalowoszary, w sztucznym świetle jest lodowobłękitny, a w słońcu nabiera kolory turkusowego ze złotą poświatą. Mówię Wam czary! Na zdjęciach lakier ujawnił swoje stalowoszare oblicze:
Jak Wam się podoba piaskowy kameleon?
poniedziałek, 3 czerwca 2013
Świeżo Malowane Poniedziałki - Misslyn Velvet Diamond nr 59 i nr 85
Dzisiaj postawiłam na mani w soczystych, intensywnych barwach z piaskowym wykończeniem. Tym razem z mojej licznej już piaskowej rodzinki przedstawiam Wam dwóch braciszków (lub jak kto woli siostrzyczki) od marki Misslyn: złocisty pomarańcz (nr 59) i intensywny kobalt (85).
Oba lakiery, mimo, że są tej samej firmy, różnią się nieco od siebie. Ale zacznę od podobieństw. Przede wszystkim bardzo szybko wysychają, kryją już przy jednej warstwie. Oba mają mocno iskrzące wykończenie o lekko metalicznym połysku, które jednak bardziej jest widoczne w przypadku pomarańczy. Kobalt jest nieco subtelniejszy, jakby welurowy. W dotyku są dosyć szorstkie jednak z czasem powierzchnia się "wyciera" i staje gładsza. Co je różni? Konsystencja. Pomarańcz jest rzadki, ale nie zalewa skórek, świetnie się go nakłada, natomiast kobalt jest gęstszy, bardziej ciągnący, może sprawiać trudności i przez to nakładać się nierówno. Niemniej jednak efekt jaki daje wart jest zachodu :)
Przypadły Wam do gustu?
Bardzo podobają mi się piaski od Misslyn, mają świetną pigmentację i wykończenie. Są bliźniaczo podobne do lakierów Zoya z kolekcji Pixie Dust Summer. Wg mnie pomarańcz to idealny zamiennik Beatrix, a kobalt jest niemal identyczny jak Liberty.
Pozdrawiam Was mocno i piaskowo :)
E.
Oba lakiery, mimo, że są tej samej firmy, różnią się nieco od siebie. Ale zacznę od podobieństw. Przede wszystkim bardzo szybko wysychają, kryją już przy jednej warstwie. Oba mają mocno iskrzące wykończenie o lekko metalicznym połysku, które jednak bardziej jest widoczne w przypadku pomarańczy. Kobalt jest nieco subtelniejszy, jakby welurowy. W dotyku są dosyć szorstkie jednak z czasem powierzchnia się "wyciera" i staje gładsza. Co je różni? Konsystencja. Pomarańcz jest rzadki, ale nie zalewa skórek, świetnie się go nakłada, natomiast kobalt jest gęstszy, bardziej ciągnący, może sprawiać trudności i przez to nakładać się nierówno. Niemniej jednak efekt jaki daje wart jest zachodu :)
Przypadły Wam do gustu?
Bardzo podobają mi się piaski od Misslyn, mają świetną pigmentację i wykończenie. Są bliźniaczo podobne do lakierów Zoya z kolekcji Pixie Dust Summer. Wg mnie pomarańcz to idealny zamiennik Beatrix, a kobalt jest niemal identyczny jak Liberty.
Pozdrawiam Was mocno i piaskowo :)
E.
środa, 20 lutego 2013
Gadżety od Misslyn
Hej hej!
Powracam do tematu marki Misslyn. Pokazywałam Wam już zapowiedzi wiosennej kolekcji oraz swatche pochądzącego z niej różu. Dzisiaj przyszedł czas na prezentację kolejnych gadżetów marki. Misslyn bardzo się stara, aby w każdej sezonowej kolekcji znalazł się produkt, który swym wyglądem przyciągnie nasz wzrok i zmusi do zakupu. Ja niestety jestem na tego typu zabiegi bardzo podatna, uwielbiam ciekawe tłoczenia, wzory, opakowania, etc. Dlatego w swoich przepastnych zbiorach kosmetycznych posiadam już kilka gadżetów od Misslyn, a ponieważ przy okazji jakość kosmetyków jest świetna, to śmiem twierdzić, że na tych kilku sztukach nie poprzestanę :)
Róż z tegorocznej, wiosennej kolekcji jest już Wam znany, bliżej prezentowałam go tutaj.
