Kochani,
nadeszła wiekopomna chwila :) W końcu, po wielu próbach udało mi się wyczarować na paznokciach różowo - miętowy gradient! Jestem z siebie niezmiernie dumna :) Do jego stworzenia wykorzystałam dwa lakiery, które już miały już swoje 5 minut na blogu: Essie Go Ginza i IsaDora nr 712 Ocean Drive. Dodatkowo okrasiłam je złotym brokatem nr 207 od Inglota, pomyślałam, a co mi tam, niech się błyszczy, niech będzie na bogato! Jak szaleć to szaleć :)
Gradient wykonałam metodą gąbeczkową, wykorzystując trójkątne gąbki do makijażu, wg mnie mają gładszą fakturę, dzięki czemu do wyrównania powierzchni lakieru wystarczy tylko jedna warstwa topu.
Całość prezentuje się tak:
W roli modelki wystąpiła moja Mama, a za tydzień pokażę Wam gradient jaki zmalowałam na własnych paznokciach :)
Uważam, że jak na debiut spisałam się całkiem nieźle. A jak Wam się podoba?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essie. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
poniedziałek, 31 marca 2014
Świeżo Malowane Poniedziałki - Essie Peach Daiquiri
Hej!
Taką wiosnę to ja rozumiem, miniony weekend był piękny, ciepły i słoneczny. Wczoraj spotkałam się z koleżanką i siedziałyśmy sobie na słoneczku popijając pyszności i łapiąc pierwsze, prawdziwie wiosenne promyki słońca. To było super przyjemne popołudnie, Ola dziękuję :*
Dzisiaj mam dla Was cudowny lakier od Essie, który zachwycił mnie nie tylko kolorem, ale również wykończeniem, aplikacją i trwałością. Oto Peach Daiqiuri.
Peach Daiquiri to prawdziwy kameleon, w butelce intensywnie różowy, dopiero na paznokciach pokazuje swoją nieoczywistą naturę. W zależności od światła bywa brzoskwiniowy, czasami staje się koralowy by za chwilę pokazać swoje soczyście różowe oblicze, zdarza się też, że złapie odrobinę czerwonych tonów i przybiera odcień arbuza. Ale to nie wszystko, ma żelowe wykończenie i szkliście się błyszczy, co tylko podkreśla jego urodę. Nakłada się wyśmienicie, mimo, że konsystencja jest dosyć wodnista, ale pędzelek trzyma lakier w ryzach i dzięki temu dwie cienkie warstwy wystarczą do pokrycia paznokci piękną, błyszczącą taflą koloru. Lakier wysycha szybko, nie bąbelkuje. Na moich paznokciach wytrzymał 6 dni, co wprawiło mnie w niemałe zdziwienie :) Peach Daiquiri to, bez dwóch zdań, mój ukochany Essiak!
To teraz czas na zdjęcia, które po raz pierwszy od bardzo dawna, zrobiłam w świetle dziennym :)
(na zjdęciach: 1 warstwa Sally Hansen Nail Rehab X, 2 warstwy Essie Peach Daiquiri, na palcu serdecznym dodatkowo top Essence Special Effect! Topper w kol. 08 night in vegas - wycofany ze sprzedaży, zmatowiony topem Inglot nr 16)
Jak Wam się podoba?
Jak spędziliście weekend, cieszyliście się piękną pogodą?
Pozdrawiam,
Ewa :)
Taką wiosnę to ja rozumiem, miniony weekend był piękny, ciepły i słoneczny. Wczoraj spotkałam się z koleżanką i siedziałyśmy sobie na słoneczku popijając pyszności i łapiąc pierwsze, prawdziwie wiosenne promyki słońca. To było super przyjemne popołudnie, Ola dziękuję :*
Dzisiaj mam dla Was cudowny lakier od Essie, który zachwycił mnie nie tylko kolorem, ale również wykończeniem, aplikacją i trwałością. Oto Peach Daiqiuri.
