Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szminka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szminka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 lipca 2013

Szminkowy szał! - Maybelline NY Super Stay 14hr Lipstick nr 540 Ravishing Rouge, nr 160 Infinitely Fuchsia i nr 430 Stay With Me Coral

Dawno, dawno temu, kiedy byłam piękna, młoda i wysoka (teraz jestem już tylko piękna ;P) nie wyobrażałam sobie abym kiedykolwiek mogła sięgnąć po szminkę. Zdecydowanie bardziej lubiłam lekkie, transparentne błyszczyki. W szminkach czułam się zmalowana a nie umalowana, wydawały mi się po prostu za ciężkie. Przez wiele lat kręciłam nosem na pomadki, ale nie ukrywajmy, że przez te kilkanaście lat szminki przeszły małą rewolucję, mamy teraz do wyboru całą gamę kolorów, wykończeń i formuł, a każda marka ma w swojej ofercie przynajmniej kilka rodzajów pomadek, tak więc każda z nas znajdzie coś dla siebie.

Swoją przygodę ze szminkami zaczęłam jakieś dwa, może trzy lata temu. Czegoś zaczęło mi brakować w codziennym makijażu, potrzebowałam czegoś nowego, potrzebowałam atrybutu kobiecości - potrzebowała szminki! Kręciłam się po Rossmanie tudzież Super-Pharmie i oglądałam, sprawdzałam, próbowałam. W końcu wybrałam dwie szminki, jedną w neutralnym różo-beżu i drugą w krwistej czerwieni, były to szminki Rimmela sygnowane przez Kate Moss, przygoda z nimi okazała się na tyle udana, że mój zbiór zaczął się niepokojąco powiększać :) Dzisiaj jednak przedstawię Wam szminki Maybelline NY Super Stay 14hr Lipstick, które trafiły do mnie dzięki 40% obniżce na kolorówkę w Rossmannie :)


Maybelline NY Super Stay 14hr Lipstick dostępną są w dziesięciu kolorach, ja w swojej kolekcji mam trzy:
- nr 540 Ravishing Rouge (zgaszona czerwień),
- nr 160 Infinitely Fuchsia (jasna fuksja),
- nr 430 Stay With Me Coral (jasny koral).

Szminki mają ładne opakowania. Ich niezaprzeczalnym plusem jest to, że od razu widzimy kolor pomadki, nie musimy jej szukać w kosmetyczne i sprawdzać numeru, wyjmujemy i wiemy co trzymamy w ręku. Plastik jest solidny, nadruki trwałe, biała skuwka zamyka się na "klik" więc nie powinna nam się przypadkowo otworzyć w torebce. Srebrna oprawka ze szminką obraca się gładko i się nie zacina. Numer i nazwa koloru znajdują się na przezroczystej naklejce na spodzie opakowania.




Szminki mają dość suchą i tępą konsystencję, jednak po zetknięciu z wargami ocieplają się i całkiem przyjemnie nakładają. Niestety w zależności od koloru, szminki różnią się nieco swoimi właściwości. Nr 540 i 160 są do siebie bardzo podobne, nakładają się równo i łatwo, są mocno napigmentowane, trzeba je nakładać bardzo precyzyjnie. Najsłabsza z całej trójki okazała się koralowa pomadka opatrzona numerkiem 420, podczas nakładania wyłażą z niej mało estetyczne grudki (co będzie widać na swatch'ach) przez co nakłada się nierówno i wygląda nieestetycznie, trzeba się z nią nieźle napracować.

Wszystkie trzy szminki mimo, że na pierwszy rzut oka wydają się matowe dają bardzo ładne satynowe wykończenie. Kiedy chcę uzyskać wyrazisty makijaż ust nakładam je normalnie na usta, już jedna warstwa pokrywa je intensywnym, lekko połyskującym kolorem. Ale znalazłam też sposób jak używać ich na co dzień. Nakładam je punktowo na usta, niezbyt precyzyjnie i po prostu wklepuję, usta zyskują kolor, ale wyglądają bardzo naturalnie i w takim wydaniu lubię je najbardziej. Unikam wtedy też powstawania grudek, o których wspominałam wcześniej.