Moim skromnym zdaniem, najpiękniejsze cacko pojawiło się w zeszłorocznej, letniej kolekcji - In The Navy. Był to rozświetlacz do oczu, cudownie wytłoczony w kotwicę, pokrytą złoto-miedzianym cieniem. Marynarski charakter podkreślały dodatkowo paski w 4 odcieniach niebieskiego oraz srebra. Wg producenta jest to rozświetlacz do oczu, a tak naprawdę jest to po prostu paletka cieni do powiek. Mimo, że niebieskich cieni używam bardzo, bardzo rzadko, to nie byłam w stanie przejść obok tej piękności obojętnie :)
Pozdrawiam serdecznie!
Powracam do tematu marki Misslyn. Pokazywałam Wam już zapowiedzi wiosennej kolekcji oraz swatche pochądzącego z niej różu. Dzisiaj przyszedł czas na prezentację kolejnych gadżetów marki. Misslyn bardzo się stara, aby w każdej sezonowej kolekcji znalazł się produkt, który swym wyglądem przyciągnie nasz wzrok i zmusi do zakupu. Ja niestety jestem na tego typu zabiegi bardzo podatna, uwielbiam ciekawe tłoczenia, wzory, opakowania, etc. Dlatego w swoich przepastnych zbiorach kosmetycznych posiadam już kilka gadżetów od Misslyn, a ponieważ przy okazji jakość kosmetyków jest świetna, to śmiem twierdzić, że na tych kilku sztukach nie poprzestanę :)
Róż z tegorocznej, wiosennej kolekcji jest już Wam znany, bliżej prezentowałam go tutaj.
Moim skromnym zdaniem, najpiękniejsze cacko pojawiło się w zeszłorocznej, letniej kolekcji - In The Navy. Był to rozświetlacz do oczu, cudownie wytłoczony w kotwicę, pokrytą złoto-miedzianym cieniem. Marynarski charakter podkreślały dodatkowo paski w 4 odcieniach niebieskiego oraz srebra. Wg producenta jest to rozświetlacz do oczu, a tak naprawdę jest to po prostu paletka cieni do powiek. Mimo, że niebieskich cieni używam bardzo, bardzo rzadko, to nie byłam w stanie przejść obok tej piękności obojętnie :)
Z czasem złoty i srebrny cień ścierają się i pozostaje nam paletka 4 niebieskich cieni od jasnego turkusu po marynarski granat. Cienie są miękkie ale nie pylą. Dobrze nabiera się je na pędzel. Najbardziej napigmentowany jest złoty cień, pozostałe są raczej transparentne, ale za to mocno błyszczące. Nie osypują się, ładnie łączą się ze sobą i dobrze się nimi blenduje.
Kolejnym ciekawym produktem okazał się rozświetlacz z jesienne kolekcji - Brit Chic. A jak Brit Chic to kosmetyk wytłoczono w charakterystyczną kratkę jednoznacznie kojarzącą się z marką Burberry :)
Rozświetlacz ma piękny, chłodno-beżowy odcień, na skórze jest w zasadzie transparentny, ale ładnie podkreśla kości policzkowe subtelnym blaskiem, pięknie rozprasza światło i skóra wygląda gładko i promiennie. Ciemne paseczki z czasem się ścierają, ale są świetne do konturowania buzi, dobrze się rozcierają, nie ma mowy o brązowych plamach. Kosmetyk jest miękki, zdarza mu się pylić, dobrze nabiera się na pędzel.
