Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mixa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mixa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 stycznia 2014

The Very Best Of..., czyli subiektywny przegląd 2013 roku

Hej!

Tak, wiem, że zapewne wiele z Was ma już po kokardę wszelkich podsumowań, rankingów, ulubieńców, bubli etc. Ja osobiście uważam, że takie podsumowania są bardzo przydatne i praktyczne, czasami wcale nie jest łatwo odnaleźć w gąszczu postów te, które zawierają recenzje ulubionych kosmetyków, a posty o ulubieńcach zbierają wszystko w "pigułkę" :)

Chciałam wybrać dosłownie garstkę kosmetyków, bez których nie mogłam się obejść w minionym roku, okazało się, że jest ich więcej niż przypuszczałam. Większość kosmetyków była już recenzowana na blogu, więc znajdziecie przy nich linka do odpowiedniego postu.

 Ciekawa jestem czy któryś z moich ulubieńców, jest również Waszym numerem jeden :D To lecimy!

***** PIELĘGNACJA *****


1. Cetaphil, łagodna emulsja micelarna do mycia - zdecydowanie tegoroczne odkrycie w kwestii oczyszczania twarzy. Po wielu próbach i błędach w końcu znalazłam produkt, który jednocześnie oczyszcza i pielęgnuje moją skórę. Dodatkowy plus za niesamowitą wydajność. (recenzja)

2. MIXA Krem CC+, krem  łagodzący SPF 15 przeciw zaczerwienieniom - naprawdę myślałam, że na moje wiecznie czerwone poliki już nic nie zadziała, do momentu kiedy na naszym rynku pojawiła się francuska marka Mixa, ze swoim szeroko reklamowanym kremem CC+. Przejadły mi się wszelkie BB, dlatego pierwotnie do propozycji MIXY podeszłam negatywnie, ostatecznie krem okazał się strzałem w dziesiątkę, a na potwierdzenie powyższego zdradzę Wam w sekrecie, że wczoraj zakupiłam kolejną tubkę, co w przypadku kremu do twarzy zdarza mi się niezmiernie rzadko, żeby nie powiedzieć wcale. (recenczja)

3. Farmona, Sweet Secret, zestaw balsam do ciała + cukrowy peeling o zapachu Korzennych Pierniczków z Lukrem - świetny duet o zniewalającym zapachu najprawdziwszych pierniczków polnych cudownie słodkim lukrem. Mówię Wam, czysta poezja. Jeśli chodzi o walory pielęgnacyjne to balsam jest dla mnie nieco za lekki, ładnie nawilża, ale moja sucha skóra potrzebuje jednak cięższej konsystencji. Peeling dobrze ściera i wygładza, ze zwykłej kąpieli robi prawdziwą ucztę dla zmysłów. I żeby te produkty były najgorszymi na świecie (na szczęście nie są), zapach sprawi że wybaczę im wszystkie niedostatki :D

4. Lush, Catastrophe Cosmetic, maseczka do twarzy - absolutny hit, nic, ale to naprawdę nic tak nie oczyszczało, wygładzało i matowiło mojej cery jak to szare, średnio pachnące cudo. Do tej pory nie mogę odżałować, że moja przygoda z tym cudem skończyła się na jednym opakowaniu. Jak tylko napotkam Lush na mojej drodze, zaopatrzę się w odpowiedni zapas tej maseczki, mam nadzieję, ze można ją zamrozić. (recenzja)

5. Pat&Rub, balsamy do rąk - na zdjęciu reprezentowane przez balsam z serii Otulającej. Przez moje ręce przewinęło się wiele kremów do rąk, ale to właśnie z P&R dogadały się najlepiej, odkąd je stosuję, moje dłonie są gładkie, miękkie i mniej skore do podrażnień. Na blogu recenzowałam wersję rewitalizującą, która wg mnie jest nieco lżejsza do wersji Otulającej, która jak dla mnie jest bardziej treściwa, a co za tym idzie, lepsza na okres jesienno-zimowy. (recenzja)

***** MAKIJAŻ *****

*** TWARZ ***


1. NYX, Rozświetlacz do twarzy i ciała, kol. IBB02 Chaotic - marka NYX, to moje zeszłoroczne odkrycie, ma świetne jakościowo kosmetyki w naprawdę przyjaznych cenach. Prezentowany rozświetlacz spełnia się również w roli różu, dzięki czemu świetnie sprawdza się w szybkim, porannym makijażu. Ma cudowny kolor, który łączy w sobie w proporcjach idealnych odcienie różu, moreli i złota, pozostawia na skórze idealną mgłę koloru i światła. Ostatnio użyłam go do makijażu do zdjęcia do dowodu i bardzo podobał mi się efekt jaki był widoczny na zdjęciu - jak z okładki, i przez kolejne 10 lat nie będę musiała się wstydzić pokazywać dowodu :) Jest trwały, wytrzymuje na twarzy cały dzień.

