źródło: www.google.com/images
Całość kolekcji utrzymana jest w pastelowych kolorach, a na pierwszy rzut oka przypomina mi limitkę Essence - Marble Mania. Stałam, dumałam, macałam testerki i w końcu wymyśliłam, że chętnie przygarnę 1 567 rozświetlacz do twarzy :) No co?! Ładnie wyglądał, mrugał do mnie i krzyczał: "Mamo, to naprawdę Ty?!". Co poradzić, na te dziecięce kwilenie nie byłam odporna i teraz rozświetlacz rozgościł się już w szufladzie i ostro imprezuje z całą resztą mazideł :)
Opakowanie pudru jest proste i charakterystyczne dla produktów Catrice - przezroczyste, wykonane z dość grubego plastiku, zamykane na wyraźne kliknięcie, mieści 20 g produktu, a kosztuje około 20 zł.
Rozświetlacz w puzderku jest beżowy, z waniliowymi , różowymi i niebieskimi "żyłkami", na skórze daje transparentną, satynową powłokę, która optycznie ją wygładza i nadaje subtelnego połysku. Efekt jest naprawdę bardzo delikatny, idealny w codziennym makijażu. Mnie bardzo przypadł do gustu, ponieważ nie jest ani mocno perłowy, ani naładowany drobinkami, wg mnie fajnie sprawdzi się przy cerze mieszanej (taką posiadam) i tłustej - nie daje błysku a delikatną poświatę. Używam go od kilku dni i nie zauważyłam przesuszeń ani przykrych niespodzianek, twarz długo wyglądał świeżo i promiennie. Konsystencja pudru jest zbita, twarda przez co ciężko nabiera się na pędzel, trzeba się nim trochę namachać żeby rozświetlić policzki. Ale za to nie pyli.
niezwykle ciężko było uchwycić jego połysk na skórze
tak prezentuje się w świetle naturalnym
a tak wygląda bezpośrednio w słońcu
Jest to przyjemny produkt, co prawda dla miłośniczek efektu "tafli" będzie za delikatny, jednak dla osób szukających dyskretnego rozświetlenia lub zaczynających swą przygodę z tego typu produktami będzie w sam raz.
Lubicie limitki Catrice? Jak Wam się podoba Candy Shock, co byście z przyjemnością znalazły w swoich kosmetyczkach?