Jego transparentność okazała się problemem przy próbie zrobienia swatchy, za nic w świecie nie chciał się ujawnić, dlatego musicie mi wybaczyć, uszanowałam jego nieśmiałość i w tym przypadku swatchy nie będzie :(
Wszystkie kosmetyki zamknięte są w prostych, plastikowych opakowaniach. Puzderka są ciężkie i solidne, zatrzaski mocno trzymają, dlatego nie musimy się obawiać, że niespodziewanie otworzą nam się w kosmetyczce.
A jak to wygląda u Was? Bardziej zwracacie uwagę na takie właściwości kosmetyków jak pigmentacja, trwałość, skład czy czasem zdarza się Wam popełnić zakup kosmetyku tylko dlatego, że pięknie wyglądał?
Pozdrawiam serdecznie!
środa, 13 lutego 2013
Różowa kolekcja
Hej!
Tyle razy już pisałam, że jestem świeżo upieczoną miłośniczką różu, że uznałam, że czas najwyższy przedstawić Wam moją różową kolekcję. Wiecie jakie było moje największe zaskoczenie w trakcie przygotowywania tej notki? Że wcale nie mam tego tak dużo jak myślałam :) Czyli jest pretekst do nabycia kolejnych pudełeczek, słoiczków i buteleczek z różowymi mazidłami :)
Całość mojej kolekcji prezentuje się następująco:
Tyle razy już pisałam, że jestem świeżo upieczoną miłośniczką różu, że uznałam, że czas najwyższy przedstawić Wam moją różową kolekcję. Wiecie jakie było moje największe zaskoczenie w trakcie przygotowywania tej notki? Że wcale nie mam tego tak dużo jak myślałam :) Czyli jest pretekst do nabycia kolejnych pudełeczek, słoiczków i buteleczek z różowymi mazidłami :)
Całość mojej kolekcji prezentuje się następująco:
Mam wśród nich swoich dwóch ulubieńców, ale tak naprawdę z każdego korzystam regularnie. Preferuję zgaszone, przydymione odcienie, ale zdarza się, że szaleję z kolorem i do tego służą mi dwa, świetne róże z limitowanych edycji Essence - Miami Roller Girl i Breaking Dawn cz. 2, którą jeszcze można gdzieniegdzie spotkać.
Essence Miami Roller Girl nr 01 Dates on Skates to połączenie 3 intensywnych, żywych kolorów - fuksji, koralu i pomarańczy. Ryzykowne? Na pierwszy rzut oka tak, ale po zmieszaniu wszystkich odcieni otrzymujemy mocną brzoskwinię, która po roztarciu na policzku staje się subtelniejsza i dodaje makijażowi świeżości. Róż ma matowe wykończenie, jest miękki, łatwo nabiera się na pędzel, nie pyli, dobrze się rozciera, można stopniować efekt od delikatnego podkreślenia policzków po mocne ich zaakcentowanie.
Essence The Twilight Saga Breakin Dawn part 2 nr 01 Renesmee Red to kolejny róż, który na pierwszy rzut oka wygląda na trudny do oswojenia, jednak w rzeczywistości jest rewelacyjny w użytkowaniu. Ok, jest trudniejszy do opanowania niż Miami..., ale za to jest idealny do wyczarowania rumieńców Królewny Śnieżki. W sam raz na zimę. Musiałam z nim trochę popracować, udało mi się nawet zrobić nim sobie kuku, ale w sumie bardzo się lubimy :) Podobnie jak Miami... ma matowe wykończenie, jest miękki, nie pyli, dobrze nabiera się na pędzel i rozciera. Jednak trzeba z nim uważać, jest dobrze napigmentowany i zamiast fajnego rumieńca możemy mieć na buzi dwa czerwone placki, które raczej nie dodadzą nam uroku ;)
Po mocnych kolorach czas na te bardziej stonowane :)
Zacznę od Kryolan dla Glossybox kol. Glossy Rosewood, który znalazłam w styczniowym Glossyboxie. Jestem z niego bardzo zadowolona, kolor jest wg mnie bardzo uniwersalny, to jasny, przybrudzony, chłodny róż. Ładnie akcentuje policzki, jest bardzo miękki, niestety ma tendencje do pylenia i trochę za dużo nabiera się go na pędzel, ale ładnie się rozciera i daje efekt świeżej cery. Idealny do szybkiego makijażu.