2. Revlon, podkład Colorstay, w kol. 180 (do cery tłustej i mieszanej) - zakup przypadkowy, nie planowany, z którego zrodziła się ogromna miłość. Świetnie matuje, trzyma się cały dzień, nie robi efektu maski, ponadto nie uczulił, nie podrażnił i nie spowodował wysypu niechcianych gości na twarzy. (recenzja)

3. Biochemia Urodu, Puder Bambusowy - bez niego nie wyobrażam sobie swojego codziennego makijażu. Dobrze matuje, zmiękcza rysy, nie bieli twarzy. Wklepany dużym pędzlem w strefę T pozostawia ją matową na wiele godzin. A żeby tego było mało kosztuje grosze i jest niesamowicie wydajny. (recenzja)

4. ArtDeco, Glam Deluxe Blusher - z tego co pamiętam, to ten róż znalazł się również w zeszłorocznych ulubieńcach. Kolejne połączenie różu i rozświetlacza, ale bardziej delikatne i subtelne niż wspomniany NYX. (recenzja)

5. Maybelline NY, Dream Lumi Touch, rozświetlający korektor pod oczy - lubię go gównie za lekką konsystencję i niezłe krycie, co prawda zdarza mu się wchodzić w załamania, ale wystarczy do dobrze rozprowadzić, aby tego uniknąć. Nie wysusza, nie podrażnia, jest bardzo wydajny. Niestety nie wiem jaki mam numer, nie pamiętam i nie mogę znaleźć tej informacji na opakowaniu :(

*** OCZY ***


1. Sleek, Vintage Romance Palette, paleta cieni do oczu - to moja pierwsza paletka ze Sleek'a i od razu narodziła się między nami ogromna miłość. Uwielbiam ją za zestawienie kolorów (brązy, fiolety, śliwki), cienie mają świetną konsystencję, taką kremowo-pudrową, o pigmentacji nie wspominając, kapitalnie się blendują, wykonywanie nią makijażu to czysta przyjemność. Myślę o zakupie kolejnych palet Sleek'a :)

2. Lovely, Pump Up Mascara - największe zaskoczenie zeszłego roku. Nie lubię tuszy z silikonowymi szczoteczkami, odczuwam dyskomfort podczas ich używania, ponieważ ich włoski kują mnie w powieki. Ale potrzebowałam nowego tuszu, budżet miałam uszczuplony, więc pomna na blogerskie zachwyty sięgnęłam po niepozorną żółto-niebieską maskarę. Tusz jest rewelacyjny, świetnie rozczesuje, ładnie wydłuża i lekko podkręca rzęsy, są bardzo naturalne. Dla mnie efekt bomba. Jedyna wada, to że szybko wysycha. Tak się z tym tuszem polubiłam, że mam już 3 lub 4 opakowanie, dokładnie nie pamiętam :)

3. MAC, Pressed Pigment, w kol. Rock Candy - pierwszy produkt MAC z jakim miaałam do czynienia. Lubię za trwałość i migoczący efekt na powiekach. I za to, że nie zużyję go chyba do końca swoich dni :) (recenzja)

4. Myybelline, Color Tatoo, w kol On-And-On-Bronze i Eternal-Silver - z tatuażami od MNY mam nie lada problem, z bielą, turkusem i fioletem się nie lubię, ale już z metalicznym brązem i ze srebrem lubię się i to nawet bardzo. Dobrze się nakładają i stanowią świetną bazę pod sypkie pigmenty Inglota. Na bazie są nie do zdarcia.

5. DAX Cosmetics, Cashmere, baza pod cienie - świetny zamiennik dla bazy ArtDeco. Początkowo bardzo jej nie lubiłam, odłożyłam i wróciłam do niej po czasie i wtedy okazało się, że jest rewelacyjna. Świetnie podbija kolor cieni oraz przedłuża ich trwałość wzorowo.

*** USTA ***


1. Maybelline, Color Sensational Shine Gloss - uwielbaam z lekką, nieklejącą formułę, za soczyste odcienie i piękny połysk. (recenzja)

2. Pupa Milano, Shine Lip Gloss, Pupa Princess, szminka w płynie - absolutny ulubieniec ostatnich miesięcy, wg mnie najlepszy produkt w świątecznej kolekcji Pupy. Trwała, kryjąca i lekka formuła, przepiękny odcień brudnego, zgaszonego różu, do tego piękny  połysk. Idealna do codziennego makijażu.