Producent obiecuje czternastogodzinną trwałość. W moim przypadku jest to kilka godzin i to wtedy, kiedy wklepię szminkę w usta. Nałożona bezpośrednio ze sztyftu nie przetrwa jedzenia i picia, ściera się równomiernie, jednak pozostawia na ustach ślad koloru, zupełnie tak, jakbyśmy zamiast szminki użyły stainu, właśnie ten "ślad" trwa na ustach bardzo długo. Jedno jest pewne Meybelline NY Super Stay 14hr Lipstick to najtrwalsze szminki jakie posiadam.

A teraz czas na swatche. :D

Jako pierwsza do mojej kolekcji trafiła zgaszona czerwień, czyli nr 540 Ravishing Rouge. Piękny, głęboki i bardzo elegancki kolor. Jakościowo najlepsza.


Kolejna była fuksja z nr 160 (Infinitely Fuchsia), świetny, energetyczny róż. Bardzo letni. Zdarza się jej czasem zostawić grudki.


Na samym końcu do szuflady wpadła szminka nr 430 Stay With Me Coral kolor w sam raz do codziennego makijażu. Niestety jakościowo najsłabsza :(

widzicie te okropne grudki?

I jeszcze porównanie:

1. nr 540 Ravishing Rouge, 2. nr 160 Infinitely Fuchsia, 3. nr 430 Stay With Me Coral,
4. od lewej: nr 540, nr 160, nr 430

Podsumowując szminki Maybelline NY Super Stay 14hr Lipstick to kosmetyk wart uwagi. Pomadki są trwałe, przyjemnie się noszą, chociaż ich jakość zależy od koloru. Może nie są idealne, ale lubię po nie sięgać i z czystym sumieniem mogę je Wam polecić.

Ponieważ świat szminek cały czas jest dla mnie świeży i nowy wciąż poszukuję szminki idealnej. A Wy macie już swoje pomadkowe ideały? Co sądzicie o Maybelline NY Super Stay 14hr Lipstick?

PS. Postanowiłam nieco urozmaicić moje notki pod względem zdjęć. Niektóre połączyłam w "collage", zawsze podobały mi się takie zestawienia na innych blogach i sama zapragnęłam wprowadzić je na swoim. Mam nadzieję, że się Wam podobają :)

wtorek, 18 czerwca 2013

Szach Matte - NYX Soft Matte Lip Cream (05 - Antwerp)

Po fazie maniakalnego kupowania wszelkiej maści cieni do powiek, potem lakierów do paznokci w ilościach wręcz hurtowych, przyszedł czas na szał związany z wszelkiego rodzaju mazidłami do ust. Szminek trochę już mam (i błyszczących i matowych), błyszczyków to już nawet nie liczę, ale takiego łączącego w sobie cechy szminki i matowe wykończenie jeszcze nie próbowałam, więc kiedy odwiedziłam ostatnio salon NYX'a  bez drgnięcia powieki przygarnęłam produkt Soft Matte Lip Cream w kolorze 05 - Antwerp.


Producent opisuje Soft Matte Lip Cream jako matową szminkę w płynie o delikatnej i komfortowej dla ust konsystencji. Określił ją również jako "rodzaj farby do ust" i muszę przyznać, że coś w tym jest :) Na rynku dostępne jest 11 odcieni, każdy z nich nosi nazwę innego miasta:
- 01 Amsterdam (jasna czerwień),
- 02 Stockholm (beż),
- 03 Tokyo (jasny róż),
- 04 London (brąz),
- 06 Instanbul (zgaszony róż),
- 07 Addis Ababa (fuksja),
- 08 Sao Paulo (ciemna czerwień),
- 09 Abu Dabhi (szary beż),
- 10 Monte Carlo (burgund),
- 11 Milan (zgaszony róż).
Kolory możecie obejrzeć tutaj.

Opakowanie pomadki jest bardzo minimalistyczne, buteleczka ma kolor szminki natomiast nakrętka jest czarna, matowa, lekko gumowana przez co wygodnie leży w ręce i się z niej nie wyślizguje. Na przodzie znajduje się logo marki, nazwa i opis produktu, pojemność (6,5 g), pod spodem znajduje się naklejka z numerem i nazwą koloru, z tyłu znajdziemy informacje o składzie i miejscu produkcji. Wszystko bardzo czytelne. Aplikator to standardowa, miękka gąbeczka, która nabiera właściwą ilość produktu.



