Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywata. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 marca 2014

Uchylając rąbka tajemnicy... cz. I

Cześć!

Jakiś czas temu, a dokładnie 4 miesiące temu, opublikowałam post, w którym zaproponowałam zadawanie pytań, które pozwolą Wam mnie bliżej poznać :) Padło ich kilka (a dokładnie 4) i dzisiaj postanowiłam na nie odpowiedzieć :) Dosyć odważnie dzisiejszy post oznaczyłam jako część pierwszą, ale pomyślałam, że może jednak chcecie dowiedzieć się o mnie czegoś więcej, jeśli tak - zostawiajcie swoje pytania pod tym postem, a za jakiś czas powstanie część II, jeśli nie - część pierwsza będzie jednocześnie ostatnią :)

To zaczynamy od Aswertyny, która zadała mi takie oto pytanie:
Najmilsze wspomnienie z dzieciństwa?

Hmm, wbrew pozorom to było trudne pytanie, ponieważ nie mam jednego, konkretnego wspomnienia. Moje wspomnienie dzieciństwa to mieszanka zdarzeń, zapachów, smaków, dźwięków, pojedynczych obrazów. Kiedy myślę o dzieciństwie widzę wnętrze sali kinowej kina Ochota i kina Skarpa (które już niestety nie istnieją), gdzie z zapartym tchem oglądałam bajki Disneya i Jurassic Park, widzę cukiernię koło mojego bloku, widzę moją szkołę, widzę kolonie w Dźwirzynie, na które tak bardzo lubiłam jeździć, że spędziłam na nich wakacje 6 lat pod rząd, widzę psy dawnej sąsiadki: dwa wilczury Lorda i Azę, widzę ukochaną przytulankę Pupusię - różowego króliczka z tęczowymi (!!) uszkami, widzę Pewex przy Dworcu Centralnym, widzę ukochane bajki Disneya - Małą Syrenkę, Piękną i Bestię, Królewnę Śnieżkę i bajki Hanna - Barbery odtwarzane z kaset video stale i wciąż. Kiedy myślę o dzieciństwie czuję zapach pasty do podłogi, pomarańczy, czekolady, morza, lasu, trawy, rozgrzanego słońcem piasku, świeżej farby drukarskiej. Do tej pory pamiętam zapach czekoladowej szminki ochronnej z Avonu, która pachniała cudownie słodko i do tej pory nie udało mi się znaleźć w żadnym kosmetyku tak pięknej woni czekolady. Czasem bliżej niezidentyfikowany zapach potrafi przywołać konkretne wspomnienia. Podobnie jak piosenki, na codzień nie potrafiłabym ich zanucić, ale usłyszane w radio potrafią przywołać wspomnienie jak np. w wakacje, w domu układałam puzzle z Królem Lwem :) Do tej pory pamiętam smak lodów z automatu i gofrów z cukierni Iglo na Nowym Świecie, chałwy ze świątecznych paczek od rodziców z pracy, lodów pistacjowych z cukierni spod bloku i paluszków z ciasta francuskiego z serem i papryką z tej samej cukierni. Teraz nic już tak nie smakuje, nie potrafię odnaleźć tych smaków. Szkoda...  To były piękne czasy :)


Kolejne pytanie, tym razem od Margotki:
Jakie komentarze pod Twoim postem doprowadzają Cię do białej gorączki? Takiej, że masz ochotę zjeść myszkę i klawiaturę ze złości?

Oj, jest kilka kategorii komentarzy, które doprowadzają mnie do białej gorączki i gdy je widzę to dostaję piany na ustach, gryzę myszkę i rzucam klawiaturą. Najbardziej wkurzające są te świadczące o tym, że ktoś ewidentnie nie przeczytał postu. Ja rozumiem, że komentarz jest formą zaznaczenia swojej obecności na czyimś blogu i stanowi zachętę do odwiedzenia bloga autora nieszczęsnego komentarza, ale do jasnej cholery jak widzę komentarz typu: fajny ten Essie, podczas gdy piszę o OPI, to na pierdyliard procent nie odwiedzę takiego bloga. 
Kolejne irytujące wpisy dotyczą obserwacji, szczególnie te typu: bardzo podoba mi się Twój blog, będę zaglądać, ale zaobserwuj mój blog, to ja już wiem, że tego bloga nie zaobserwuję, a skoro tak się komuś podoba to niech zostanie ze mną bez specjalnych wymogów. 
Tak, te dwa rodzaje komentarzy mnie dobijają, ale mam kochanych Czytelników i rzadko zdarzają mi się takie kwiatki :)


Czas na pytanie Soemi87:
Mój najlepszy umilacz jesiennego/zimowego wieczoru to?

W tym względzie nie jestem bardzo wymagająca ani oryginalna, wystrzczą dobra książka/film/muzyka, cieplutki koc, kubek kakao i jestem w niebie :) Niestety rzadko mogę sobie pozwolić na takie leniuchowanie. 


I ostatnie pytanie, pytanie Cathy:
Skąd wziął się pomysł na nazwę (adres) Twojego bloga?