Uff, to dotarłam do końca, mam nadzieję, że Wy także :) I co myślicie o moich tegorocznych ulubieńcach?

piątek, 16 sierpnia 2013

MIXA Krem CC+ - krem łagodzący SPF 15 przeciw zaczerwienieniom

Ostatnio na blogu królowała kolorówka, ale dzisiaj przyszedł czas na pielęgnację i jedną z tegorocznych nowości z Rossmanna, czyli francuską markę MIXA. Ja zdecydowałam się na szeroko reklamowy Krem CC+ - krem łagodzący SPF 15 przeciw zaczerwieniom.


Od wielu lat borykam się z zaczerwienieniami na twarzy, wysiłek fizyczny, stresująca sytuacja czy nawet upały powodowały, że moja twarz robiła się nieestetycznie czerwona, żeby nie powiedzieć purpurowa. Makijaż niestety nie ukrywał rumieńców ani różowego kolorytu mojej cery, stosowałam bazy i korektory z zielonym pigmentem, obowiązkowo podkład w beżowo-żółtych tonacjach, ale na niewiele się to zdawało. Wciąż zdarzało mi się przypominać prosiaczka :( I nagle na polski rynek wchodzi MIXA i moje nadzieje ożywają na nowo, lecę więc pędem do Rossmanna i chwytam tubkę  Kremu CC+ i od razu przystępuję do regularnego smarowania facjaty z nadzieją na cud.

Mija półtora m-ca odkąd stosuję MIXĘ, więc przyszedł czas aby podzielić się z Wami moją opinią na jej temat.

Krem zamknięto w 50 ml, miękkiej, plastikowej, "stojącej na głowie" tubce, dzięki czemu wydobycie kremu jest nie tylko proste ale i higieniczne. Zamknięcie to typowy "klik", dobrze się zamyka, a otwarcie też nie nastręcza większych trudności, nie ma mowy o szarpaninie zakończonej połamanymi paznokciami :) Kolorystyka opakowania jest bardzo przyjemna, jednak jak dla mnie za dużo na nim napisów i informacji, które i tak znajdują się na kartoniku, w który zapakowany jest krem. Ale to jest tak naprawdę mało znaczący drobiazg :)



Krem ma bogatą, treściwą konsystencję. W pierwszej chwili trochę się przeraziłam, ale zaraz sobie przypomniałam, że mimo, że posiadam cerę mieszaną w kierunku do tłustej, to w moim przypadku lepiej dogaduje się ona właśnie z tego typu kremami. Mimo tego MIXA wchłania się szybko i świetnie nadaje się pod makijaż, nic się nie roluje ani nie waży. Jednak krem nie sprawdza się w wysokich temperaturach, niestety buzia błyszczy się po nim nieestetycznie, dlatego w okresie upałów używałam go jedynie na noc.

Krem ma lekko zielonkawy kolor, który optycznie niweluje zaczerwienienia. Pachnie ładnie, po prostu kremowo, nie umiem określić co mi przypomina, ale na pewno kojarzy mi się z dzieciństwem.


I teraz najważniejsze: działanie. Zgodnie z zapewnieniami producenta krem to połączenie arniki, cold creamu oraz żółtych i niebieskich pigmentów, które mają korygować i stopniowo wyrównywać koloryt skóry. Kremu zaczęłam używać z końcem czerwca a już widzę widoczną różnicę w kondycji i przede wszystkim kolorycie mojej cery. Zaczerwieniania uległy znacznemu zmniejszeniu, policzki owszem wciąż są lekko różowe, jednak nazwałabym to raczej zdrowym rumieńcem niż czerwonym plackiem, z którym do tej pory miałam do czynienia. Przestałam również czerwienić się przy wysokich temperaturach oraz w trakcie wysiłku fizycznego. Początkowo myślałam, że jest to wynik zielonego koloru kremu, jednak kiedy przestałam go używać rano (podczas ostatnich tropikalnych upałów) skóra wciąż pozostawała ukojona i nie reagowała wściekłą czerwienią. Czyli cud się jednak zdarzył :)

Poza niewątpliwymi właściwościami łagodzącymi i niwelującymi zaczerwieniami, krem również ładnie nawilżył i wygładził moją cerę. Podczas stosowania nie zauważyłam również żadnych niespodzianek w postaci dodatkowych wyprysków.

Powiem Wam, że chyba trafiłam na krem ideał :) Jeżeli macie problem z wypiekami, zaczerwienieniami to polecam Wam wypróbować MIXĘ. Cena kremu to około 25 zł. Poza opisanym dzisiaj przeze mnie kremem, w gamie produktów przeciw zaczerwienieniom znajdziecie również koloryzujący krem CC+ do jasnej lub ciemnej karnacji.

Używałyście produktów MIXY? Jak się u Was sprawdziły?

