Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L'Oreal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L'Oreal. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 maja 2013

Świeżo Malowane Poniedziałki - Sandwich Mani

Cześć!

Dzisiaj przybywam do Was z szybkim postem. Nie miałam pomysłu na mani i postanowiłam sięgnąć do pomysłu, który od dawna chodził mi po głowie, czyli sandwich mani :) Rzecz prosta, szybka i efektowna, świetna na czas kiedy opuszcza nas wena. Do mojej kanapki wykorzystała L'Oreal Color Riche nr 202 Marie Antoinette oraz pokazywaną już wielokrotnie na blogu Polkę.com :)


Najpierw na paznokcie nałożyłam jedną warstwę Marii Antoniny, potem pokryłam ją Polka.com, a tą z kolei jeszcze raz pomalowałam "maryśką". Mani wg mnie jest lekkie, wesołe, takie z przymrużeniem oka, idealne na poprawę humoru :)



Wybaczcie małą ilość zdjęć i ich wątpliwą jakość, ale przy takim świetle, a raczej przy jego braku, zrobienie ładnych zdjęć graniczy niemalże z cudem.

U Was też tak leje jak z cebra? Czuję się jak w listopadzie :(

Pozdrawiam Was ciepło!
E.

sobota, 18 maja 2013

Pianki Marshmallow i soczysta truskawka, czyli jak zrobiłam interes życia

Dawno, dawno temu, dokładnie tutaj, na początku mojej przygody z blogowaniem, podzieliłam się z Wami jedną z moich obsesji, czyli nałogowym kolekcjonowaniem cieni L'Oreal Color Infaillible. Mam już ich tyle, że nawet nie podchodzę już do szaf francuskiego potentata bo i po co? Posiadam wszystkie kolory, na których mi zależało. Ale przecież jest blogosfera, Ewcia zagląda tu i tam, podgląda kto co prezentuje i tak się złożyło, że na blogu Atqi dojrzałam cień, na widok którego oczy zaświeciły mi się jak dwie gwiazdy w Alei Sław w Hollywood :D Paluszki i Google poszły w ruch i okazało się, że cień pochodzi z zeszłorocznej, limitowanej letniej kolekcji L'Oreal Miss Candy, która o ile pamięć mnie nie myli w Polsce nie doczekała się swojej premiery. Jak już wiedziałam na czym stoję, zalogowałam się na stronie kolejnego mojego internetowego przyjaciela - Allegro i wpadłam jak przysłowiowa śliwka w kompot. Znalazłam nie tylko ten upragniony odcień ale i mnóstwo innych i jak jeszcze zobaczyłam, że cena za pojedynczy cień to niecałe 12 zł mój rozum oszalał! Na szczęście się opamiętałam i przygarnęłam dwie sztuki: upragniony Naughty Strawberry i żeby truskawka nie czuła się w paczuszce samotna, zamówiłam jeszcze Sassy Marshmallow. Za dwie sztuki cieni plus koszty przesyłki zapłaciłam około 33 zł czyli mniej niż za pojedynczy cień w Rossmannie :D To się nazywa interes, tanio i jeszcze w kolorach, których w naszym kraju poza internetem nie uświadczysz.



bezpośrednio w słońcu

bezpośrednio w słońcu

036 Naughty Strawberry to śliczny, intensywny, fuksjowy róż. Kolor tyle ryzykowny (podkreśla zmęczenie oka, ale od czego jest czarna kreska) co piękny. Różowych cieni w swojej kolekcji mam niewiele, ale ten mnie urzekł swoją słodkością i soczystością. Delikatnie roztarty daje subtelną różową poświatę, wklepany opuszkiem palca staje się intensywny i wyraźny.


w świetle naturalnym

032 Sassy Marshmallow kupiłam raczej z konieczności posiadania czegoś nowego niż faktycznego zachwytu nad kolorem, ot taki trochę niebieski szaraczek, jednak w rzeczywistości spodobał mi się jeszcze bardziej niż zadziorna truksawa. Ciężko mi opisać kolor, raz jest błękitny, raz srebrzysty, za chwilę staje się szary by za kolejną stać się lekko miętowy. Mówię Wam, cudo! Kolor kameleon i to właśnie jego zmienność sprawiła, że pokochałam go miłością wręcz szaleńczą. Niestety okazał się niewdzięcznym obiektem do fotografowania, na oku mój aparat wyłapał jedynie jego srebrzystość :(