I teraz to na co wszyscy czekają, czyli pomadka w całej swej okazałości. Szminkę mogę określić jednym słowem: fenomenalna! Nazwa Lip Cream jest nieprzypadkowa, ponieważ jej konsystencja przypomina lekki, puszysty krem, który bezproblemowo nakłada się na usta. Aplikator gładko sunie po ustach, pozostawiając na nich cienką, równą warstwę koloru. Szminka po nałożeniu na wargi przez chwilę pozostaje "plastyczna" dzięki czemu łatwo się z nią pracuje, możemy dokładnie pokryć usta kolorem, a ewentualne poprawki nie sprawiają trudności, dopiero po chwili pomadka zaczyna "zastygać" i z satynowej staje się zupełnie matowa, wtapia się w skórę, efekt jest naprawdę bardzo naturalny. W ogóle nie czuć jej na wargach, jest bardzo lekka, nie podkreśla suchych skórek, nie wysusza ust i się nie kruszy. Ściera się równomiernie, pozostawiając na ustach delikatny kolor jakbyśmy użyły nie szminki a tint, stąd określenie tego kosmetyku mianem "farby do ust" jest bardzo trafne.

Kolor, który wybrałam jest bardzo uniwersalny. Antwerp to średni, ciepły róż, z lekką nutą koralu, dobrze stapia się z naturalnym kolorem ust. Świetny do codziennego makijażu.

Tak prezentuje się na ustach:


Pomadka ma też bardzo przyjemny, delikatny zapach. Określiłabym go jako słodko-maślany, nienachalny.

Jestem bardzo zadowolona z NYX Soft Matte Lip Cream, mimo, że preferuję bardziej połyskujący makijaż ust, po ten kosmetyk sięgam bardzo często, ponieważ pięknie podkreśla usta a efekt matu jest bardzo naturalny.

Cena pomadki to 29,90 zł.


Powiem Wam w sekrecie, że mam ogromną ochotę wypróbować nie tylko inne odcienie "matowego kremu", ale też błyszczyków NYX Mega Shine Lip Gloss - dzisiaj przyglądałam im się w Arkadii i z miejsca trafiły na moją "chciejlistę" :D

Mam też dla Was bardzo dobrą nowinę, poza salonem NYX w warszawskim Blue City, kosmetyki amerykańskiej firmy będzie też można dostać w wybranych perfumeriach Douglas w całej Polsce! Ja już widziałam kosmetyki NYX w warszawskiej Arkadii, co prawda nie jest to cała oferta, ale znajdziecie tam linery, kredki do oczu, cienie do powiek, szminki, błyszczyki, pudry, podkłady, bazy pod makijaż i korektory, więc całkiem sporo :) Więcej informacji na ten temat znajdziecie na fanpage'u NYX'a na Facebooku.

Jak Wam się podoba takie wykończenie makijażu ust? Wolicie mat czy połysk błyszczyka? Używałyście Soft Matte Lip Cream?

Pozdrawiam!
E.

piątek, 14 czerwca 2013

Więc chodź, pomaluj mi usta na różowo - Sephora Glossy lip pencil - 01 Glossy pink

Szminki/błyszczyki w kredce to kolejny z tegorocznych hitów kosmetycznych. Pojawiają się w ofercie coraz większej liczbie marek, wystarczy wspomnieć Bourjois, Astor, czy IsaDorę. W moje ręce wpadła propozycja z wiosennej kolekcji Sephory - błyszczyk w kredce Glossy lip pencil w kolorze Glossy Pink, który będzie bohaterem dzisiejszego wpisu.


Glossy lip pencil dostępny jest w trzech kolorach:
- glossy raspberry,
- glossy pink,
- glossy orange,
i reklamowany jest jako idealne połączenie balsamu z błyszczykiem, które podkreśli i uwypukli nasze usta nadając im olśniewającego blasku.

Kosmetyk zamknięto w solidnym, czarnym, plastikowym opakowaniu mieszczącym 2,84 g produktu. Do tej pory spotkałam się z opakowaniami w kolorze zbliżonym do koloru szminki, w tym przypadku kolor podpowiada nam końcówka, za pomocą której wysuwamy również sztyft.



Błyszczyk przy pierwszym kontakcie z naszymi ustami wydaje się dosyć twardy, jednak pod wpływem ciepła warg lekko topnieje i gładko sunie po ustach. Świetnie je nabłyszcza, daje fajny, mokry efekt. Nie skleja ust i ich nie wysusza. Czy ma w sobie balsam, tego nie wiem, w każdym razie nie zauważyłam ani polepszenia, ani pogorszenia kondycji moich ust. Ma za to w sobie sporo drobinek, które fajnie odbijają światło potęgując blask ust. Niestety jak dla mnie drobinek jest trochę za dużo i czuć je na ustach, na całe szczęście nie wyglądają tandetnie i schodzą razem ze szminką, nie migrują po całej twarzy. Trwałość zbliżona do trwałości tradycyjnego błyszczyka, 2-3 godziny bez jedzenia i picia.