Kiedy postanowiłam, że zacznę prowadzić bloga o kosmetykach, wiedziałam, że nazwa będzie musiała być kolorowa z racji tego, że niewątpliwie skupię się na kolorówce (i tak też się stało). Nie wiem czemu, ale nie chciałam polskiego adresu bloga. Na początku rozważałam francuską nazwę/adres, ale zanim zdecydowałam się na język wykluł się w mojej głowie pomysł o bańce mydlanej, ale sama w sobie nie była kolorowa, a co jest najbardziej kolorowe? Tęcza! I tak powstało Rainbow Soap Bubble, wg mnie po prostu brzmiało to razem dobrze :) Początkowo posługiwałam się tą nazwą, aż do momentu kiedy w jakimś komentarzu pieszczotliwie określiłam swój blog Tęczową Bańką i to było to! To sformułowanie tak przypadło mi do gustu, że ostatecznie blog z Rainbow Soap Bubble zmienił nazwę na Tęczową Banieczkę i bardzo, ale to bardzo tę nazwę lubię :D


To na tyle, jeśli chodzi o mój ekshibicjonizm :)

Pozdrawiam ciepło,
Ewa :*

środa, 20 listopada 2013

O wszystkim i o niczym...

Hej!

Wpadam do Was na szybką notkę, ostano cierpię na chroniczny brak czasu, więc nawet nie mam chwili na blogowanie i czytanie Waszych blogów, ale mam nadzieję, że niedługo nadrobię zaległości. W każdym razie wpadłam na pewien pomysł. Tak sobie pomyślałam, że za chwilę Tęczowej Bańce strzeli pierwszy roczek, wiele postów przez ten czas się pojawiło i wyłączając popularny swego czasu TAG "50 faktów o..." prawie wszystkie posty poświęciłam kosmetykom, nie pisząc ani słowa o sobie. Spokojnie nie mam skłonności ekshibicjonistycznych, ale być może czytając mojego bloga macie ochotę zadać mi jakieś pytanie, ot tak, z czystej, ludzkiej ciekawości. Jeśli macie ochotę pytajcie, chcecie zadać jedno pytanie - ok, dziesięć - proszę bardzo :) Jednak zastrzegam sobie prawo do nie udzielenia odpowiedzi na wszystkie pytania, a w szczególności na te dotykające prywatnej sfery mojego życia. Na najciekawsze Wasze pytania odpowiem w osobnym poście.

Więc pytajcie Kochani!

niedziela, 13 października 2013

Pojawiam się i znikam, czyli gdzie byłam jak mnie nie było

Hej!

Co prawda, moja ostatnia nieobecność w blogosferze nie była skandalicznie długa, jednak uważam, że jestem Wam winna kilka słów wyjaśnień. Za zniknięciem nie kryje się żadna ważna przyczyna, jednak potrzebowałam chwili oddechu, ponieważ sprawiłam, że przyjemność jaką sprawiało mi prowadzenie Tęczowej Bańki w pewnym momencie zamieniłam wręcz w obowiązek, który przestał mnie cieszyć. Zapytacie jak to możliwe? Otóż jest to bardzo proste i już pędzę z wyjaśnieniami.

Jestem zodiakalnym Koziorożcem i jak na rogaciznę przystało jestem uparta i do tego okrutnie ambitna. Zakładając bloga obiecałam sobie, że nawet jeśli pies z kulawą nogą nie będzie na niego zaglądał, ja będę go prowadziła tak, jakby miał przynajmniej 1 000 obserwatorów, no wiecie, ładne zdjęcia (chociaż z tym to niestety różnie bywa), porządna treść (nie żadne dwa zdania na krzyż, tylko całe elaboraty), odrobina humoru i przede wszystkim kontakt z Wami, moimi kochanymi Czytelnikami :) Do tego wiadomo, przepadłam bez reszty na kilku blogach i za punkt honoru postawiłam sobie czytanie każdego postu od pierwszej literki do ostatniej kropki i komentowanie każdego postu bez wyjątku. No i co tu dużo ukrywać, poległam...

Moje życie zawodowe pochłania około 12-godzin dziennie (8 godzin pracy + dojazdy), resztę czasu poświęcam dla rodziny, hobby i innych rozrywek, a prowadzenie bloga to nie jedyne moje hobby i pasja, ale tak się w nią wkręciłam, że pochłonęła mnie bez reszty i już na nic nie starczało mi czasu - dążąc do tej perfekcji w blogowaniu najzwyczajniej w świecie się nim zmęczyłam, nie miałam ochoty dodawać nowych postów. Potrzebowałam chwili oddechu, spojrzenia z boku, czy wciąż chcę to robić. I wiecie co? Chcę, bardzo chcę, ale muszę w tej swojej ślicznej główce, poukładać sobie kilka rzeczy, powiedzieć sobie że przecież świat się nie zawali, jeżeli na blogu nie pojawi się kolejna notka, autorka bloga, na którego regularnie zaglądam nie obrazi się na mnie jeśli nie napiszę komentarza pod najświeższym postem, bo i tak wie (a w każdym razie taką mam nadzieję), że ma we mnie nie tylko obserwatora, ale i stałego czytelnika, że muszę wyluzować i nie spinać pośladków, że jeśli ja będę zadowolona to korzystnie wpłynie to na bloga.

Tak wiec lecę sklejać kolejną notkę :)

piątek, 9 sierpnia 2013

50 faktów o Rainbow Soap Bubble, czyli Tęczowa Banieczka uchyla rąbka tajemnicy

Cześć!