Peach Daiquiri to prawdziwy kameleon, w butelce intensywnie różowy, dopiero na paznokciach pokazuje swoją nieoczywistą naturę. W zależności od światła bywa brzoskwiniowy, czasami staje się koralowy by za chwilę pokazać swoje soczyście różowe oblicze, zdarza się też, że złapie odrobinę czerwonych tonów i przybiera odcień arbuza. Ale to nie wszystko, ma żelowe wykończenie i szkliście się błyszczy, co tylko podkreśla jego urodę. Nakłada się wyśmienicie, mimo, że konsystencja jest dosyć wodnista, ale pędzelek trzyma lakier w ryzach i dzięki temu dwie cienkie warstwy wystarczą do pokrycia paznokci piękną, błyszczącą taflą koloru. Lakier wysycha szybko, nie bąbelkuje. Na moich paznokciach wytrzymał 6 dni, co wprawiło mnie w niemałe zdziwienie :) Peach Daiquiri to, bez dwóch zdań, mój ukochany Essiak!
To teraz czas na zdjęcia, które po raz pierwszy od bardzo dawna, zrobiłam w świetle dziennym :)
(na zjdęciach: 1 warstwa Sally Hansen Nail Rehab X, 2 warstwy Essie Peach Daiquiri, na palcu serdecznym dodatkowo top Essence Special Effect! Topper w kol. 08 night in vegas - wycofany ze sprzedaży, zmatowiony topem Inglot nr 16)
Jak Wam się podoba?
Jak spędziliście weekend, cieszyliście się piękną pogodą?
Pozdrawiam,
Ewa :)
poniedziałek, 17 marca 2014
Świeżo Malowane Poniedziałki - Essie Bobbing for Baubles + Sephora Blackjack
I skończyła się wiosna, piękna panna poszła na urlop i zostawiła chmurska, deszcz i wietrzysko, które głowę urywa. Ale pocieszam się, że to ostatnie tchnienie jesienno-zimowej aury i już niedługo przyroda wybuchnie niesamowitą feerią barw :) Dzisiaj moje paznokcie idealnie pasują do pogody za oknem a goszczą na nich dwa lakiery: Essie Bobbing for Baubles i Sephora Blackjack.
Essie Bobbing for Baubles to ciemna, stalowa szarość o kremowym wykończeniu, w zależności od światła staje się bardzie zielonkawa lub granatowa. Na paznokciach jest ciemniejsza niż w buteleczce. Nakłada się równo, nie zalewa skórek, jedna warstwa wystarczy do pokrycia paznokci jednolitym kolorem, chociaż ja dla pogłębienia koloru dodałam jeszcze jedną. Lakier szybko wysycha, nie bąbelkuje, po wyschnięciu umiarkowanie błyszczy, miłośniczkom połysku radzę nałożyć top. Lakier wytrzymał na moich paznokciach 5 dni bez większego uszczerbku, jedynie końcówki lekko się starły, odpryski pojawiły się dopiero 6-go dnia. Zmywa się dobrze, ale niestety brudzi skórki :(
Sephora Blackjack to piękna, stalowa, metaliczna szarość o granatowym połysku. Lakier po prostu mnie urzekł, wygląda obłędnie a do tego użytkowo spisuje się wręcz wzorowo. Nakłada się równo, szybko wysycha, nie bąbelkuje. Wysycha na lekką satynę, nałożenie topu wydobywa z niego to co najlepsze :) Lakier jest bardzo trwały, nosiłam go 6 dni i jedyne co zaobserwowałam to lekkie starcie końcówek. Zmywa się łatwo, nie brudzi skórek.
Na zdjęciach (sztuczne światło): 1 warstwa Sally Hansen Nail Rehab X, 2 warstwy Essie Bobbing for Baubles, na palcu serdecznym 2 warstwy Sephora Blackjack, 1 warstwa Sally Hansen Insta-Dry.
I jak Wam się podoba?
Essie Bobbing for Baubles to ciemna, stalowa szarość o kremowym wykończeniu, w zależności od światła staje się bardzie zielonkawa lub granatowa. Na paznokciach jest ciemniejsza niż w buteleczce. Nakłada się równo, nie zalewa skórek, jedna warstwa wystarczy do pokrycia paznokci jednolitym kolorem, chociaż ja dla pogłębienia koloru dodałam jeszcze jedną. Lakier szybko wysycha, nie bąbelkuje, po wyschnięciu umiarkowanie błyszczy, miłośniczkom połysku radzę nałożyć top. Lakier wytrzymał na moich paznokciach 5 dni bez większego uszczerbku, jedynie końcówki lekko się starły, odpryski pojawiły się dopiero 6-go dnia. Zmywa się dobrze, ale niestety brudzi skórki :(
Sephora Blackjack to piękna, stalowa, metaliczna szarość o granatowym połysku. Lakier po prostu mnie urzekł, wygląda obłędnie a do tego użytkowo spisuje się wręcz wzorowo. Nakłada się równo, szybko wysycha, nie bąbelkuje. Wysycha na lekką satynę, nałożenie topu wydobywa z niego to co najlepsze :) Lakier jest bardzo trwały, nosiłam go 6 dni i jedyne co zaobserwowałam to lekkie starcie końcówek. Zmywa się łatwo, nie brudzi skórek.
