Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Świeżo Malowane Poniedziałki - Gradient po raz pierwszy (Essie Go Ginza + IsaDora nr 712 Ocean Drive + Inglot nr 207 )

Kochani,

nadeszła wiekopomna chwila :) W końcu, po wielu próbach udało mi się wyczarować na paznokciach różowo - miętowy gradient! Jestem z siebie niezmiernie dumna :) Do jego stworzenia wykorzystałam dwa lakiery, które już miały już swoje 5  minut na blogu: Essie Go Ginza i IsaDora nr 712 Ocean Drive. Dodatkowo okrasiłam je złotym brokatem nr 207 od Inglota, pomyślałam, a co mi tam, niech się błyszczy, niech będzie na bogato! Jak szaleć to szaleć :)


Gradient wykonałam metodą gąbeczkową, wykorzystując trójkątne gąbki do makijażu, wg mnie mają gładszą fakturę, dzięki czemu do wyrównania powierzchni lakieru wystarczy tylko jedna warstwa topu.

Całość prezentuje się tak:



W roli modelki wystąpiła moja Mama, a za tydzień pokażę Wam gradient jaki zmalowałam na własnych paznokciach :)

Uważam, że jak na debiut spisałam się całkiem nieźle. A jak Wam się podoba?

poniedziałek, 3 marca 2014

Świeżo Malowane Poniedziałki - Golden Rose Rich Color nr 46 + Inglot nr 207 + Dior Vernis Trianon Edition nr 187 Perle

Cześć!

Mija tydzień od koncertu, a ja wciąż cieszę się sama do siebie, naprawdę nie wiedziałam, że występ ukochanego zespołu daje takiego pozytywnego kopa. Już nie mogę się doczekać kolejnego koncertu :)

Ale dzisiaj nie będzie o muzycznych ekscytacjach, a o lakierowym trio, za pomocą którego stworzyłam cukierkowe i błyszczące mani, czyli barbiowym różu Golden Rose z serii Rich Color o nr 46, złotym brokacie od Inglota z nr 207 oraz nowości w szeregach Diora, lakierze z kolekcji Trianon - nr 187 Perle.


Za bazę dla całości posłużył lakier GR Rich Color opatrzony numerem 46, czyli jasny, kremowy róż. Lakier wyposażony jest w szeroki, wygodny pędzelek, który ułatwia aplikację. A ta jest naprawdę przyjemna, lakier nie smuży, nakłada się równo, nie bąbelkuje. Dwie cienkie warstwy pokrywają paznokcie jednolitą warstwą koloru. Świetna jakość w świetnej cenie :)


Brokat od Inglota to mój walentynkowy prezent dla samej siebie. 207 to przezroczysta baza z mnóstwem złotych drobinek o holograficznym połysku, pięknie łapie światło i migocze. Nakłada się bezproblemowo, brokat rozkłada się równomiernie, a zmywanie to prawdziwa przyjemność, żaden brokat nie zmywał mi się tak gładko.


Dior Vernis Tranon Edition nr 187 - Perle to jeden z czterech lakierów wchodzących w skład wiosennej kolekcji makijażu Diora. W butelce mnie nie porwał, ale okazało się, że to nie jest zwykły mleczny lakier z różowo-fioletowym połyskiem, ponieważ Perle jest matowy i daje ciekawy efekt jakby zmrożonych, perliście połyskujących paznokci. Mówię Wam cudo, musiał trafić do moich zbiorów. Fajnie prezentuje się solo, ale świetnie sprawdza się jako top i właśnie w dzisiejszym mani nałożyłam go na róż od GR. Dior nieco rozbielił lakier bazowy i sprawił, że wygląda jak satyna.


Całość prezentuje się tak:
(na zdjęciach - w sztucznym świetle - 1 warstwa OPI Natural Nail Bae Coat, 2 warstwy Golden Rose Rich Color nr 46, na palcu wskazującym i środkowym dodatkowo 1 warstwa Dior Vernis Trianon Edition nr 187 Perle, a na palcu serdecznym i małym dodatkowo 1 warstwa brokatu Inglot nr 207)





I jak Wam się podoba?

poniedziałek, 17 lutego 2014

Świeżo Malowane Poniedziałki - Essie Fiji + Inglot nr 233 (Nightlife Collection 2012) + małe muzyczne wtrącenie

Cześć!