Od jakiegoś czasu po blogach krąży TAG "50 faktów o ..." i muszę przyznać, że czerpię ogromną przyjemność z czytania ciekawostek o Was, dlatego postanowiłam, że i ja skrobnę parę słów o mojej skromnej osóbce :) Gotowe? To lecimy :)


1. Urodziłam się 25 grudnia, moi rodzice dając mi na imię Ewa spłatali mi niezłego figla, cały rok czekam nie tylko na Gwiazdkę, ale też na imieniny i urodziny.
2. Mam 168 cm wzrostu, ale zawsze chciałam mieć 175 cm.
3. Jestem okropnym łasuchem jeśli chodzi o słodycze, w ilościach niekontrolowanych mogę pochłaniać lody Grycana, batoniki Daim i czekoladę Marabou.
4. Swoje pierwsze zwierzątko miałam dopiero w wieku 25 lat, wtedy zamieszkała ze mną chomiczka dżungarska Funia, która okazała się wredną kobitą, gryzła i nie dawała się brać na ręce, sprzątanie jej klatki było niezłym wyczynem logistycznym, niestety odeszła do chomiczego nieba dość niespodziewanie, czym złamała mojej "miętkie" serduszko. Na jej miejsce przyszedł Pazurek zwany Filutem (również chomik dżungarski) i jest największą przylepą jaką widziałam, zachowuje się jak pies i kocham go bardzo mocno.
5. Uwielbiam chodzić do ZOO, nawet swoją pracę magisterską poświęciłam warszawskiemu ZOO.
6. Panicznie boję się robactwa i pająków. Kiedy w polu widzenia pojawia się jakieś pajęczysko wrzeszczę ile sił, zaczynam się trząść, płakać i nie mogę się ruszyć z miejsca i błagam domowników o zabicie tego świństwa.
7. Optymalną dla mnie temperaturą jest około 21 stopni. W trakcie upałów dosłownie zdycham, za to w zimę przykręcam kaloryfer na najmniejsze grzanie i śpię przy uchylonym oknie.
8. Abym mogła zasnąć muszą być spełnione następujące warunki: przewietrzony pokój, otwarte bądź uchylone okno, pościel musi być chłodna. Nie umiem zasnąć bez misia i różka zimnej kołdry pod policzkiem. Zasypiam na lewym boku i na lewym boku się budzę.
9. Kiedy jadę do pracy lub wracam do domu inną trasą niż zazwyczaj czuję silny niepokój i rozbija mi to cały dzień.
10. Noszę okulary od 2 roku życia.
11. Jak przystało na zodiakalnego Koziorożca jestem uparta i ambitna (czasami aż za bardzo).
12. Moim marzeniem jest mieć psa.
13. Zdałam prawo jazdy w wieku 26 lat i zrobiłam to za pierwszym razem :)
14. Jestem kompletnym antytalentem kulinarnym, nie potrafię gotować, pieczenie też mi nie wychodzi, nie umiem zrobić nawet dobrej jajecznicy, zawsze jest za sucha, a stanie przy garach doprowadza mnie do szewskiej pasji.
15. Uwielbiam robótki ręczne, haftowanie mnie odpręża. A swego czasu wszystkie ściany w mieszkaniu miałam obwieszone moim rękodziełem.
16. Jestem strasznie nerwowa, ale wszystkie emocje tłumię w sobie, co skutkuje spekakularnym wybuchem płaczu kiedy zbierze mi się ich za dużo. A kiedy się denerwuję to trzęsą mi się ręce i na dekolcie wyskakują mi czerwone plamy.
17. Kiedy mówię dużo gestykuluję, na obronie licencjata siedziałam na rękach a kiedy mnie rozbolały zaczęłam międolić etui od telefonu :)
18. Wzrusza mnie muzyka filmowa, którą kocham ponad życie, do tej pory OST z Titanica wywołuje u mnie ciary na plecach. Motyw do Harrego Pottera uważam za cudownie magiczny, natomiast ten z Requiem dla Snu za najbardziej przejmujący.
19. Dorastałam w drugiej połowie lat 90-tych w związku z czym do tej pory ogromnym sentymentem darzę ówczesną muzykę pop. Za to współczesna w ogóle mi nie odpowiada.
20. Chciałabym się urodzić 30 lat wcześniej i dorastać w latach 60-70-tch.
21. Potrafię uprzedzić się do kogoś bo wg mnie "źle mu z oczu patrzy", często się mylę i później stajemy się dobrymi znajomymi.
22. Mam okropne kompleksy, nie lubię swojego ciała, a jak widzę aparat szybko uciekam.