Na zdjęciach (sztuczne światło): 1 warstwa Sally Hansen Nail Rehab X, 2 warstwy Essie Bobbing for Baubles, na palcu serdecznym 2 warstwy Sephora Blackjack, 1 warstwa Sally Hansen Insta-Dry.
I jak Wam się podoba?
poniedziałek, 17 lutego 2014
Świeżo Malowane Poniedziałki - Essie Fiji + Inglot nr 233 (Nightlife Collection 2012) + małe muzyczne wtrącenie
Cześć!
Mimo ostatniego niepowodzenia z białym lakierem postanowiła po raz kolejny zmierzyć się z tym tematem. Tym razem sięgnęłam nie po klasyczną biel, ale biel nietypową, na upartego dla niektórych to nawet nie będzie biel. Mowa o Essie Fiji, lakierze, który według mnie jest bielą z kroplą ciepłego, jaśniuteńkiego różu, ale może też być bardzo mocno rozbielonym różem. A ponieważ mamy karnawał, dodałam do mani odrobinę błysku w postaci różowego, holograficznego brokatu opatrzonego nr 233, pochodzącym z sylwestrowo-karnawałowej kolekcji Inglota, która pojawiła się w sklepach pod koniec 2012 roku i z tego co się orientuję wciąż jest dostępna w salonach.
Essie Fiji mimo, że urodziwy, okazał się niestety trudny we współpracy. Ma średnio gęstą konsystencję, nie rozlewa się na skórki, pierwsza warstwa okazała się festiwalem smug i nierówności, jednak druga warstwa wyrównuje niedoskonałości i pozostawia na paznokciach jednolitą warstwę błyszczącego koloru. Lakier wysycha szybko, powiedziałabym nawet, że za szybko, co też nie ułatwia malowania, zdarza mu się zbąbelkować.
Inglot nr 233 to przezroczysta baza z niezliczoną ilością drobnego, różowego brokatu mieniącego się na wszystkie kolory tęczy. Nakłada się dobrze, brokat równomiernie rozkłada się po płytce paznokcia. Wysycha szybko.
Całość prezentuje się tak (światło sztuczne, na paznokciach: 1 warstwa OPI Natural Nail Base Coat, 2 warstwy Essie Fiji, na serdecznym i małym palcu dodatkowo 1 warstwa Inglot nr 233, 1 warstwa Sally Hansen Insta-Dry):
Jak co tydzień ciekawa jestem, jak Wam się podoba :)
Wspomniane w temacie muzyczne wtrącenie:
Dzisiaj agencja Prestige MJM ogłosiła, że 19 sierpnia, w Gdańsku, na PGE Arenie wystąpi nie kto inny jak Justin Timberlake!! Co jak co, ale nie wierzyłam, że to się stanie, a jednak :) Sprzedaż biletów rusza 21 lutego. Wybieracie się?
Mimo ostatniego niepowodzenia z białym lakierem postanowiła po raz kolejny zmierzyć się z tym tematem. Tym razem sięgnęłam nie po klasyczną biel, ale biel nietypową, na upartego dla niektórych to nawet nie będzie biel. Mowa o Essie Fiji, lakierze, który według mnie jest bielą z kroplą ciepłego, jaśniuteńkiego różu, ale może też być bardzo mocno rozbielonym różem. A ponieważ mamy karnawał, dodałam do mani odrobinę błysku w postaci różowego, holograficznego brokatu opatrzonego nr 233, pochodzącym z sylwestrowo-karnawałowej kolekcji Inglota, która pojawiła się w sklepach pod koniec 2012 roku i z tego co się orientuję wciąż jest dostępna w salonach.