Mimo ostatniego niepowodzenia z białym lakierem postanowiła po raz kolejny zmierzyć się z tym tematem. Tym razem sięgnęłam  nie po klasyczną biel, ale biel nietypową, na upartego dla niektórych to nawet nie będzie biel. Mowa o Essie Fiji, lakierze, który według mnie jest bielą z kroplą ciepłego, jaśniuteńkiego różu, ale może też być bardzo mocno rozbielonym różem. A ponieważ mamy karnawał, dodałam do mani odrobinę błysku w postaci różowego, holograficznego brokatu opatrzonego nr 233, pochodzącym z sylwestrowo-karnawałowej kolekcji Inglota, która pojawiła się w sklepach pod koniec 2012 roku i z tego co się orientuję wciąż jest dostępna w salonach.



Essie Fiji mimo, że urodziwy, okazał się niestety trudny we współpracy. Ma średnio gęstą konsystencję, nie rozlewa się na skórki, pierwsza warstwa okazała się festiwalem smug i nierówności, jednak druga warstwa wyrównuje niedoskonałości i pozostawia na paznokciach jednolitą warstwę błyszczącego koloru. Lakier wysycha szybko, powiedziałabym nawet, że za szybko, co też nie ułatwia malowania, zdarza mu się zbąbelkować.

Inglot nr 233 to przezroczysta baza z niezliczoną ilością drobnego, różowego brokatu mieniącego się na wszystkie kolory tęczy. Nakłada się dobrze, brokat równomiernie rozkłada się po płytce paznokcia. Wysycha szybko.

Całość prezentuje się tak (światło sztuczne, na paznokciach: 1 warstwa OPI Natural Nail Base Coat, 2 warstwy Essie Fiji, na serdecznym i małym palcu dodatkowo 1 warstwa Inglot nr 233, 1 warstwa Sally Hansen Insta-Dry):






Jak co tydzień ciekawa jestem, jak Wam się podoba :)

Wspomniane w temacie muzyczne wtrącenie:
Dzisiaj agencja Prestige MJM ogłosiła, że 19 sierpnia, w Gdańsku, na PGE Arenie wystąpi nie kto inny jak Justin Timberlake!! Co jak co, ale nie wierzyłam, że to się stanie, a jednak :) Sprzedaż biletów rusza 21 lutego. Wybieracie się?


sobota, 15 lutego 2014

A kto powiedział, że walentynka musi być czerwona?

Moja była niebieska i sprawiłam ją sobie sama :D

Generalnie za walentynkami nie przepadam, owszem miły to dzień, pełen serduszek, różyczek, aniołków, cmokania i innych tego typu atrakcji, ale ja uważam, że każdego dnia powinniśmy pokazywać ukochanej osobie jak jest dla nas ważna, a nie tylko od święta. Ale to nie miejsce na moje egzystencjalne rozmyślania, tak więc spokojnie możecie przejść do dalszej części posta :P


Walentynki to raj dla handlowców, no bo jak tu nie wysupłać ostatniego grosza z portfela kiedy zewsząd uderzają w nas walentynkowe promocje? Na taką właśnie pokusił się Inglot i zaoferował 20% zniżki na wszystkie produkty z wyłączeniem akcesoriów (pędzle, pilniki), ale palety Freedom System również podlegały rabatowi. Mnie jako fance Inglota dwa razy powtarzać nie trzeba było i z ogromną przyjemnością dokonałam małych zakupów na które złożyły się: wkład Freedom System zawierający w sobie jednocześnie róż i rozświetlacz opatrzony numerem 201 (wściekła fuksja z delikatnym różowym rozświetlaczem), kasetka z lusterkiem i pędzelkiem oraz lakier do paznokci nr 207 (złoty, mieniący się holograficznie brokat). Przecież Walentynki są nie tylko dla zakochanych, ja kocham sprawiać sobie drobne przyjemności :D

Ceny po rabatach kształtowały się następująco:
wkład róż + rozświetlacz - 25 zł 20 zł
kasetka - 20zł 16 zł
lakier do paznokci - 21 zł 16,80 zł, zaoszczędziłam w sumie 13 zł, czyli niejako lakier mam w gratisie :)

A tak wyglądają moje zdobycze:





Prawda, że pięknie się mieni?

Skorzystałyście z promocji Inglota? Ja bym się nie obraziła gdyby organizowali je częściej :)

poniedziałek, 10 lutego 2014

Świeżo Malowane Poniedziałki - Inglot O2M nr 689

Hej!

Czy Wy też widzicie to piękne słońce za oknem? Resztki śniegu topią się w tempie ekspresowym, wiosna idzie jak nic! Ja się cieszę, a Wy?