23. Uwielbiam malować oczy, ale nie umiem zrobić idealnej kreski i pomalować dolnej powieki, nad czym ubolewam. Smokey Eye to dla mnie wciąż tajemnica.
24. Uwielbiam łazić po sklepach, najczęściej z mamą.
25. Znaczna część ciuchów w mojej szafie pochodzi z H&M, bardzo lubię tę sieciówkę, głównie dlatego, że mają fajny dział H&M+.
26. Niestety daleko mi do Kate Moss, mieszczę się w pojęciu "size plus".
27. Nie lubię ubrań w kolorze czarnym (akceptuję tylko spodnie) oraz beżowym, resztę mam bajecznie kolorową. To samo tyczy się butów i torebek.
28. Jeśli wyjdę z domu bez zegarka czuję się jakbym wyszła nago.
29. Notorycznie śpię w autobusie w drodze z i do pracy.
30. Nie chodzę w butach na obcasie, mam wrażenie że poruszam się w nich bardzo niezgrabnie. Najlepiej czuję się na średniej wysokości koturnie.
31. Ukochane filmy (Indiana Jones, Titanic, Pół żartem pół serio, Włądca Pierścieni, ...) i książki (Harry Potter, Władca Pierścieni, Bridget Jones) potrafię czytać/oglądać po kilkanaście, kilkadziesiąt razy.
32. Nie znoszę oglądać filmów z lektorem i dubbingiem.
33. Marzyłam o reżyserii filmów lub wideoklipów.
34. Taniec to jest to co kocham najbardziej, jest formą ruchu która mnie nie nudzi, za to zmusza do działania nie tylko moje ciało ale i umysł (trzeba zapamiętać choreografie, by potem z nimi wystąpić).
35. Nie lubię jeździć tyłem do kierunku jazdy, a w autobusie zawsze mam swoje ulubione miejsce i zawsze jestem zła kiedy ktoś mi je zajmie.
36. Nie lubię dzieci, a ich płacz doprowadza mnie do furii.
37. Przez długi czas uważałam, że Daniel Craig jest brzydki jak noc i nie nadaje się na Bonda, zmieniłam o nim zdanie po obejrzeniu Skyfall, Dziewczyny z Tatuażem i Domu Snów, po których stwierdziłam, że owszem jest brzydki, ale paradoksalnie jest też cholernie seksowny i co tu dużo ukrywać, mogłabym z nim zgrzeszyć :P
38. Jestem chorobliwie nieśmiała.
39. Nie lubię swoich dłoni, uważam że nie są kobiece.
40. Zbyt szybko obdarzam ludzi zaufaniem i niestety często dostaję potem za to po dupsku. Pomału się od tego odzwyczajam.
41. Nie mam przyjaciółki od serca, chyba się taka jeszcze nie urodziła, która zniosłaby moją neurotyczną naturę.
42. Jestem skrzyżowaniem bałaganiary z pedantką, nieskazitelny porządek panuje na biurku w pracy, za to w domu, mój pokój wygląda jak po przejściu tornada.
43. Uwielbiam słodkie perfumy, a Angel Thierry'ego Mugller'a uważam, za jeden z piękniejszych zapachów.
44. Mam słabość do kosmetyków Diora, Chanel i Benefitu. Mam ich odrobinkę i trzymam w pudełeczkach i dbam o nie jak o klejnoty rodzinne.
45. Bardzo lubię grać w gry typu "bubble shooter" i ogromnym sentymentem darzę "Tomb Ridera".
46. Zanim poszłam do szkoły rodzice przerobili ze mną cały elementarz, w klasie jako jedyna znałam go na pamięć i jako pierwsza mogłam zamiast ołówkiem zacząć pisać długopisem. Do tej pory pamiętam moje pierwsze pióro kulkowe.
47. Uwielbiam zapach farby drukarskiej. Zawsze z lubością wącham nowe książki i gazety. Od benzyny boli mnie za to głowa.
48. Zawsze kupuję muzykę i filmy z legalnych źródeł. Mam na tym punkcie obsesję, kocham ten rytuał rozrywania folii ochronnej, otwierania pudełka, oglądania załączonej książeczki. Ostatnio nie mogłam kupić płyty stacjonarnie to pofatygowałam się na iTunes (po raz pierwszy).
49. Nie mam zaufania do internetu i znalezionych w nim informacji, jednak co encyklopedia to encyklopedia.
50. Lubię stare polskie seriale tj. Woja Domowa, 07 Złoś się, Czterej Pancerni i Pies, Przygody Psa Cywila.
51. Podziwiam Piotra Fronczewskiego, jest świetnym aktorem i ma cudowny głos. Moim marzeniem jest zobaczyć go na żywo na deskach teatru.
52. U mężczyzn zwracam uwagę w pierwszej kolejności na dłonie.

