Jakiś czas temu, a dokładnie 4 miesiące temu, opublikowałam post, w którym zaproponowałam zadawanie pytań, które pozwolą Wam mnie bliżej poznać :) Padło ich kilka (a dokładnie 4) i dzisiaj postanowiłam na nie odpowiedzieć :) Dosyć odważnie dzisiejszy post oznaczyłam jako część pierwszą, ale pomyślałam, że może jednak chcecie dowiedzieć się o mnie czegoś więcej, jeśli tak - zostawiajcie swoje pytania pod tym postem, a za jakiś czas powstanie część II, jeśli nie - część pierwsza będzie jednocześnie ostatnią :)
To zaczynamy od Aswertyny, która zadała mi takie oto pytanie:
Najmilsze wspomnienie z dzieciństwa?
Hmm, wbrew pozorom to było trudne pytanie, ponieważ nie mam jednego, konkretnego wspomnienia. Moje wspomnienie dzieciństwa to mieszanka zdarzeń, zapachów, smaków, dźwięków, pojedynczych obrazów. Kiedy myślę o dzieciństwie widzę wnętrze sali kinowej kina Ochota i kina Skarpa (które już niestety nie istnieją), gdzie z zapartym tchem oglądałam bajki Disneya i Jurassic Park, widzę cukiernię koło mojego bloku, widzę moją szkołę, widzę kolonie w Dźwirzynie, na które tak bardzo lubiłam jeździć, że spędziłam na nich wakacje 6 lat pod rząd, widzę psy dawnej sąsiadki: dwa wilczury Lorda i Azę, widzę ukochaną przytulankę Pupusię - różowego króliczka z tęczowymi (!!) uszkami, widzę Pewex przy Dworcu Centralnym, widzę ukochane bajki Disneya - Małą Syrenkę, Piękną i Bestię, Królewnę Śnieżkę i bajki Hanna - Barbery odtwarzane z kaset video stale i wciąż. Kiedy myślę o dzieciństwie czuję zapach pasty do podłogi, pomarańczy, czekolady, morza, lasu, trawy, rozgrzanego słońcem piasku, świeżej farby drukarskiej. Do tej pory pamiętam zapach czekoladowej szminki ochronnej z Avonu, która pachniała cudownie słodko i do tej pory nie udało mi się znaleźć w żadnym kosmetyku tak pięknej woni czekolady. Czasem bliżej niezidentyfikowany zapach potrafi przywołać konkretne wspomnienia. Podobnie jak piosenki, na codzień nie potrafiłabym ich zanucić, ale usłyszane w radio potrafią przywołać wspomnienie jak np. w wakacje, w domu układałam puzzle z Królem Lwem :) Do tej pory pamiętam smak lodów z automatu i gofrów z cukierni Iglo na Nowym Świecie, chałwy ze świątecznych paczek od rodziców z pracy, lodów pistacjowych z cukierni spod bloku i paluszków z ciasta francuskiego z serem i papryką z tej samej cukierni. Teraz nic już tak nie smakuje, nie potrafię odnaleźć tych smaków. Szkoda... To były piękne czasy :)
Kolejne pytanie, tym razem od Margotki:
Jakie komentarze pod Twoim postem doprowadzają Cię do białej gorączki? Takiej, że masz ochotę zjeść myszkę i klawiaturę ze złości?
Oj, jest kilka kategorii komentarzy, które doprowadzają mnie do białej gorączki i gdy je widzę to dostaję piany na ustach, gryzę myszkę i rzucam klawiaturą. Najbardziej wkurzające są te świadczące o tym, że ktoś ewidentnie nie przeczytał postu. Ja rozumiem, że komentarz jest formą zaznaczenia swojej obecności na czyimś blogu i stanowi zachętę do odwiedzenia bloga autora nieszczęsnego komentarza, ale do jasnej cholery jak widzę komentarz typu: fajny ten Essie, podczas gdy piszę o OPI, to na pierdyliard procent nie odwiedzę takiego bloga.
Kolejne irytujące wpisy dotyczą obserwacji, szczególnie te typu: bardzo podoba mi się Twój blog, będę zaglądać, ale zaobserwuj mój blog, to ja już wiem, że tego bloga nie zaobserwuję, a skoro tak się komuś podoba to niech zostanie ze mną bez specjalnych wymogów.
Tak, te dwa rodzaje komentarzy mnie dobijają, ale mam kochanych Czytelników i rzadko zdarzają mi się takie kwiatki :)
Czas na pytanie Soemi87:
Mój najlepszy umilacz jesiennego/zimowego wieczoru to?
W tym względzie nie jestem bardzo wymagająca ani oryginalna, wystrzczą dobra książka/film/muzyka, cieplutki koc, kubek kakao i jestem w niebie :) Niestety rzadko mogę sobie pozwolić na takie leniuchowanie.
I ostatnie pytanie, pytanie Cathy:
Skąd wziął się pomysł na nazwę (adres) Twojego bloga?
Kiedy postanowiłam, że zacznę prowadzić bloga o kosmetykach, wiedziałam, że nazwa będzie musiała być kolorowa z racji tego, że niewątpliwie skupię się na kolorówce (i tak też się stało). Nie wiem czemu, ale nie chciałam polskiego adresu bloga. Na początku rozważałam francuską nazwę/adres, ale zanim zdecydowałam się na język wykluł się w mojej głowie pomysł o bańce mydlanej, ale sama w sobie nie była kolorowa, a co jest najbardziej kolorowe? Tęcza! I tak powstało Rainbow Soap Bubble, wg mnie po prostu brzmiało to razem dobrze :) Początkowo posługiwałam się tą nazwą, aż do momentu kiedy w jakimś komentarzu pieszczotliwie określiłam swój blog Tęczową Bańką i to było to! To sformułowanie tak przypadło mi do gustu, że ostatecznie blog z Rainbow Soap Bubble zmienił nazwę na Tęczową Banieczkę i bardzo, ale to bardzo tę nazwę lubię :D
To na tyle, jeśli chodzi o mój ekshibicjonizm :)
Pozdrawiam ciepło,
Ewa :*