Dzisiaj mam dla Was jednak lakier w klasycznym kolorze, wpisującym się w jesienno-zimowe klimaty. Inglot O2M nr 689 to ciepła wiśnia z domieszką ciemnego, również ciepłego różu. Kolor bardzo ciekawy, od razu wpadł mi w oko przy okazji ostatniej wizyty w salonie Inglota.



Lakier ma przyjemną, niezbyt gęstą konsystencję, nie zalewa skórek i już jedna warstwa pokrywa paznokcie jednolitym kolorem, ja dla pogłębienia koloru dołożyłam jeszcze jedną warstwę. Lakier wysechł szybko na umiarkowany połysk, niestety odrobinę zbąbelkował. To mój pierwszy lakier z serii O2M i dowiedziałam się, że te lakiery podobno oddychają właśnie przez te bąbelki. Przyznam się Wam, że nie do końca przekonuje mnie to wyjaśnienie. Bąbelki na szczęście okazały się na tyle niewielkie, że warstwa topu ładnie wyrównała powierzchnię lakieru. Niestety to nie bąbelki okazały się największym problemem, a trwałość lakieru, który zszedł z paznokci zaledwie po dwóch dniach :( Dam mu jeszcze jedną szansę na krótkich paznokciach, może wtedy "posiedzi" na nich dłużej?

Na zdjęciach (w sztucznym świetle): 1 warstwa OPI Natural Nail Base Coat, 2 warstwy Inglot O2M nr 689, 1 warstwa Sally Hansen Insta-Dry. 





I jak Wam się podoba? Używałyście lakierów z serii O2M? Wam również płatały takie figle?

piątek, 3 stycznia 2014

Na to mam ochotę, czyli Zakupowy Niezbędnik Tęczowej Banieczki na 2014 rok

Hej!

I stało się, nadszedł Nowy Rok. Wcieliłam swój plan w życie i stary rok żegnałam w domu, w dresiku, przed telewizorem i momentami przed komputerem. O północy wyszłam na balkon podziwiać fajerwerki, które niestety był raczej marne, a noworoczny toast wzniosłam ogromną szklanicą soku multiwitamina :D  Jak co roku mam oczyścicie nadzieję, że te kolejne 365 dni okażą się lepsze i łaskawsze niż te, które minęły, pożyjemy, zobaczymy. Co prawda szykuje się kilka wspaniałych chwil i jeśli tylko (albo aż) zdrowie dopisze, spełnię swoje najskrytsze marzenia. Ale to na razie pozostaje w sferze bardzo nieśmiałych planów.

W blogosferze nowy rok to czas podsumowań, noworocznych postanowień (o tym u mnie w innym poście) oraz planów i marzeń. Ja postanowiłam sporządzić sobie taką właśnie listę kosmetycznych marzeń na 2014 rok, ponieważ planuję w tym roku skupić się na zakupach takich produktów, które sobie wymarzyłam oraz które chciałam kupić już od dłuższego czasu, ale z różnych względów mi się to nie udało. Postaram się za to ograniczyć zakupy pod wpływem chwili. Jak mi pójdzie okaże się za rok, a teraz przedstawiam Wam mój Zakupowy niezbędnik. Gotowi? To zaczynamy:


Paleta Urban Decay Naked 3
O paletkach Naked krążą już legendy, swego czasu ta z nr 2 pojawiła się w Sephorze, owszem była kusząca, ale takich kolorów mam już masę, więc się nie skusiłam. Aż tu nagle, jak grom z jasnego nieba gruchnęła wiadomość, że na rynku ukaże się paletka z nr 3 i tu już nie odpuszczę, ponieważ kolorystyka wciąż jest neutralna, ale kolory w palecie są utrzymane w różowej tonacji i najzwyczajniej w świecie się w niej zakochałam :) Ponadto sama, osobiście chcę się przekonać o doskonałości produktów ze stajni UD :D


Szminka M.A.C. z kolekcji Riri dla M.A.C. w kol. Pleasure Bomb
Za osobą Rhianny nie przepadam, ale to nie jest ważne, ponieważ kolekcja (a w zasadzie kolekcje) dla M.A.C. sygnowane jej imieniem trafiają idealnie w mój gust. Z asortymentem M.A.C. tak naprawdę dopiero się zapoznaję, a że ceny do niskich nie należą, staram się wybierać kosmetyki, które cieszą się uwielbieniem wśród miłośniczek marki. Macowa szminka chodzi za mną od dawna, Pleasure Bomb ma cudowny odcień różu jaki wprost kocham, więc siłą rzeczy musiała znaleźć się na zakupowej liście :D


Kuleczki Guerlain Meteorites kolekcji Blossom na wiosnę 2014
Tu chyba wiele pisać nie muszę, Meteoryty to już produkt kultowy i w tym roku mam zamiar powiększyć swój kosmetyczny zbiór o te cudowne kuleczki.