Uff. To udało mi się skompletować całą 50-kę z małym bonusem, chociaż łatwo nie było, ale czuję, że jeszcze mogłabym coś dopisać :)

wtorek, 16 lipca 2013

Zmiana adresu mailowego do kontaktu

Cześć!

Dla wszystkich, którzy chcieliby się ze mną skontaktować, mam informacje, że od dzisiaj zmianie uległ adres mailowy bloga. Aktualnie obowiązujący to:

teczowa-banieczka@wp.pl

Uaktualniłam dane w zakładkach "O mnie" i "Współpraca" oraz na fanpage'u na FB.

czwartek, 13 czerwca 2013

Przetańczyć chcę całą noc!

Cześć!

Chciałabym się z Wami podzielić wrażeniami z pewnej, niesamowitej imprezy, w której miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w ubiegłą sobotę :) Impreza nazywała się "Manufaktura Kobiecości", a organizowana była przez warszawską szkołę tańca Akademia Tańca M&I Sulewscy.

Taniec jest dla mnie właśnie tą formą ruchu, która najbardziej mi odpowiada. Siłownia, fitness czy bieganie najzwyczajniej w świecie mnie nudzą, męczą i nie sprawiają przyjemności. Chciałabym chodzić na basen, ale niestety jedyny styl pływania jaki mi wychodzi jest to tzw. tyłkiem do dna, więc na pływalni mnie nie ujrzycie. Tak, taniec to jest to :) Zaczynałam już od lat szczenięcych (amatorsko i dla czystej przyjemności), do tej pory pamiętam jak czatowałam przy MTV i VIVIE (jeszcze w czasach kiedy obie stacje puszczały teledyski, ale nie durne reality shows) i nagrywałam ulubione teledyski, żeby potem w pocie czoła odwzorowywać efektowne choreografie. To były czasy... Potem nieco z tego wyrosłam, poza tym studia i praca pochłaniały większą część mojego czasu i energii, ale gdzieś ta miłość do tańca pozostała i tak pięć lat temu zaczęłam regularnie uczęszczać na zajęcia, z przyczyn zdrowotnych miałam roczną przerwę, ale od ponad trzech lat, nie ma tygodnia bym nie stawiła się na zajęcia gotowa popląsać po parkiecie :) Uwielbiam to uczucie kiedy umordowana całym tygodniem pracy zmuszam moje ciało do wygibasów, na początku jest opór i ból, a potem czuję jak endorfiny rozchodzą się po całym moim ciele i wszystkie zmartwienia ulatują, chociaż na te 1,5 godziny :) Wiecie jakie to uczucie? Wspaniałe!

Tyle tytułem wstępu :)

źródło: www.akdemiatanca.pl 

Ubiegłotygodniowa "Manufaktura ..." była już drugą edycją tej imprezy, pierwsza miała miejsce w marcu i oferowała takie atrakcje jak ladies style (choreografia z krzesłami do muzyki z Moulin Rouge) czy joga dźwięku (po prostu odpłynęłam w nieznane rejonu mojego umysłu). Tym razem organizatorzy zapewnili uczestniczkom niezwykłą mieszankę warsztatów.

Na pierwszy ogień 1,5 godziny z ognistą salsą cubaną solo z niesamowitym prowadzącym, dawno nie spotkałam tak pozytywnie zakręconej osoby. I te rytmy! Dziewczyny, pupsko i stopy same rwały się do tańca, cieszę się, że miałyśmy też elementy rumby kubańskiej i mambo. Bawiłam się świetnie, a moje biodra pokochały te ruchy, nawet nie przypuszczałam, że salsa może być tak energetyczna, dynamiczna i do tego  seksowna. Dosłownie szał ciał! Wyobrażam sobie co się musi dziać kiedy tańczą Kubańczycy, energia w czystej postaci :) Oczywiście te i owe ruchy nie wychodziły mi tak idealnie jakbym sobie tego życzyła, ale zabawa była przednia i powiem Wam tak: ja chcę jeszcze raz!!

Potem dla uspokojenia ciała (i nie tylko ;P) odbył się warsztat z coachem o intrygującym tytule "Szczęście na okrągło". Prowadzący zajęcia, Pan Wojtek, okazał się również niesamowicie pozytywną osobą, prowadził warsztat bardzo ciekawie, nawet nie wiem kiedy minęło to 1,5 godziny. Warsztat był bardzo inspirujący, dzięki ciekawemu podejściu do tematu, nie było mowy o klasycznym pitu pitu, typu spójrz codziennie w lustro i się do siebie uśmiechnij a będziesz szczęśliwa. Nie, Pan Wojtek pokazał, że szczęście to codzienna praca nad swoimi przyzwyczajeniami, stylem życia, zachowaniami, pokazał jakie emocje zbliżają nas do upragnionego stanu szczęścia, a jakie je w nas zabijają, skupił się również na schematach, które wtłaczane w nas od małego, powodują że sami wpędzamy się w błędne koło i oddalamy od szczęścia, często nawet o tym nie wiedząc. Niezwykle inspirujące zajęcia i wyniosłam z nich naprawdę bardzo wiele :)

A na deser, warsztat z tańca hula! Nawet nie wiem co napisać! Od zawsze myślałam o tym tańcu dosyć stereotypowo, no wiecie, kwiatki, spódniczka z ratafii i kokoski na biuście :D Jakże się myliłam! Taniec hula ma z tym obrazkiem raczej niewiele wspólnego, a okazał się pięknym, niezwykle harmonijnym tańcem, ale też wcale nie takim prostym. Urzekło mnie w nim wszystko, od muzyki, ruchów, opowiadanej za jego pomocą historii, po jego subtelność i kobiecość. Jest to taniec niezwykle wdzięczny, mimo że technicznie ciężki, to jednocześnie relaksujący i ładujący niezwykłą energią. Jestem pewna, że na tym jednym warsztacie się nie skończy i jeśli tylko będę miała okazję zapisać się na pełnowymiarowy kurs na pewno to zrobię :)

To były rewelacyjne zajęcia, wyszłam z nich fizycznie zmęczona, ale wręcz nabuzowana energią, coś niesamowitego, dawno nie doznałam czegoś takiego, uśmiech nie schodził mi z twarzy do momentu kiedy nie złożyłam swojej główki na poduszce :) Na pewno była to zasługa świetnie dobranych warsztatów, tak różnorodnych, że nie sposób było nie być zainteresowanym, do tego niesamowici prowadzący, ludzie z pasją i dobrą energią, chciałabym więcej takich ludzi spotykać w swoim życiu, naprawdę :)

Już nie mogę się doczekać kolejnej "Manufaktury ..." i gorąco polecam Wam tego typu imprezy. Na pewno dam Wam znać o kolejnej edycji :)

Pozdrawiam,
E.

niedziela, 2 czerwca 2013

Ale ten czas leci!