w świetle naturalnym

Swatche:

w świetle naturalnym

bezpośrednio w słońcu

Pomyślałam sobie, że zrobię Wam niespodziankę i prezentowanymi cieniami zrobię makijaż i wstawię na bloga, żebyście mogły same ocenić jak prezentują się one na oku. Jednak uprzedzam, że mistrzynią makijażu (niestety) nie jestem, starałam się jak mogłam, a wyszło jak wyszło, ostatecznie nie jest źle. Niestety przy głęboko osadzonym oku makijaż nie jest łatwy, a gdy jeszcze dodatkowo ma się opuchnięte powieki, to makijaż staje się wyzwaniem.



Jak widzicie, przy truskawce moje tęczówki stały się nieziemsko niebieskie, a przy Sassy Marshmallow złapały nieco zieleni, a tak naprawdę są szare :D

Jak Wam się podobają smakowitości od L'Oreal? Lubicie cienie Color Infaillible?

PS. Uprzedzając pytania, Sassy Marshmallow z pełną świadomością kupowałam jako tester, informacja była zawarta w opisie aukcji. Cienie są świeże i ważne do 2015 r.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Świeżo Malowane Poniedziałki - L'Oreal Color Riche 304 Spicy Orange

Po ostatnim słodko-pastelowym szaleństwie przyszła kolej na coś bardziej soczystego. Dzisiaj sięgnęłam po jeden z moich ulubionych lakierów - L'Oreal Color Riche w kol. 304 Spicy Orange.




Lakiery L'Oreala należą do moich lakierowych faworytów z kilku powodów. Po pierwsze - pojemność, 5 ml daje szansę na zużycie lakieru w całości, w szczególności osobom, które dysponują kolekcją lakierów opiewającą na trzycyfrową liczbę sztuk. Po drugie - wykończenie, piękne, szkliste, z cudownym połyskiem, do tego jedna warstwa wystarczy do całkowitego pokrycia płytki jednolitym kolorem. I w końcu po trzecie - pędzelek, po prostu idealny, szeroki, przycięty półokrągło, giętki, elastyczny, malowanie nim paznokci to czysta przyjemność. Miłośniczkom lakierów Essie wyda się znajomy, tak to ten sam pędzelek :)

Prezentowany dzisiaj lakier 304 Spicy Orange to głęboki, ciemny pomarańcz (wpadający czasem w czerwień) o żelkowym wykończeniu. Nakłada się perfekcyjnie, schnie wręcz błyskawicznie, nie zostawia smug, nie bąbluje, jedna warstwa wystarcza w zupełności do pokrycia paznokci nasyconym kolorem. Idealny do szybkiego manicure.

Na palcu serdecznym przykleiłam po 4 kryształki, to mój pierwszy kontakt z tego typu ozdobami, w sumie efekt końcowy wg mnie jest do zaakceptowania, jednak nie do końca jestem przekonana czy przy mojej drobnej płytce powinnam używać takich ozdób.




Na zdjęciach: 1 x OPI Natural Nail Base Coat, 1 x L'Oreal Color Riche 304 Spicy Orange, 1 x Golden Rose Gel Lokk Top Coat + kryształki Wibo Nail Obsession Bojou Crystal.
Co myślicie o tej pomrańczce? Lubicie lakiery L'Oreala?

niedziela, 3 marca 2013

Lutowe nowości, czyli co nowego mam w kuferku

Cześć!

Nadszedł czas podsumowania lutowych zakupów. Gdy powyjmowałam te wszystkie pudełka i buteleczki to aż się za głowę złapałam, ponieważ sporo się tego nazbierało, a w porównaniu z zakupami ze stycznia, to nawet bardzo dużo. Przede wszystkim dlatego, że w drogeriach pojawiły się już wiosenne nowości, które wołały do mnie "weź mnie, weź", a na takie rozpaczliwe prośby nie jestem w żadnym stopniu odporna :)

Przybyło mi trochę kolorówki: cienie i róż ArtDeco z kolekcji Butterflay Dreams (KLIK), cień oraz róż Pupy z kolekcji 50's Dream (KLIK) oraz nowość od L'Oreal - Shine Caresse kol. 101 Lolita.