środa, 3 lipca 2013

Przyszło nowe

Wraz z nadejściem lata w mojej kosmetyczce znalazło się kilka pielęgnacyjnych nowości. Tak się złożyło, że sięgnęłam po marki, z którymi do tej pory nie miałam styczności, chociaż generalnie są mi doskonale znane.

Pierwsze co trafiło w moje spragnione łapki to nowość na polskim rynku - kosmetyki francuskiej firmy MIXA. Sięgnęłam po dwa produkty: Łagodzący Krem Przeciw Zaczerwienieniom CC+, oraz Regenerujący Lipidowy Krem do Rąk, który kupiłam dla Mamy.

 

Łagodzący Krem Przeciw Zaczerwienieniom CC+ to połączenie arniki, cold cream oraz żółtych i niebieskich pigmentów dla stopniowego wyrównania kolorytu skóry. Krem posiada również filtr SPF 15. Wg producenta składniki kremu mają za zadanie zneutralizować łagodne symptomy podrażnienia skóry, zredukować uczucie gorąca i wypieki. Ja skusiłam się na klasyczny krem, ale w gamie produktów CC+ znajdują się również dwa kremy BB w dwóch odcieniach: do cery jasnej i śniadej.


Regenerujący Lipidowy Krem do Rąk przeznaczony jest do suchej, swędzącej skóry. Dzięki połączeniu lipidów o silnych właściwościach odbudowujących, gliceryny i kojącego mleczka owsianego krem odbudowuje skórę, niweluje swędzenie, pęknięcia, łuszczenie się skóry oraz uczucie szorstkość, przywraca uczucie komfortu. Krem wydał mi się idealny dla Mamy, która przez specyfikę swojej pracy ma problem z przesuszoną i podrażnioną skórą rąk, mam nadzieję, że przyniesie jej upragnioną ulgę i okaże się skuteczny w walce z podrażnieniami.


Kolejna nowość w moich zbiorach to Kerastase Specifique Bain Divalent Kąpiel Myjąca do Włosów Mieszanych, którą poleciła mi fryzjerka. Wiedzieć musicie, że włosomaniaczką nie jestem, moja pielęgnacja ogranicza się do szamponu i ewentualnie kosmetyków ułatwiających rozczesanie moich kudłów, jednak zawsze mam problem z tym, że moje włosy przetłuszczają się u nasady i szybko tracą świeżość, podczas gdy końcówki potrzebują nawilżenia. Do tej pory nawet nie wiedziałam, że istnieje pojęcie "włosów mieszanych", z resztą po raz pierwszy w moim życiu fryzjer sam dostrzegł mój problem i podpowiedział pielęgnację nie tylko wciskając konkretne produkty, ale dając również wskazówki jak mam o nie dbać. Kąpiel ma za zadanie oczyścić i ukoić tłustą skórę głowy, przynosząc jednocześnie uczucie świeżości. Dodatkowo ma delikatnie odżywić kocówki włosów, by stały się miękkie i lśniące.


Ponieważ w poprzednim tygodniu spektakularnie rozstałam się z moją bazą/odżywką OPI (kto nie wie - rozbiłam ją na balkonie), zmuszona była kupić nowy egzemplarz. OPI byłam wierna przez 4 lata, stłuczoną butelkę odebrałam jako znak, że trzeba coś zmienić. Miotałam się trochę wśród firm oferujących preparaty pielęgnacyjne do paznokci by ostatecznie sięgnąć po Nail Tek  Faundation II - Lakier podkładowy, odżywkę do paznokci cienkich, miękkich lub rozdwajających się (w moim przypadku "lub" z czystym sumieniem mogę zamienić na "i"). Lakier łączy w sobie cechy odżywki Nail Tek II Intensive Therapy z lakierem bazowym. Posiada mikrowłókna i naturalne wypełniacze, wygładza powierzchnię paznokcia oraz zwiększa przyczepność lakieru. Spodziewałam się, że lakier pozostawi na moich paznokciach standardową, błyszczącą powłokę, tymczasem wysechł na totalny mat. Ciekawe...



Muszę przyznać, że wobec każdego z tych produktów mam dość wysokie oczekiwania. Pierwsze testy kremu MIXA przeciw zaczerwienieniom przebiegają pomyślnie, krem ma przyjemną konsystencję, jednak o jakichkolwiek efektach dot. zmniejszenia zaczerwienień nic Wam na razie nie powiem, ponieważ kremu używam od soboty, wiec ciężko oczekiwać, że w ciągu 5 dni przestanę się rumienić. Pierwsze użycie szamponu dopiero przede mną, a bazę Nail Teka użyłam dopiero raz :)

Używałyście któregokolwiek z tych produktów? Jakie są Wasze opinie o nich? Lubicie, nienawidzicie?