Essie Fiji mimo, że urodziwy, okazał się niestety trudny we współpracy. Ma średnio gęstą konsystencję, nie rozlewa się na skórki, pierwsza warstwa okazała się festiwalem smug i nierówności, jednak druga warstwa wyrównuje niedoskonałości i pozostawia na paznokciach jednolitą warstwę błyszczącego koloru. Lakier wysycha szybko, powiedziałabym nawet, że za szybko, co też nie ułatwia malowania, zdarza mu się zbąbelkować.
Inglot nr 233 to przezroczysta baza z niezliczoną ilością drobnego, różowego brokatu mieniącego się na wszystkie kolory tęczy. Nakłada się dobrze, brokat równomiernie rozkłada się po płytce paznokcia. Wysycha szybko.
Całość prezentuje się tak (światło sztuczne, na paznokciach: 1 warstwa OPI Natural Nail Base Coat, 2 warstwy Essie Fiji, na serdecznym i małym palcu dodatkowo 1 warstwa Inglot nr 233, 1 warstwa Sally Hansen Insta-Dry):
Jak co tydzień ciekawa jestem, jak Wam się podoba :)
Wspomniane w temacie muzyczne wtrącenie:
Dzisiaj agencja Prestige MJM ogłosiła, że 19 sierpnia, w Gdańsku, na PGE Arenie wystąpi nie kto inny jak Justin Timberlake!! Co jak co, ale nie wierzyłam, że to się stanie, a jednak :) Sprzedaż biletów rusza 21 lutego. Wybieracie się?
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Świeżo Malowane Poniedziałki - Barry M Matte Nail Paint (MNP 2 Burgundy Crush) + Essie Toogle To The Top
Hej!
Jutro Wigilia, zasiądziemy przy świątecznym stole, spotkamy się z rodziną, będziemy jeść pyszne potrawy i z radością dziecka rozrywać kolorowy papier, w który Elfy, pod czujnym okiem Mikołaja, pakowały nasze prezenty :D Ale żeby nie było, po całym tym przedświątecznym zamieszaniu, myciu okien, szorowaniu podłóg, mieszaniu w garach i popędzania domowników do roboty, w ten wyjątkowy wieczór chcemy prezentować się nienagannie, ładnie, elegancko, nazwijmy to po imieniu, po prostu chcemy zachwycać :) Ja mam dla Was dzisiaj propozycję, prostego, klasycznego, świątecznego mani. Niestety nie umiem robić pięknych zdobień, ale za to pobawiłam się w połączenie wykończeń :) A w zabawie uczestniczyli matowy lakier Barry M Matte Nail Paint nr 2 Burgundy Crush oraz zimowy Essie Toogle To The Top.
Po niezwykle udanej przygodzie z matową Vanillą od Barry M (klik) nie wytrzymałam i skusiłam się na czarującą, głęboką czerwień z tej samej serii, czyli Burgundy Crush. Lakier pod względem użytkowania spisuje się wybornie, podobnie jak waniliowa siostra, chociaż miałam wrażenie, że nieznacznie dłużej schnie. O ile w przypadku Vanilli wykończenie było bardziej satynowe, o tyle czerwień jest już bardziej matowa, ale za to szybciej "wyciera" się na błysk. Zmywa się szybko, odrobinę barwi skórki.
Toogle To The Top z zimowej kolekcji Essie był pierwszym, który przyciągnął mój wzrok i to za jego sprawą postanowiłam zdobyć kostkę, zawierającą 4 kolory z kolekcji. Jest to czereśniowa, żelkowa czerwień z mnóstwem czerwonych drobin. DO pokrycia paznokcia jednolitą warstwą koloru wystarczą 2 warstwy, posiadam wersję z wąskim pędzelkiem, a że z wąskimi pędzelkami radzę sobie raczej marnie, zrobiłam prześwity i nałożyłam trzy warstwy. Lakier wysycha szybko, ale pozostaje chropowaty, aby go wyrównać i wydobyć z niego cały urok niezbędne jest nałożenie warstwy topu, a nawet i dwóch :) Zmywa się trudno, ale obejdzie się bez folii :)
Całość wygląda tak:
(na zdjęciach <w sztucznym świetle>: 1 warstwa OPI Natural Base Coat, 2 warstwy Barry M Matte Nail Paint Burgundy Crush, na palcu serdecznym 3 warstwy Essie Toogle To The Top + 1 warstwa Sally Hansen Insta-Dry)
I jak, podoba się Wam takie połączenie?