Czas na nowość od Misslyn - Boho Wave Blush z najnowszej wiosennej kolekcji Bohemian Spirit, o której bliżej pisałam tutaj. Róż składa się z 2 ciepłych, świetlistych kolorów - delikatnego różu i beżu oraz zgaszonego chłodnego, fioletu. W przeciwieństwie do poprzedników ma świetliste wykończenie, daje ładne, subtelne rozświetlenie. Jest miękki, trochę pyli, dobrze nakłada się na pędzel i dobrze się rozciera. O ile wcześniej opisane róże były raczej suche, tak ten ma lekko tłustą formułę, jednak nie zauważyłam, żeby pojawiały się po nim jakieś niespodzianki. Dodatkowo róż jest wytłoczony w fale, które przywodzą mi na myśl zmarszczony piasek na plaży. Wygląda to bardzo ładnie i dodatkowo cieszy oko :)
Kolej na cacuszko z mojej ukochanej marki Pupa - róż China Doll Blush nr 01. Oczarowało mnie przede wszystkim tłoczenie różu - gejsza z parasolką, która jest rozświetlaczem. Cudeńko, od którego nie mogłam oderwać oczu i które musiało, po prostu musiało, znaleźć się w mojej kosmetyczce. Poza tłoczeniem róż ma także piękny, kwiatowy zapach, ale nie jest on drażniący i po nałożeniu na policzki jest niewyczuwalny. Pomimo, że w puzderku róż wydaje się dość mocny, w rzeczywistości jest bardzo delikatny, a w połączeniu z rozświetlaczem daje delikatną mgiełkę koloru. Ma również w sobie drobinki, które są widoczne, jednak nie zauważyłam efektu bombki choinkowej, aplikuję go oszczędnie. Z resztą inaczej się nie da, ponieważ jest trochę twardy i nie da się go dużo nabrać na pędzel, co w tym przypadku jest zaletą.
I na koniec jedyny róż w kremie w mojej kolekcji i jednocześnie mój ulubieniec, IsaDora Glow Stick Blusher - nr 10 Rose Bud. Bardzo go lubię, przede wszystkim za prostotę w użytkowaniu, robię dwie kreski na policzkach, delikatnie je rozcieram palcem i już, makijaż gotowy. Rose Bud to jasny róż z delikatnymi różowymi i złotymi drobinkami, które na skórze są niewidoczne. Aplikacja jest banalnie prosta, lekko tłusta formuła jeszcze nie zrobiła mi krzywdy, nie mam żadnych niespodzianek, skóra na policzkach jest gładka i miękka. A efekt tafli jest niesamowity :)
Moim drugim ulubieńcem jest róż ArtDeco Glam Deluxe Blusher, o którym pisałam już w grudniu (KLIK). Mam też miniaturę różu Benefit Dandelion w zestawie Feelin' Dandy, o którym z kolei pisałam tutaj.
Mimo, że róży w kolekcji trochę już mam, to wciąż chcę poznawać nowe, eksperymentuję z kolorami, konsystencjami. I myślę sobie, że w tym miejscu mogę się Wam przyznać do tego, że szczerze pożądam dwóch benefitowych róży - Balla Bamby i nowego cuda w sztyfcie Fine One One i już odkładam na nie pieniążki :)
Celowo nie pisałam o trwałości prezentowanych róży ponieważ wg mnie jest to sprawa indywidualna. Ja np. często dotykam buzi i wiadomo, produkty szybciej się ścierają, co na mnie trwa 4h na kimś innym będzie się trzymało 8h albo tylko 2h.
Używałyście któryś z przedstawionych dzisiaj kosmetyków? Z ogromną przyjemnością poczytam o Waszych różowych ulubieńcach.
Pozdrawiam serdecznie!