Kolor to wg mnie jasny, zmrożony arbuz. Jest bardzo delikatny i subtelny, idealny do codziennego makijażu. Na ustach daje przyjemny, transparentny efekt.




Połączenie subtelności koloru i łatwości aplikacji, powoduje, że nakładanie tego produktu na usta jest naprawdę przyjemne i można spokojnie obyć się bez lusterka. Dodatkowo zajmuje mało miejsca i świetnie sprawdzi się jako kompan w podróży :) Wg mnie to bardzo przyjemny produkt, łatwy w aplikacji, do tego posiada uroczy kolor, który odświeża mój codzienny makijaż i nadaje mu lekkości. Jeśli macie ochotę wypróbować to polecam.

Pozdrawiam,
E.

piątek, 15 marca 2013

Kolorowy zawrót głowy - kolekcja Inglot Color Play Lipstick + pędzelek nr 12S

Za oknem zimno, szaro, wstrętnie po prostu. Na szczęście drogeryjne półki uginają się od wiosennych nowości cieszących oko :) Wiosna zawitała też do salonów Inglota. Od początku marca dostępna jest nowa kolekcja szminek Freedom System Color Play. I jest to kolekcja naprawdę pełna kolorów, do wyboru mamy szminki we wszystkich kolorach tęczy: różowe, fioletowe, zielone, żółte. Dla mnie bomba :) Ok, może usta w kolorze żółtym czy zielonym nie sprawdzą się na ulicy, ale do sesji zdjęciowych będą idealne. Przyznam Wam się też w sekrecie, że w pierwszej chwili myślałam, że jest to kolekcja cieni do powiek :D

źródło: fanpage Inglota na portalu www.facebook.com
Obiecałam sobie, że przy najbliższej wizycie w Inglocie obejrzę sobie te kolorowe cuda. Jak powiedziałam, tak zrobiłam i jak się domyślacie na oglądaniu się nie skończyło :) Wyszłam z salonu bogatsza o trzy nowe szminki i pędzelek. Przygarnęłam 3 kolory: 96, 97 i 98, czyli nie zaszalałam, ale z drugiej strony gdybym pojawiła się w pracy z intensywną żółcią na ustach podejrzewam, że wzbudziłabym niezdrowe zainteresowanie, żeby nie powiedzieć sensację :) Do wkładów (każdy za 12 zł) dokupiłam potrójną kasetkę oraz pędzelek do nakładania szminki nr 12S.


Kolory szminek są po prostu obłędne! Żywe, bardzo intensywne i świetnie napigmentowane. Idzie wiosna, a ja mam postanowienie, żeby ożywić swój makijaż, dodać mu koloru i odrobiny szaleństwa (oczywiście w ramach rozsądku) i jestem pewna, że te szminki mi w tym pomogą. Najbardziej podobają m się te z nr 96 (jasna, cukierkowa fuksja) i nr 97 (ciepły, koralowy pomarańcz), nr 98 jest nieco ciemniejsza niż nr 96 i ma w sobie domieszkę fioletu, mam pewne obawy co do tego, czy będzie mi w niej dobrze, ale zobaczymy, wiosna przed nami, mam jeszcze chwilę na jej oswojenie.




na wszystkich zdjęciach od prawej: nr 96, nr 97, nr 98
  
Dodatkowo do szminek dokupiłam pędzelek do ich nakładania, żeby nie dłubać palcem we wkładach. Poza tym, przy tak intensywnych kolorach ważne jest żeby kolor był nałożony precyzyjnie, a przy nakładaniu szminki palcem raczej trudno mówić o precyzji :)
Pędzelek okazał się zakupem trafionym w 100%, jest mały, gęsty, miękki i faktycznie bardzo precyzyjny. Do tego dzięki sprytnie zamaskowanej skuwce, z długiego pędzelka robi nam się małe metalowe cacko, które bez problemu możemy schować w torebce i mieć zawsze przy sobie.



Z zakupów jestem naprawdę bardzo zadowolona :)

Co myślicie o nowej kolekcji inglotowych szminek? Skusiłybyście się np. na zieloną szminkę?