Wiecie jak znaleźć podkład (prawie) idealny? Ja już wiem, przez przypadek :) Tak, zgadza się, właśnie w taki sposób trafił do mnie osławiony już w sieci podkład Revlon Colorstay. Z racji tego, że moja cera jest mieszana z tendencją do tłustej, wybrałam wersję podkładu przeznaczoną do tego właśnie typu cery. A raczej wybrała go dla mnie przemiła Pani z drogerii Hebe w warszawskim Blue City.
Powiem Wam szczerze, że po raz pierwszy spotkałam się z tak sympatyczna i kompetentą osobą, od której niejedna konsultantka z Sephory czy Douglasa mogłaby się uczyć. Widząc moje szaleństwo w oczach kiedy miotałam się od półki do półki w poszukiwaniu podkładu, grzecznie spytała się czy może mi pomóc, zazwyczaj odmawiam, ale w tym przypadku zaryzykowałam i poprosiłam o poradę. Zapytała się mnie czego szukam i w jakim przedziale cenowym, poinformowała mnie o dostępnych promocjach i zaproponowała Revlon, widząc moje niezdecydowanie zaprosiła mnie do stanowiska do makijażu i elegancko mnie umalowała, przy okazji doradzając na co powinnam zwrócić uwagę. Ponieważ w Hebe (i nie tylko) wszystko oświetlone jest mega jasnymi jażeniówkami wciąż nie byłam zdecydowana, usłyszałam, że oczywiście nie ma problemu, nie muszę dokonywać zakupu od razu, mogę sobie wyjść, popatrzeć na me lico w świetle dziennym i jeżeli się zdecyduję to zaprasza ponownie. Wszystko z uśmiechem i serdecznością (moim marzeniem jest być tak obsłużoną zawsze). Jak się okazało kolor miałam dobrany idealnie, pomimo, że na buzi miałam grubszą warstwę kosmetyku niż zazwyczaj postanowiłam zaryzykować i tak Revlon Colorstay w kol. 180 (Sand Beige) zasilił moją kosmetyczkę (w promocyjnej cenie 39,99 złotych polskich) i został moim numerem jeden.
Podkład ma bardzo przyjemną, lekką, trochę suchą konsystencję, przez co lepiej nakładać go palcami, ponieważ pędzel może zostawić nieestetyczne smugi. Ładnie wtapia się w skórę, nie tworzy maski. I teraz cechy, dzięki którym go pokochałam: naprawdę świetnie i długotrwale matuje, dobrze kryje, niweluje zaczerwienienia, nie podkreśla porów a nawet dzięki niemu stają się one mniej widoczne, jest bardzo trwały, a przy tym nie zapycha, nie uczula, po miesiącu stosowania nie pojawiła się na twarzy żadna przykra niespodzianka. Buzia długo wygląda świeżo i co najważniejsze, w końcu się nie błyszczy! Dawno nie trafiłam na tak dobry podkład.
Słów kilka o kolorze: posiadam nr 180 (Sand Beige), jest to jasny beż z żółtymi tonami, które idelanie pochłaniają zaczerwienia, a dobrany został do mnie perfekcyjnie.
Czy ten ideał ma wady? Oczywiście, jednak nie są to mankamenty bardzo uciążliwe. Przez swoją suchą konsystencję może podkreślać suche skórki, a ponieważ zima uparcie nie chce nas opuścić i moje policzki są przesuszone, w tych rejonach muszę uważać, ale odrobina więcej kremu załatwia sprawę. Największy minus to dla mnie opakowanie. Szklana butla bez pompki jest po prostu wybitnie niepraktyczna, może i ładnie prezentuje się na półce w łazience, ale chwila nieuwagi na pewno zaowocuje spektakularnym roztrzaskaniem się butelki o posadzkę i przyozdobieniem całej łazienki beżowymi kleksami. Na szczęście maluję się w pokoju i obchodzę się z butlą jak z jajkiem, ale to nie o to chodzi.
Mimo to, za całą gamę jego zalet jestem mu w stanie wszystko wybaczyć i tak już go pokochałam:)
A Wy macie swoich podkłądowych ulubieńców? Używałyście Colorstay? Czy kochacie go tak jak ja, czy omijacie go szerokim łukiem? Z ogromną przyjemnością poczytam o Waszych typach :)
Pozdrawiam ciepło,
E. :)