źródło: www.google.pl/images 

Okazuje się, że "Tęczowa Banieczka" ma już pół roku! Nawet nie wiecie jak się cieszę :) Myślałam, że popiszę sobie parę miesięcy i odpuszczę, a tu mija pół roku i wciąż mi się chce! Mimo, że blogowanie nie okazało się tak prostą sprawą na jaką wyglądało, bo przecież trzeba zrobić zdjęcia i je obrobić, napisać sensowną notkę zawierającą wszystko co chciało się napisać i jeszcze okrasić ją odrobiną humoru, żeby milej się czytało :) I nagle to zajęło cały mój wolny czas, ale nie narzekam, bo przecież robię to nie tylko dla siebie ale również dla Was - moich Czytelników.

I z tego miejsca chciałabym Wam podziękować za to, że jesteście ze mną, że czytacie, komentujecie, zaglądacie do kolorowego świata "Tęczowej Bańki" :)

Pokusiłam się przy okazji tego małego jubileuszu o małe podsumowanie dotychczasowej bytności "Bańki" w blogosferze:

Obserwatorzy: akurat na okrągłe 6 miesięcy działania jest Was już 80!


Liczba odwiedzin: "Tęczowa Banieczka" gościła na Waszych monitorach już ponad 10 500 razy!


Komentarze: do tej pory zebrałam blisko 1 000 komentarzy (dokładnie 927).

Najpopularniejsze posty (wg liczby wyświetleń):
1. Timotei with Jericho Rose - Głęboki Brąz - szampon do włosów - mój ulubieniec 2012
2. Inglot Nightlife Collection
3. Świeżo Malowane Poniedziałki - Sandwich Mani
4. GLOSSYBOX - luty 2013
5. Wiosna nadchodzi wielkimi krokami - zapowiedzi wiosennych kolekcji makijażu (cz. II).

W takim razie zapraszam Was na kolejne półrocze i w ogóle na kolejne lata blogowania z "Tęczową Banieczką" :)

Pozdrawiam!
E.

środa, 29 maja 2013

Recz o skutecznym doprowadzaniu mnie do szału...

Dzisiaj, przy okazji kolejnej wizyty i zakupów w Rossmannie, dostałam piany na ustach kiedy z szafy Rimmela musiałam wyciągać najgłębiej upchaną sztukę Apoocalips, ponieważ wszystkie egzemplarze z przodu były pootwierane! No szlag mnie trafił, krew zalała (a wiedzieć musicie, że dziewczę ze mnie nerwowe) i mimo, że obiecałam sobie nie wylewać nigdy żółci na blogu, dzisiaj jestem zmuszona swoje żale wylać i upuścić nieco jadu, bo nie wytrzymam!

Grzebiąc przy błyszczykach i jednocześnie będąc trącaną koszykiem, a to w kolano, a to w szacowne moje litery cztery, poza wrzaskiem na usta cisnęły mi się dwa pytania: Czy słowo "przepraszam" jako takie zostało wykreślone z języka polskiego? i drugie: Gdzie do cholery podziała się kultura?

Kwestia 1: Tester. A co to takiego?

Tak sobie myślę czy ludzie w ogóle zdają sobie sprawę z tego, że zachowują się niejednokrotnie gorzej niż ludzie pierwotni?! Przykład? Proszę bardzo. Nie dalej jak dwa dni temu, również będąc w Rossmannie, sięgnęłam po pomadkę (z góry wiedziałam jaki kolor i jakiej marki). Capnęłam ją czym prędzej, bo na plecach leżała mi już jakaś otumaniona promocją kobieta. Idę z nią do kasy, tzn. z pomadką, nie z kobietą, ale coś mnie tknęło i przyjrzałam się jej bliżej, patrzę, że skuwka jest niedomknięta, otwieram. I co zastaję? Pogryzioną pomadkę ze śladami zębów i powbijanych pazurów!! Nie wiem jak Wy, ale ja za szminką na zębach nie przepadam, a jeśli ktoś chciał się pożywić to polecam raczej pączka lub ewentualnie zdrową opcję - jabłko. WTF! I uwierzcie mi, że to nie była pierwszy raz kiedy zastałam szminkę w takim stanie. Testery były do każdego produktu i do każdego koloru, więc tym bardziej jest to dla mnie niezrozumiałe. Tak ciężko rączką sięgnąć po opakowanie z napisem TESTER?! Jak widzę jak klientki drogerii/perfumerii macają wszystko, co popadnie, to mam ochotę złapać za wiecheć kłaków na łbie i na kopach wynieść ze sklepu! No ja tego nie pojmuję i chyba nigdy nie pojmę, jak można zmacać dajmy na to pięć pomadek i wybrać ostatecznie szóstą, nieskalaną choćby spojrzeniem, o dotknięciu nie wspominając. Zawsze, ale to zawsze sięgam po testery, po coś zostały wymyślone i apeluję do "Palców Grzebalców" - zaprzestańcie macania i wtykania łap, pazurów, zębów do wszystkiego co stoi na półkach, ktoś chce kupić świeży produkt, nie z waszymi zarazkami i bakteriami w środku! A jak zmacasz to weź to co zmacałaś/eś, a nie odkładaj. O pół paczki zjedzonych cukierków, które kupiłam (tak wypchanej papierkami, że nikt by się nie zorientował, że połowy nie ma), lub spróbowanym napoju pisać Wam nie będę, bo mi ciśnienie skoczy do mniej więcej 230.