Jutro Wigilia, zasiądziemy przy świątecznym stole, spotkamy się z rodziną, będziemy jeść pyszne potrawy i z radością dziecka rozrywać kolorowy papier, w który Elfy, pod czujnym okiem Mikołaja, pakowały nasze prezenty :D Ale żeby nie było, po całym tym przedświątecznym zamieszaniu, myciu okien, szorowaniu podłóg, mieszaniu w garach i popędzania domowników do roboty, w ten wyjątkowy wieczór chcemy prezentować się nienagannie, ładnie, elegancko, nazwijmy to po imieniu, po prostu chcemy zachwycać :) Ja mam dla Was dzisiaj propozycję, prostego, klasycznego, świątecznego mani. Niestety nie umiem robić pięknych zdobień, ale za to pobawiłam się w połączenie wykończeń :) A w zabawie uczestniczyli matowy lakier Barry M Matte Nail Paint nr 2 Burgundy Crush oraz zimowy Essie Toogle To The Top.
Po niezwykle udanej przygodzie z matową Vanillą od Barry M (klik) nie wytrzymałam i skusiłam się na czarującą, głęboką czerwień z tej samej serii, czyli Burgundy Crush. Lakier pod względem użytkowania spisuje się wybornie, podobnie jak waniliowa siostra, chociaż miałam wrażenie, że nieznacznie dłużej schnie. O ile w przypadku Vanilli wykończenie było bardziej satynowe, o tyle czerwień jest już bardziej matowa, ale za to szybciej "wyciera" się na błysk. Zmywa się szybko, odrobinę barwi skórki.
Całość wygląda tak:
(na zdjęciach <w sztucznym świetle>: 1 warstwa OPI Natural Base Coat, 2 warstwy Barry M Matte Nail Paint Burgundy Crush, na palcu serdecznym 3 warstwy Essie Toogle To The Top + 1 warstwa Sally Hansen Insta-Dry)
poniedziałek, 22 lipca 2013
Świeżo Malowane Poniedziałki - Essie Watermelon + naklejany kawior od Essence
Cześć!
Zaczyna się kolejny wakacyjny tydzień, a ja przychodzę z kolejnym lakierowym wpisem. Dzisiaj pokażę Wam lakier dobrze znany i lubiany - Essie Watermelon :) Chodziłam za nim długo i namiętnie, aż z pomocą przyszła mi koleżanka i teraz mogę się rozkoszować cudnym, arbuzowym różem na moich paznokciach :) Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie dodała czegoś ekstra, czyli naklejek na paznokcie z najnowszej LE Essence Me & My Ice Cream.
Lakierów Essie przedstawiać nikomu nie trzeba, ale muszę Wam powiedzieć, że to najlepszy Essiak jaki do tej pory miałam :) Nakłada się perfekcyjnie, jedna cienka warstwa wystarczy na pokrycie płytki jednolitym kolorem, nie smuży, nie bąbelkuje, wysycha bardzo szybko i ładnie błyszczy.
Kolor to piękny, intensywny, kremowy róż. Być może sugeruję się nazwą - Watermelon, ale wg mnie to naprawdę jest arbuzowy róż :) Uwielbiam takie odcienie latem, są dla mnie idealnym zamiennikiem klasycznej czerwieni, którą częściej używam jednak w okresie jesienno-zimowym.
Naklejki z limitki Essence mimo, że na początku nie wzbudziły mojego zainteresowania w rzeczywistości okazały się całkiem fajnym gadżetem, ponieważ wyglądają jak kawiorowy manicure, ale nie wymagają tyle pracy i cierpliwości co klasyczna wersja tego zdobienia. Nałożenie naklejki zajmuje dosłownie chwilę. Ponieważ są dosyć grube obawiałam się, że ciężko będzie się je nakładało, jednak okazały się elastyczne i ładnie dopasowały się do kształtu płytki, na wszelki wypadek zabezpieczyłam je topem. Ponieważ naklejki są przezroczyste, nałożyłam je na pomalowane paznokcie.