Inglot Duraline
W tym przypadku jestem ciekawa wielozadaniowości tego produktu, ale głównie planuję używać go do nakładania pigmentów.


*****



Pędzel do różu Blush Brush Real Technics
Co prawda mam swojego ulubieńca z Sephory, ale ten pędzel chodzi za mną od dawna, wygląda jak króliczy ogonek i ciekawa jestem efektu jaki można dzięki niemu uzyskać. Mój pędzel jest krótki, gęsty i ścięty, więc żeby uzyskać mgłę koloru niejednokrotnie muszę się posiłkować pędzlem do pudru, aby idelanie rozetrzeć kolor na policzku.


Pędzel typu flat top Hakuro H50
Póki co podkład nakładam za pomocą swoich paluszków, kiedyś używałam do tego celu płaskiego, języczkowego pędzla, wszystko było dobrze, ale ze starości zaczął robić smugi. Generalnie o pędzlach Hakuro jak i o tym konkretnym modelu naczytałam się wiele dobrego, stąd jego obecność w tegorocznych planach zakupowych :)


Grzebyk do rzęs Inglot
Nie jest to produkt, który jest mi niezbędny, ale nie mam grzebyka do rozczesywania rzęs, ten wygląda solidnie i trochę jak narzędzie tortur, albo brzytwa :)


źródło grafik: www.google.pl/images 
*****

Wiem, że dużo tego nie ma, ale tak jak pisałam zamierzam w tym roku przystopować z ilością kupowanych kosmetyków. Z wymienionych najszybciej pewnie trafią do mnie produkty Inglota, z prostej przyczyny, są łatwo dostępne i cenowo również bardzo przystępne :)

Być może, z upływem czasu uzupełnię niniejszy niezbędnik o kolejne pozycje, dlatego na pasku bocznym znajdziecie do niego odnośnik.

A jeśli już mowa o wyglądzie bloga, to wprowadziłam kilka kosmetycznych zmian. Przede wszystkim usunęłam odnośnik do fanpage'a na Facebooku, rzadko tam zaglądam, ale go nie usuwam, może jeszcze kiedyś tchnę tam nieco więcej życia :) Usunęłam również zakładkę "Współpraca". Uznałam, że jest zbędna, jeżeli macie ochotę się ze mną skontaktować adres mailowy jest w zakładce "O mnie" oraz na pasku bocznym.

Uściski!

środa, 27 listopada 2013

Skórki precz! Inglot PH Cuticle Remover - preparat do usuwania skórek

Hej!

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, a dokładniej w te wakacje w Złotych Tarasach, dnia pewnego słonecznego, szwendałam się bez ładu i składu i w końcu, niesiona syrenim śpiewem, zawędrowałam do salonu Inglota. Oszołomiona jak zwykle feerią barw i ilością tych wszystkich kolorowych cudowności, mój wzrok padł na dość niepozornie wyglądający stand z ówczesnymi nowościami pielęgnacyjnymi do paznokci. Początkowo serce me wyskoczyło w kierunku topu dającego efekt żelowych paznokci, ale uwagę przyciągnął inny preparat, niby niepozorny, zwyczajny, ale jakże kuszący bo zupełnie mi obcy - preparat do usuwania skórek Inglot PH Cuticle Remover. Niewiele myśląc zakupiłam to cudo i z uśmiechem na twarzy podążyłam w kierunku oczekującej na mnie złotej karocy, czyli czerwono-żółtego pojazdu komunikacji miejskiej, w którym wygodnie usadowiłam swoje szacowne litery cztery i wtedy przyszło opamiętanie i w głowie sformułowała mi się myśl święcąca neon - Ewka! I na cholerę Ci ten gadżet?!