środa, 30 stycznia 2013
Wiosna nadchodzi wielkimi krokami - zapowiedzi wiosennych kolekcji makijażu (cz. III)
Witam Kochane!
Kolejny post z cyklu wiosennych zapowiedzi, zupełnie nieplanowany, ale wpadłam do osiedlowej drogerii i natknęłam się kolekcję Misslyn Bohemian Spirit i stwierdziłam, że muszę ją Wam pokazać.
Marka Misslyn to młodsza i tańsza siostra ArtDeco, bardzo dobra jakość za całkiem przyzwoitą cenę i mają naprawdę fajne sezonowe kolekcje, w których zawsze jest jakiś kosmetyczny gadżet (planuję posta na ten temat w niedalekiej przyszłości, więc bądźcie czujne :D). Kosmetyki Misslyn można dostać m.in. w sieci drogerii Hebe oraz w prywatnych drogeriach.
Bohemian Spirit utrzymana jest w słodkich, pastelowych, wręcz rozbielonych kolorach, całość jest bardzo radosna. W kolekcji dostępne są nowe odcienie lakierów do paznokci, potrójnych cieni do powiek, kredek do oczu, szminek, błyszczyków, nowe naklejki na paznokcie... a z resztą zobaczcie same:
Kolejny post z cyklu wiosennych zapowiedzi, zupełnie nieplanowany, ale wpadłam do osiedlowej drogerii i natknęłam się kolekcję Misslyn Bohemian Spirit i stwierdziłam, że muszę ją Wam pokazać.
Marka Misslyn to młodsza i tańsza siostra ArtDeco, bardzo dobra jakość za całkiem przyzwoitą cenę i mają naprawdę fajne sezonowe kolekcje, w których zawsze jest jakiś kosmetyczny gadżet (planuję posta na ten temat w niedalekiej przyszłości, więc bądźcie czujne :D). Kosmetyki Misslyn można dostać m.in. w sieci drogerii Hebe oraz w prywatnych drogeriach.
Bohemian Spirit utrzymana jest w słodkich, pastelowych, wręcz rozbielonych kolorach, całość jest bardzo radosna. W kolekcji dostępne są nowe odcienie lakierów do paznokci, potrójnych cieni do powiek, kredek do oczu, szminek, błyszczyków, nowe naklejki na paznokcie... a z resztą zobaczcie same:
źródło wszytskich zdjęć: www.google.pl/images
Oczywiście, mimo ślubowań, obietnic, zarzekań i przysięgania na wszystko co mi drogie, że w najbliższym czasie nie kupię żadnego kosmetyku, nie wytrzymałam i kupiłam jedną jedyną rzecz z tej kolekcji? Wiecie jaką? No, no, dobrze myślicie... Tak! Kupiłam róż :D Swatche niebawem.
A na zakończenie, powiem Wam, że niektóre wiosenne kolekcje już pojawiły się w perfumeriach (np. Chanel, rozświetlacz obłędny, ale cena wręcz szalona). Udało mi się dorwać testery kolekcji ArtDeco Butterfly Dreams, o której pisałam tutaj, i przepadłam, 4 nowe cienie są przepiękne, róż ma ciekawe wykończenie (ciężko mi je opisać, musiałabym Wam je pokazać), o kasetce już nie wspomnę. Ach...
Ponieważ Misslyn to siostra ArtDeco porównałam sobie obie kolekcje i wnioski mam następujące, obie są pastelowe, jasne, bardzo wiosenne, Bohemian Spirit jest wg mnie bardziej stonowana, delikatniejsza, natomiast Butterfly Dreams jest bardziej świetlista, roziskrzona, ale nie tandetnie, ten połysk naprawdę pięknie będzie wyglądał w promieniach wiosennego słońca. Nie umiem wybrać, która lepsza, najchętniej obie przygarnęłabym w całości :D
Misslyn... znacie, lubicie, wypróbowałybyście coś z tej firmy?
Pozdrawiam ciepło :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