Nie omieszkałam uzupełnić też o kilka sztuk kolekcji lakierów do paznokci. Prym w tym miesiącu wiodła marka OPI za sprawą swojej najnowszej i wg mnie jednej z najlepszych kolekcji - Euro Centrale, z jej szeregów trafił do mnie zestaw miniatur, oraz brokatowa Polka.com, którą najchętniej nosiłaby bez przerwy. Jest to najpiękniejszy brokat jaki posiadam. Oprócz OPI przygarnęłam dwa lakiery Bourjois So Laque! Ultra Shine nr 49 i 63 (KLIK) oraz IsaDora Wonder Nail nr 711 (KLIK).


Jeśli chodzi o pielęgnację, to wybór padł na Pat & Rub i Rewitalizujący Balsam do rąk z żurawiną i cytryną. Skusiłam się na ten produkt po tym jak w Sephorze otrzymałam jego próbkę. Zakochałam się w tym balsamie i mimo tego, że z kosmetykami Put & Rub bardzo długo było mi nie po drodze, tak teraz wiem, że to się zmieni na 100%. Już myślę o następnych zakupach, tylko jeszcze nie wybrałam nic konkretnego :D Może coś polecacie?


A co nowego u Was przyniósł luty?

piątek, 4 stycznia 2013

Z cyklu: "Moja Mała Obsesja" - cz. II - L'Oreal Color Infaillible

Cześć!

Dzisiaj mam dla Was swatche cieni L'Oreal Color Infaillible, które posiadam w swojej kolekcji. Na chwilę obecną mam 9 (!) kolorów i na razie nie zanosi się na powiększenie zbiorów ponieważ L'Oreal póki co nie ma nowych odcieni w ofercie, a poza tym kolekcje limitowane trafiają do naszego kraju wybitnie rzadko. W każdym razie nowych nie szukam, musi mi wystarczyć to co mam :)

Color Infaillible trafiły na nasz rynek w drugiej połowie 2011 roku i od razu zapragnęłam je mieć. Przede wszystkim ciekawa byłam konsystencji, która miała łączyć w sobie cienie pudrowe i kremowe. Zanim w końcu zdecydowałam się na zakup pierwszego słoiczka minęła mi promocja w Rossmannie i zapłaciłam standardową cenę, która niestety mała nie jest. Pierwsze użycie wywołało u mnie zachwyt, euforię i prawdziwą miłość do tego kosmetyku. Od tego momentu co jakiś czas do mojego kuferka trafiało nowe opakowanie cieni. :)

Opakowanie: cienie zamknięte są w ładnym, przezroczystym, płaskim słoiczku z "podglądem na żywo" na spodzie. Pudełeczko ma dużą zakrętkę oraz dodatkową wkładkę w środku do ubijania cieni, gdyby się pokruszyły. Po odkręceniu mamy łatwy dostęp do cienia, można łatwo operować palcem, żeby wydobyć cień.

Konsystencja: jest bardzo ciekawa, ni to mus, ni to krem, ni cień w kamieniu. Cienie są suche ale miękkie, łatwo nabierają się na palec. Dobrze rozprowadzają się po powiece, najlepiej nakładać je właśnie palcem.

Kolor i trwałość: cienie są bardzo mocno napigmentowane o metalicznym wykończeniu. Można nimi uzyskać i delikatną, połyskującą mgiełkę i mocną taflę koloru. Są bardzo trwałe, ja mimo wszystko używam pod nie bazę, ale tylko i wyłącznie dlatego, że mam tłustą powiekę z której wszystko spływa w ciągu sekundy. Z bazą trzymają się cały dzień. Ciekawe jest to, że nie można ich zmyć wodą, natomiast usuwa się je błyskawicznie każdym kosmetykiem do demakijażu. Nie ma mowy o tarciu powieki, raz dwa i mamy czystą skórę :)

A teraz obiecane "słocze" :D

004 - Forever Pink

002 - Hourglass Beige

009 - Permanent Khaki

005 - Purple Obsession

024 Bronze Divine

021 - Sahara Treasure

012 - Endless Chocolat

039 - Magnetic Coral

039 - Metallic Lilac

od lewej: Forever Pink, Hourglass Beige, Permanent Khaki, Purple Obsession, Bronze Divine, Sahara Treasure, Endless Chocolat, Magnetic Coral, Metallic Lilac

Używacie tych cieni? Lubicie je? Może macie swoje ulubione odcienie? Chętnie się dowiem jak te cienie się u Was sprawują.