Musicie wiedzieć, że nigdy, absolutnie nigdy nie stosowałam żadnych specyfików pomagających usunąć skórki przy paznokciach, od lat korzystałam ze sprytnego sposobu żeby się ich pozbyć, mianowicie zabierałam się za to tuż po umyciu głowy, kiedy skórki były jeszcze miękkie i dawały się łatwo odsunąć i wyciąć. Tak, wiem, wycinanie to zbrodnia okrutna, ale zawsze miałam problem z szybko narastającymi skórkami i tylko ich wycinanie pozwala mi na zaprezentowanie moich dłoni światu. Ale raz się żyje, a blogowanie motywuje do poznawania coraz to nowych produktów. I jak się okazało, preparat Inglota okazał się strzałem w dziesiątkę, usuwanie skórek dzięki niemu stało się wręcz bezproblemowe i zajmuje mi o połowę mniej czasu niż dotychczas.

Inglot PH Citicle Remover zamknięto w standardowej, kwadratowej, 15 ml buteleczce. Koszt to około 22-25 zł (dokładnej ceny niestety nie pamiętam). Preparat ma postać bezbarwnego żelu, naładowanego miliardem iskrzących się na złoto i niebiesko drobinek. Tak, drobinek. One nic nie robią, ale pięknie wyglądają w buteleczce, iskrzą się i mienią i przyciągają wzrok na półce. Marketingowy bajer :) Zgodnie z informacją na opakowaniu preparat posiada pH 13 i powstał na bazie wody morskiej, która ma właściwości nawilżające i wzmacniające, tylko co mi po nich, kiedy produkt nakładam i zaraz zmywam? To akurat jest mało istotne, najważniejsze jest to, że Inglot w kwestii zmiękczania skórek jest rewelacyjny. Już po chwili od nałożenia preparatu na okolice paznokcia, skórki stają się bardzo mięciutkie i odsunięcie ich jest bardzo proste. Dla tych szczęściar, które mają delikatne skórki wystarczy je tylko odsunąć i po kłopocie, u mnie jeszcze do akcji wkraczają cążki, ale wycinanie skórek jest w tej chwili dużo łatwiejsze i z pewnością szybsze, a i same skórki odwdzięczają się wyglądem i nie straszą sterczącymi zadziorami. Nie zauważyłam aby preparat wysuszał, podrażniał lub uczulał, chociaż producent zaleca, aby nie trzymać go dłużej niż 10 minut. Aby go usunąć wystarczy umyć ręce w ciepłej wodzie z mydłem.

Preparat jest bardzo wydajny, używam go od około 4 m-cy, co tydzień, nie żałuję sobie przy jego nakładaniu i dopiero teraz widać nieznaczny ubytek w ilości, więc coś czuję, że zostanie on ze mną na bardzo długo.

Słowem podsumowania: jestem zachwycona! Naprawdę :) Teraz przygotowanie pazurów do malowania jest dla mnie dużo szybsze i przyjemniejsze. Oczywiście weźcie poprawkę na to, że to mój pierwszy tego typu kosmetyk i nie ma porównania, ale wiem, że z tego typu produktów na pewno będę korzystała. Może podpowiecie mi inne preparaty do usuwania skórek? Wiem, że Sally Hansen  ma podobno niezły. Podzielicie się swoimi ulubieńcami? Co myślicie o Inglocie?

piątek, 8 listopada 2013

Garstka kolorowych nowości

I znów się będę chwalić, ale tak się złożyło, że w ostatni weekend trafiło w moje ręce kilka bardzo fajnych produktów, którymi chcę się z Wami podzielić.


Pierwsza z nich to nowość od Inglota - Rozświetlający Puder Sypki HD w odcieniu 44 (4,5 g - 40,00 zł). Rodzima marka powiększyła swój asortyment o nowe produkty: 3 nowe sypkie rozświetlacze oraz 4 nowe sypkie pudry do twarzy z serii HD, dzięki którym nasza cera zyska zdrowego blasku, a na zdjęciach czy filmach będziemy się prezentować niczym gwiazdy filmowe z nieskazitelną cerą. Skusiłam się na odcień nr 44 - jasny, ciepły beż.

Buszując po Blue City nie mogłam ominąć firmowego salonu NYX (to już chyba uzależnienie). Skusiłam się na paletę 5 pomadek do ust w neutralnych odcieniach, ponieważ jak się okazało moja kolekcja kosmetyków kolorowych do ust zawiera w sobie całą masę czerwieni, fuksji, korali i pomarańczy, a kiedy potrzebuję delikatnego podkreślenia ust nie mam w zanadrzu absolutnie niczego co mogłoby uznać za neutralne :) Ponadto odżyła moja miłość do fioletu w makijażu oka, sięgnęłam również po paletę 10 cieni wypełnioną po brzegi odcieniami różu, fioletu, czerni i nawet znalazło się miejsce na granat. Za każdą z paletek zapłaciłam 30 zł, z czego paletka pomadek była przeceniona o 20%, jej cena regularna to 37,90 zł.