Efekt końcowy wygląda tak:
Nie jestem ogromną fanką kawiorowego mani, ale w naklejanym wydaniu sprawuje się dużo lepiej niż sypane perełki, jest po prostu praktyczniejszy :)
Jak Wam się podoba? Jakie są Wasze ulubione wakacyjne kolory lakierów do paznokci?
Zaczyna się kolejny wakacyjny tydzień, a ja przychodzę z kolejnym lakierowym wpisem. Dzisiaj pokażę Wam lakier dobrze znany i lubiany - Essie Watermelon :) Chodziłam za nim długo i namiętnie, aż z pomocą przyszła mi koleżanka i teraz mogę się rozkoszować cudnym, arbuzowym różem na moich paznokciach :) Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie dodała czegoś ekstra, czyli naklejek na paznokcie z najnowszej LE Essence Me & My Ice Cream.
Lakierów Essie przedstawiać nikomu nie trzeba, ale muszę Wam powiedzieć, że to najlepszy Essiak jaki do tej pory miałam :) Nakłada się perfekcyjnie, jedna cienka warstwa wystarczy na pokrycie płytki jednolitym kolorem, nie smuży, nie bąbelkuje, wysycha bardzo szybko i ładnie błyszczy.
Kolor to piękny, intensywny, kremowy róż. Być może sugeruję się nazwą - Watermelon, ale wg mnie to naprawdę jest arbuzowy róż :) Uwielbiam takie odcienie latem, są dla mnie idealnym zamiennikiem klasycznej czerwieni, którą częściej używam jednak w okresie jesienno-zimowym.
Naklejki z limitki Essence mimo, że na początku nie wzbudziły mojego zainteresowania w rzeczywistości okazały się całkiem fajnym gadżetem, ponieważ wyglądają jak kawiorowy manicure, ale nie wymagają tyle pracy i cierpliwości co klasyczna wersja tego zdobienia. Nałożenie naklejki zajmuje dosłownie chwilę. Ponieważ są dosyć grube obawiałam się, że ciężko będzie się je nakładało, jednak okazały się elastyczne i ładnie dopasowały się do kształtu płytki, na wszelki wypadek zabezpieczyłam je topem. Ponieważ naklejki są przezroczyste, nałożyłam je na pomalowane paznokcie.
Efekt końcowy wygląda tak:
Nie jestem ogromną fanką kawiorowego mani, ale w naklejanym wydaniu sprawuje się dużo lepiej niż sypane perełki, jest po prostu praktyczniejszy :)
Jak Wam się podoba? Jakie są Wasze ulubione wakacyjne kolory lakierów do paznokci?
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Świeżo Malowane Poniedziałki - Essie w natarciu - Mint Candy Apple + Go Ginza
Oczekiwałam weekendu pełnego słońca, zieleni, rozkwitającej wiosny, a otrzymałam szaro-burą, mokrą jesień :( Ja się pytam gdzie ten obiecywany żar tropików? Swoją drogą, pamiętacie serial "Żar Tropików"? Oglądałam namiętnie, a Wy?
Ale wracając do tematu, postanowiłam znów zaszaleć z pastelami i dzisiaj będzie bardzo słodko, ponieważ na paznokciach wylądowały dwa kolory ze stajni Essie, kultowy już Mint Candy Apple (wypuszczony na rynek w 2009 roku i to od tego koloru zaczęło się miętowe szaleństwo, które trwa do dzisiaj), oraz Go Ginza z tegorocznej kolekcji Madison Ave-Hue.
Oba to kremowe, kryjące pastele. Mint Candy Apple to ładna, nieco zgaszona mięta, więcej w niej tonów zielonych niż niebieskich, jest bardziej dyskretna niż pozostałe mięty z mojej kolekcji. A w wielkiej tajemnicy powiem Wam, że jestem okropnym "miętusem", uwielbiam wszystko co jest w kolorze miętowym, od lakierów do paznokci, cieni do powiek, poprzez swetry, spodnie, na butach i torebkach kończąc :) Co prawda na miętowy total look reczej bym się nie zdecydowała, jednak mięta króluje zarówno w moim kosmetycznym kufrze jak i w szafie :D Ale znów zboczyłam z tematu, więc już się poprawiam i przechodzę do essiakowej nowości, czyli Go Ginza. To piękny pastelowy chłodny fiolet, który czasem wygląda jak róż, dla mnie cudo, lakier idealny na sezon wiosenno-letni. Ładnie prezentuje się nawet przy mojej bladej skórze na dłoniach, ale coś czuję, że jego piękno jeszcze bardziej wydobędzie lekka opalenizna.