Kwestia 2: Porządek na półkach.

Miałam taki epizod w życiu, że pracowałam w handlu i to jest naprawdę ciężki kawał chleba, a w szczególności kontakt z klientem. O swoich perypetiach pisać Wam nie będę, ale wiem jak ci ludzie w tych sklepach są umordowani i co znaczy nawet jedno miłe słowo, uśmiech, czy drobna pomoc ze strony klienta. Kiedy wchodzę do sklepu (dajmy na to H&M, drogeria, supermarket) mam ochotę krzyczeć, kiedy widzę ciuchy, kosmetyki czy produkty spożywcze pieprznięte jak komu pasuje. Ludzie chyba nie mają świadomości, że kiedy wrota Bram Niebieskich (czytaj galerii handlowej) o 22.00 zostaną zamknięte dla spragnionych wrażeń klientów, ktoś w tych sklepach zostaje i sprząta cały ten burdel! Ten ktoś, to masło rzucone na pieluchy musi przełożyć, ciuchy zmiędolone na stercie w przymierzalni musi poskładać i odwiesić, pomieszane pasty do zębów na nowo poustawiać. Kiedy kupuję ciuchy zawsze zdejmuję je z wieszaków i najpierw w kasie poddaję wieszaki a potem ciuchy, czy kiedy coś przymierzam, to w 99% odnoszę na miejsce, a jak w tym 1% mi się nie chcę, to odwieszam na wieszak w przymierzalni. W supermarketach kiedy biorę coś zapakowanego w pudło np. kawy Dolce Gusto pakowane w kartonie po 3, zawsze biorę dodatkową pojedynczą sztukę żeby kasjerowi było łatwiej naliczyć, niż szarpać się z tekturą, a jak stwierdzę, że masło mi nie potrzebne, to nie odkładam go na plastikach gdzie jestem, tylko lecę z powrotem do lodówki. I naprawdę zdarzyło mi się w takich przypadkach najpierw zobaczyć zdziwienie, a potem usłyszeć szczere: dziękuję! I to jest bezcenne.

Kwestia 3: Kultura osobista.

Mam wrażenie, że żyję w świecie, który zapomniał co to uprzejmość, grzeczność, generalnie kultura. Kocham po prostu, kiedy ktoś w kolejce tłucze mnie po nogach koszykiem, albo wjeżdża w cztery litery wózkiem, jakby to cokolwiek miało przyspieszyć. Leci ta gawiedź przed siebie, na nic nie zważa, potrąci, uderzy, na nogę nadepnie i nawet "przepraszam" nie powie. Dramat! Uwielbiam też jak np. zastawi całą/całym sobą i wózkiem półkę i czyta skład wody mineralnej, a Ty chcesz capnąć ulubiony ser żółty i takiemu delikwentowi między nogami albo pod pachą musisz się przecisnąć, bo za nic w świecie się nie przesunie, nawet jak najpierw powiesz "przepraszam" a potem płynnie przejdziesz do "spieprzaj dziadu". Nic, stoi i się nie ruszy. (Tak właśnie miałam dzisiaj w Rossmannie, myślałam, że mnie coś trafi). Ubolewam nad takim zachowaniem, liczy się tylko własny interes, nie ma miejsca dla drugiego człowieka :(

Ech... Ulałam "nieco" jadu, musicie mi to wybaczyć, ale wydaje mi się, że jest to ważna kwestia. Niby nic, ale to potrafi uprzykrzyć życie, i staram się mieć gdzieś z tyłu głowy słowa: "nie rób drugiemu, co tobie niemiłe" a codziennie spotykam się z wręcz odwrotną postawą. I to mnie boli, bo nie tak zostałam wychowana, nie tego mnie uczono i czasem naprawdę mam problem z odnalezieniem się w takich sytuacjach. Oglądałyście "Dzień Świra" z rewelacyjnym Markiem Kondratem? Ja się czuję właśnie tak, jak brawurowo odgrywany przez niego Adaś Miałczyński.

Ciekawa jestem Waszych opinii i zakupowych "przygód".

Dla poprawy humoru idę pooglądać sobie moje Rossmannowe zakupy :) Chcecie post ze wszystkimi zdobyczami, czy macie już dość sprawozdań z polowań na 40% promocji?

Pozdrawiam Was ciepło!
E.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Dziękuję!

Stało się! Blog osiągnął okrągłą liczbę Obserwatorów i od dziś jest Was 50 :) Dziękuję, że jesteście ze mną, nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy.