Z nowymi produktami dopiero się zaznajamiam, a dzisiejszy i poprzedni post potraktujcie jako zapowiedzi tego, co w niedalekiej przyszłości znajdziecie na blogu :)

Czujecie się czymś zainteresowani?

sobota, 21 września 2013

Drobiazgi...

Hej!!!

Krótko, zwięźle i na temat, taka będzie dzisiejsza, późnowieczorna notka :) Planowałam spędzić dzisiejszy dzień w domu, relaksując się pod kocykiem z książką i/lub gazetą w jednej ręce i kubkiem herbaty w drugiej. Oczywiście plany wzięły w łeb i wybrałam się na zakupy, zupełnie spontaniczne i przyniosłam z nich kilka, niezwykle cieszących mnie drobiazgów :) Ponieważ miałam do wykorzystania kupon na 40 zł, odwiedziłam Douglasa. Początkowo miałam go spożytkować na jesienną kolekcję IsaDory - Color Chock, jednak lakierów do paznokci już nie było, a w błyszczyko-tintach wyglądałam wyjątkowo nietwarzowo i to w każdym z kolorów, bez wyjątku. W formie ciekawostki nadmienię tylko, że mają one ciekawą formułę, dają niezwykle nasycony, błyszczący kolor, są mocno kremowe i gęste, momentalnie przylegają do ust, co czyni je bardzo trwałymi, ledwo udało mi się je zetrzeć. Ponieważ pierwotne chciejstwa jednak nie znalazły się w koszyczku, zwróciłam się do stoiska z kosmetykami NYX i w przeciągu minuty wybrałam puder rozświetlający do twarzy i ciała łączący w sobie w sposób idealny odcienie różu, moreli i złota, kolor cudowny, pudru będę używać jako różu :) Później obrałam sobie za cel Inglota i tam skusiłam się na dwa sypkie pigmenty, w końcu postanowiłam się zmierzyć z tą formułą. Na początek wybrałam dwa odcienie: 180 - biały pyłek opalizujący na chłodny, bardzo jasny beż i 181 - mieszankę delikatnego bordo, chłodnego fioletu i odrobiny złota.

Jak Wam się podobają moje nowe drobiazgi?




poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Świeżo Malowane Poniedziałki - Inglot 390 (wiosna 2013) + Vipera Roulette nr 41

Heeeej!

Dzisiaj mam dla Was mani wesołe, radosne i po prostu letnie :) Chociaż muszę się Wam przyznać, że już szperam po sieci w poszukiwaniu jesiennych kolekcji i już nie mogę się doczekać kiedy te wszystkie nowości pojawią się na półkach i będę je mogła obejrzeć i ewentualnie zasilić nimi moją kolekcję :) No wiecie, żebym mogła je Wam pokazać :)

Ale wracając do sedna notki, mam dzisiaj do pokazania połączenie wiosennego Inglota 390 oraz Vipery z kolekcji Roulette (nr 41), która szturmem podbija blogosferę i serca blogerek :)


Inglot 390 pochodzi z tegorocznej wiosennej kolekcji. To jasna, seledynowa zieleń, która ma w sobie dużo żółtych tonów (mój aparat zjadł kolor i nadał lakierowi odcień błękitu). Niestety lakier do łatwych w obsłudze nie należy, jest rzadki i lubi rozlewać się na skórki (co niestety będzie widać na zdjęciach), a pierwsza warstwa mocno smuży, na szczęście druga ratuje sytuację i pozostawia ładny, równy kolor. Lakier wysycha szybko i nie bąbelkuje.


Vipiera Roulette to połączenie metalicznie turkusowych, regularnych, dość sporych drobinek i "pociętych" kawałków matowej, białej folii zatopionych w przezroczystej bazie. Nakładanie drobinek nie jest tak komfortowe jak tego oczekiwałam, ponieważ zostają na pędzelku i trzeba się nim trochę namachać aby ozdoby zostały na płytce, ale dzięki temu możemy stopniować efekt na paznokciach. Top szybko wysycha i świetnie nabłyszcza.


Efekt jaki uzyskałam na paznokciach czasami przypomina mi cukierki, innym razem posypkę na muffinkach lub kamienie, momentami nawet marmur :) Wg mnie jest lekko i wesoło.






Jak Wam się podoba? Co sądzicie o kolekcji Vipera Roulette? Macie z niej swoich ulubieńców czy dopiero szykujecie się do zakupu?