I po latach porażek, nagle na horyzoncie pojawił się kosmetyk tak niepozorny, że aż sama się zdziwiłam - Puder Bambusowy - moje najnowsze objawienie :) Puder przyjechał do mnie z Biochemii Urody dzięki koleżance, która robiła większe zamówienie :) (Basiu dziękuję :*)
Czym w ogóle jest puder bambusowy? Powstaje poprzez rozdrobnienie ekstraktu z wnętrza łodygi bambusa rosnącego na terenie Indii. Charakteryzuje go wysoka zawartość krzemionki (ponad 90%), która ma za zadanie wygładzić, zmatowić i jednocześnie pielęgnować naszą skórę, do tego jest niekomedogenny, czyli nie zatka naszych porów.
10 g pudru zamknięto w bardzo prostym granatowym opakowaniu. Nie oszukujmy się urodą to ono nie grzeszy, jednak jest bardzo praktyczne. Pod pokrywką kryje się charakterystyczny pojemniczek na pudry sypkie, jednak jest ono wyposażone w dodatkową, przezroczystą przykrywkę - zatyczkę, która skutecznie zabezpiecza nam puder przed przypadkowym wysypaniem się. Siedzi tak mocno, że czasami trzeba się nieźle namęczyć, żeby ją ściągnąć. Ma też dodatkową zaletę, kiedy odrobinę ją podniesiemy i potrząśniemy pojemniczkiem, przez dziurki wysypuje nam się puder jednocześnie nie zasypując nas i całego mieszkania białym proszkiem. Prawda, że praktyczne?
Sam puder ma postać białego, leciutkiego proszku, chociaż "pyłek" byłoby właściwszym określeniem. W pierwszym momencie byłam przerażona kiedy zobaczyłam tą biel, ale zanurzyłam w pyłku pędzel, omiotłam pudrem twarz i patrzę i oczom nie wierzę! Buzia jakby inna, gładsza, aksamitniejsza, po prostu ładniejsza :) Puder Bambusowy faktycznie świetnie matuje, jednak jest to mat bardzo naturalny, twarz nie jest płaska, staje się bardziej satynowa. Do tego mat utrzymuje się przez długie godziny, całego dnia nie wytrzyma, to oczywiste, ale moje czoło zaczyna "połyskiwać" dużo później niż zazwyczaj (tak po około 10h od aplikacji). Do tego puder jest bardzo lekki, prawie w ogóle nie czuć go na twarzy, tak jak nigdy nie używałam pudru na podkład, tak teraz nie wyobrażam sobie tego nie robić. A wiecie co jest najfajniejsze? Pomimo swojego białego koloru "bambusek" w ogóle nie bieli twarzy, za to pozostawia na skórze coś na kształt mgiełki, woalki, która optycznie wygładza skórę i nadaje jej świeżości, ja to nazywam "efektem photoshopa" :D
Ale żeby nie było tak różowo "bambusek" ma też swoje wady, przez swoją miałką konsystencję za dużo nabiera się go na pędzel i niestety pyli okrutnie. Ale jestem w stanie mu to wybaczyć :)
10 g pudru kosztuje niecałe 15 zł, mój egzemplarz jest ważny do grudnia 2015 r., a możecie go zamówić tutaj: http://www.biochemiaurody.com/index.html.
Jakich pudrów matujących używacie? Próbowałyście już Puder Bambusowy?