Kiedy niewiele ponad cztery miesiące temu zakładałam "Tęczową Banieczkę" (jak pieszczotliwie nazywam swojego bloga) nie spodziewałam się, że będzie Was aż tyle. Nie liczyłam na wiele, każdy nowy Obserwator to był powód do świętowania, z resztą nadal jest :) Wiele z Was przywędrowało do mnie w związku z projektem "Młode Blogerki", inne zawitały tu być może przez przypadek, ale zostały ze mną na dłużej i wszystkim Wam serdecznie za to dziękuję :)

Blog miał być miejscem, gdzie będę mogła dać upust swojej niepohamowanej, wręcz szaleńczej miłości do różnej maści kosmetyków, pomyślałam, że przy okazji może stać się źródłem informacji, których wiele z nas coraz częściej szuka właśnie w internecie. Jeżeli dzięki mojej skromnej opinii ułatwię Wam wybór ulubionej szminki, podkładu, lakieru czy innego mazidełka to jest to dla mnie ogromny sukces.

Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję za to, że jesteście, że czytacie, że komentujecie, że po prostu motywujecie mnie do tego aby "Tęczowa Banieczka" z dnia na dzień stawa się lepszym blogiem :)

Z tej okazji postanowiłam zupełnie odmienić bloga, zmieniłam jego tło i nagłówek (wykonałam go sama), trochę mnie to cierpliwości kosztowało :), ale efekt końcowy bardzo mi się podoba. Mam nadzieję, że Wam również.

Pozdrawiam Was serdecznie,
E.

wtorek, 19 marca 2013

Liebster Blog Award, czyli mój pierwszy Tag


Stało się, nadszedł czas na mój pierwszy Tag :)

Do zabawy zostałam nominowana przez Kreskę, za co serdecznie dziękuję. Zasady są proste: odpowiadam na 11 pytań, wymyślam swoje 11 pytań i nominuję do zabawy kolejne blogi, ale tylko takie, których liczba obserwatorów nie przekracza 200.

To zaczynamy:

1. Szybki prysznic czy długa kąpiel?
Szybki prysznic, chociaż czasem marzy mi się relaksująca kąpiel z mnóstwem piany, otulającym zapachem świec zapachowych i lampką różowego wina w dłoni :)

2. Czekolada mleczna czy gorzka?
Oczywićie mleczna, najsmaczniejsze to Marabou i Toblerone. Mmmm...

3. Szalone imprezy czy leniuchowanie w domu?
Zdecydowanie leniuchowanie w domu, pod kocykiem, z dobrą książką lub fajną gazetą, z ulubioną muzyką.

4. Szminka czy błyszczyk?
Kiedyś błyszczyk, teraz szminka :)

5. Poranki czy wieczory?
Hmmm, chyba wieczory.

6. Elfy, wampiry czy czarodzieje? a może coś zupełnie innego?:)
Wszystko, w dowolnej kombinacji z nutką sensacji i czarnego humoru.

7. Czipsy czy ciasteczka owsiane?
Ciasteczka owsiane, a na chandrę te oblane czekoladą :D

8. Sukienka czy spódnica?
I sukienka i spódnica, oby długie i powłóczyste.

9. Filmy czy seriale?
Bez znaczenia jeżeli wciągają bez reszty.

10. Deser czy danie główne?
Oczywiście deser.

11. Kawa czy herbata?
Herbata, najlepiej zielona z opuncją figową i maliną.

Moja "magiczna jedenastka":
1. Zapach/y mojego dzieciństwa to:
2. Gdybyś miała wehikuł czasu cofnęłabyś się w czasie czy przeniosła w przyszłość?
3. James Bond czy Jason Bourne?
4. Wakacje w tropikach czy szalone zwiedzanie?
5. Czerwona szminka/lakier do paznokci czy wszystko w kolorze nude?
6. Gdybyś mogła mieć sesję okłądkową, na okładce jakiego magazynu o modzie chciałabyś się znaleźć?
7. Złoto czy srebro?
8. Twoja ulubiona torba to torebka-worek czy fikuśna kopertówka?
9. Czy oglądasz programy typu "talent show", dlaczego tak/nie?
10. Kosmetyk, bez którego nie wyobrażasz sobie codziennego makijażu/pielęgnacji.
11. Twoje największe kosmetyczne szaleństwo.

Do zabawy nominuję następujące blogi:

ale do zabawy zapraszam Was wszystkie :)

niedziela, 2 grudnia 2012

Witam!

Długo myślałam nad założeniem bloga i w końcu stało się! Jak wielu przede mną i jeszcze więcej po mnie, dołączyłam do blogosfery. Ponieważ stawiam pierwsze i jeszcze trochę niezdarne kroki w tym szalonym blogowym świecie, za wszelkie uwagi i wskazówki będę bardzo wdzięczna. Zatem witam się z Wami serdecznie i zapraszam do lektury :).

Co znajdziecie na moim blogu? Głównie recenje i opisy moich ulubionych kosmetyków, tych które używam od lat, tych które właśnie trafiły do mojego kuferka całkiem niedawno i tych, o których śnię po nocach :) Ale możecie spodziewać się też wpisów z innych dziedzin.

Co leży u podstaw mojej decyzji? Na pewno długoletnia fascynacja światem makijażu i fakt, że sama ślędze urodowe blogi, znajdując w nich wiele przydatnych infromacji, a przede wszystkim wiele radości. W końcu nadszedł ten moment kiedy pomyślałam: czemu nie? I tak powstał pomysł na Rainbow Soap Bubble :)

To co? Zaczynamy?