Kwestie techniczne. Pastele jakie są, każda z Was wie, zazwyczaj trudne w obsłudze, bez smug się nie obejdzie, czasami trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby uzyskać jednolitą taflę koloru. Z całym arsenałem obaw zasiadłam do malowania paznokci i szczęka mi opadła i delikatnie spoczęła na kolanach. Aplikacja jest naprawdę rewelacyjna, Go Ginza już po pierwszej warstwie pokryła paznokcie jednolitym kolorem, Mint Candle Apple co prawda zaraz po nałożeniu nie wyglądał za ciekawie, ale druga warstwa wyrównała wszelkie niedoskonałości. Dawno nie miałam tak równo położonego pastelowego koloru na paznokciach. Konsystencje obu lakierów są identyczne, trochę wodniste, ale dobrze przycięty pędzelek trzyma je w ryzach więc nie zalewają skórek. Schną w tempie ekspresowym na wysoki połysk.
Oczywiście nie byłabym sobą gdybym czegoś jeszcze nie dodała. Ponieważ w piątek dotarła do mnie przesyłka z wodnymi naklejkami na paznokcie, na palcach serdecznych wylądowały słodkie kociaki :P Nie mogłam się im po prostu oprzeć :) A w kolejce czekają jeszcze naklejki z Betty Boop :D
Jak Wam się podoba efekt końcowy? Macie wśród swoich zbiorów któryś z dzisiejszych Essiaków? Używałyście już wodnych naklejek na paznokcie?
Ale wracając do tematu, postanowiłam znów zaszaleć z pastelami i dzisiaj będzie bardzo słodko, ponieważ na paznokciach wylądowały dwa kolory ze stajni Essie, kultowy już Mint Candy Apple (wypuszczony na rynek w 2009 roku i to od tego koloru zaczęło się miętowe szaleństwo, które trwa do dzisiaj), oraz Go Ginza z tegorocznej kolekcji Madison Ave-Hue.
Oba to kremowe, kryjące pastele. Mint Candy Apple to ładna, nieco zgaszona mięta, więcej w niej tonów zielonych niż niebieskich, jest bardziej dyskretna niż pozostałe mięty z mojej kolekcji. A w wielkiej tajemnicy powiem Wam, że jestem okropnym "miętusem", uwielbiam wszystko co jest w kolorze miętowym, od lakierów do paznokci, cieni do powiek, poprzez swetry, spodnie, na butach i torebkach kończąc :) Co prawda na miętowy total look reczej bym się nie zdecydowała, jednak mięta króluje zarówno w moim kosmetycznym kufrze jak i w szafie :D Ale znów zboczyłam z tematu, więc już się poprawiam i przechodzę do essiakowej nowości, czyli Go Ginza. To piękny pastelowy chłodny fiolet, który czasem wygląda jak róż, dla mnie cudo, lakier idealny na sezon wiosenno-letni. Ładnie prezentuje się nawet przy mojej bladej skórze na dłoniach, ale coś czuję, że jego piękno jeszcze bardziej wydobędzie lekka opalenizna.
Kwestie techniczne. Pastele jakie są, każda z Was wie, zazwyczaj trudne w obsłudze, bez smug się nie obejdzie, czasami trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby uzyskać jednolitą taflę koloru. Z całym arsenałem obaw zasiadłam do malowania paznokci i szczęka mi opadła i delikatnie spoczęła na kolanach. Aplikacja jest naprawdę rewelacyjna, Go Ginza już po pierwszej warstwie pokryła paznokcie jednolitym kolorem, Mint Candle Apple co prawda zaraz po nałożeniu nie wyglądał za ciekawie, ale druga warstwa wyrównała wszelkie niedoskonałości. Dawno nie miałam tak równo położonego pastelowego koloru na paznokciach. Konsystencje obu lakierów są identyczne, trochę wodniste, ale dobrze przycięty pędzelek trzyma je w ryzach więc nie zalewają skórek. Schną w tempie ekspresowym na wysoki połysk.
Oczywiście nie byłabym sobą gdybym czegoś jeszcze nie dodała. Ponieważ w piątek dotarła do mnie przesyłka z wodnymi naklejkami na paznokcie, na palcach serdecznych wylądowały słodkie kociaki :P Nie mogłam się im po prostu oprzeć :) A w kolejce czekają jeszcze naklejki z Betty Boop :D
Jak Wam się podoba efekt końcowy? Macie wśród swoich zbiorów któryś z dzisiejszych Essiaków? Używałyście już wodnych naklejek na paznokcie?
wtorek, 8 stycznia 2013
Essie - Angora Cardi + Inglot 233 + OPI - Pirouette My Whistle
Hej!
Stało się! Essiaka mam i ja :) Chodziłam, myślałam, blogi oglądałam i w końcu się zdecydowałam na zakup pierwszej buteleczki Essie. Wybrałam nr 42 - Angora Cardi.
Moje wrażenia są bardzo pozytywne. Szczególnie lubię pędzelek - szeroki, miękki z zaokrągloną końcówką, dzięki której przy skórkach mamy idealnie położony lakier. Konsystencja jest rzadka, ale nie rozlewa się po płytce, bardzo dobrze się nakłada. Schnie szybciutko i nie bąbluje. Kolor? Tu chyba będę miała problem z dokładnym określeniem jaki on jest. Dla mnie to przykurzona wiśnia z odrobiną śliwki, która staje się wyraźniejsza w naturalnym świetle. Kolor idealny na jesienno-zimową porę.
Dodatkowo na serdecznym palcu do połowy paznokcia nałożyłam Inglota nr 233 i OPI - Pirouette My Whistle. Oto efekty mojej pracy:
Kilka słów o OPI. Lakier pochodzi z zeszłorocznej kolekcji Soft Shades - NYC Ballet, ja posiadam go w wersji mini. Jest to drobniutki brokat z większymi "flejksami" zatopiony w przezroczystej bazie. Nakładanie jest trochę problematyczne, ponieważ duże płatki zostają na pędzelku i trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby cokolwiek zostało na paznokciu. Ja pomogłam sobie szpilką i zdjęłam je z pędzelka i przykleiłam do jeszcze wilgotnego lakieru.
Stało się! Essiaka mam i ja :) Chodziłam, myślałam, blogi oglądałam i w końcu się zdecydowałam na zakup pierwszej buteleczki Essie. Wybrałam nr 42 - Angora Cardi.
Moje wrażenia są bardzo pozytywne. Szczególnie lubię pędzelek - szeroki, miękki z zaokrągloną końcówką, dzięki której przy skórkach mamy idealnie położony lakier. Konsystencja jest rzadka, ale nie rozlewa się po płytce, bardzo dobrze się nakłada. Schnie szybciutko i nie bąbluje. Kolor? Tu chyba będę miała problem z dokładnym określeniem jaki on jest. Dla mnie to przykurzona wiśnia z odrobiną śliwki, która staje się wyraźniejsza w naturalnym świetle. Kolor idealny na jesienno-zimową porę.
Dodatkowo na serdecznym palcu do połowy paznokcia nałożyłam Inglota nr 233 i OPI - Pirouette My Whistle. Oto efekty mojej pracy:
zdjęcia wykonane w sztucznym świetle
Kilka słów o OPI. Lakier pochodzi z zeszłorocznej kolekcji Soft Shades - NYC Ballet, ja posiadam go w wersji mini. Jest to drobniutki brokat z większymi "flejksami" zatopiony w przezroczystej bazie. Nakładanie jest trochę problematyczne, ponieważ duże płatki zostają na pędzelku i trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby cokolwiek zostało na paznokciu. Ja pomogłam sobie szpilką i zdjęłam je z pędzelka i przykleiłam do jeszcze wilgotnego lakieru.
zdjęcia wykonane w sztucznym świetle
I jak Wam się podoba Essiak w delikatnym brokatowym towarzystwie?
PS. Wybaczcie trochę nierówne malowanie, ale miałam 3 tygodnie przerwy w robieniu mani i ręka była jakaś taka niepewna :) Chociaż kciuk wyszedł mi prawie idealnie :P
Subskrybuj:
Posty (Atom)