Hej!
Na wstępie muzę Was przeprosić, za brak regularności w dodawaniu nowych postów, ale naprawdę trudno mi wrócić do regularnego pisania, tyle się dzieje, że czasami nie mam czasu na sen, a co dopiero mówić o blogowaniu :)
W każdym razie dzisiaj mam dla Was recenzję kosmetyku już chyba kultowego, mającego liczne grono zarówno zwolenniczek jak i przeciwniczek - Bourjois Rouge Edition Velvet. Jeśli jesteście ciekawi, do której z tych grup się zaliczam, to zapraszam Was do lektury dalszej części postu.
Pomadki Rouge Edition Velvet chyba nikomu nie są obce, ale gdyby jednak okazało się, że się mylę, śpieszę z informacją iż są to matowe pomadki w płynie, charakteryzujące się niesamowitą trwałością i nasyconymi kolorami. Prawda jest taka, że chciałam je wypróbować już dawno, jednak odstraszała mnie paleta barw składająca się z, jakby nie było pięknych, ale intensywnych odcieni różu i czerwieni, które na upartego można nosić codziennie, jednak ja szukałam czegoś mniej intensywnego i rzucającego się w oczy.
Bourjois chyba czytało mi w myślach, ponieważ wypuściło w ostatnim czasie 4 nowe odcienie REV w kolorach nude (od nr 09 do nr 12). Ale muszę Was w tym momencie ostrzec, że koło nude to one nie leżały, mimo to świetnie sprawdzają się na co dzień i nie są tak "żarówiaste" jak dotychczasowe kolory. W związku z tym nie było rady i przygarnęłam dwa kolory: nr 09 Happy Nude Year (ciepły róż z kroplą brzoskwini) i nr 10 Don't Pink of It! (chłodny, brudny, dosyć jasny róż).
Oba zamknięte są w ładnych, prostych i eleganckich opakowaniach oraz posiadają klasyczny, gąbeczkowy aplikator, który ładnie nadkłada produkt na usta. Konsystencja jest lekka, puszysta, taka piankowa, nie rozlewa się poza kontur ust. Dosyć szybko zasychają na najprawdziwszy mat, więc jeżeli szukacie matu idealnego koniecznie sięgnijcie po REV, będziecie zachwyceni. I przechodzimy do kulminacyjnego punktu programu - trwałości. Cóż mogę powiedzieć? Te pomadki są wprost nie do zdarcia! Nie wiem jak to jest możliwe, ale jednak tak jest, przetrwają picie, jedzenie i plotkowanie. Dla mnie to coś niesamowitego, ponieważ do tej pory nie spotkałam się z tak trwałym produktem do ust. Podzielam wszystkie zachwyty nad tym kosmetykiem i nie wiem jak mogłam bez niego funkcjonować :)
Znajduję w REV jedną... no dobrze, niech będzie... trzy wady. Pierwsza to oczywiście cena, ale z tym możemy sobie poradzić czekając na 40% obniżki w drogeriach lub kupując przez internet. Druga to fakt, że wysusza usta, ale odpowiednia ich pielęgnacja spowoduje, że uchronimy się od doprowadzenia ich do ruiny :) Trzecia, i przeszkadzająca mi najbardziej, to zapach pomadki, jest jakiś dziwny, chemiczny, mdlący, do niczego niepodobny. Całe szczęście, że szybko się ulatnia.
REV porównywane są często do matowych pomadek NYX Soft Matte Lip Cream i muszę przyznać, że nie można im odmówić podobieństwa. Mają podobną konsystencję i wykończenie, chociaż NYX jest bardziej satynowy. Osobiście polecam oba produkty, za NYX-em przemawia cena, paleta kolorów i to, że zdecydowanie mniej wysusza usta, za to REV przebija o głowę Soft Matte Lip Crem po względem trwałości. Ja wybieram oba produkty, a Wy?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 29 marca 2015
piątek, 13 marca 2015
Golden Rose Color Sensation Lipgloss [RECENZJA]
Hej!
Kiedy wkraczałam w świat kosmetyków byłam nastolatką i moim najlepszym przyjacielem był bezbarwny błyszczyk. Później nawiązałam bliskie stosunki z wszelkiej maści jasnymi różami by w końcu nieśmiało wypróbować jak prezentuję się z czerwienią na ustach. Potem przyszedł szał na pomadki, których przybywało mi w tempie zastraszającym. Teraz jestem gdzieś pośrodku, stosując różne formy mazideł do ust w zależności od tego ile mam czasu na makijaż i czy w ogóle chce mi się bawić w idealny makijaż ust.
Ostatnio namiętnie, bezustannie, stale i wciąż używam błyszczyków Color Sensation Lipgloss od Golden Rose.
Golden Rose to ostatnio jedna z 4 marek, które królują w moim codziennym makijażu, a każda kolejna nowość, jaką firma wypuszcza na rynek, zdobywa moje serce. Na zakup błyszczyków Color Sensation Lipgloss zdecydowałam się po pozytywnej recenzji Maxineczki i nie żałuję żadnego uciułanego grosika, jaki wydałam na te cuda.
Opakowania są proste, klasyczne, ładne i po prostu wygodne. Podobnie aplikator, który nabiera wystarczającą ilość produktu aby pokryć usta szklistą warstwą koloru.
Ale opakowanie opakowaniem, ja uwielbiam to co ono skrywa, czyli błyszczyk o cudownej, kremowej, ale lekkiej formule, która nie skleja ust ale jest całkiem trwała. Maślana konsystencja gładko sunie po ustach i jest bardzo komfortowa w noszeniu. Błyszczyk daje piękne, szkliste wykończenie, które szukałam od dawna. Ja wybrałam (póki co :D) 3 kolory: 120, 118 i 123.
120 - to jasny, ciepły róż z mnóstwem delikatnych srebrnych drobinek. Prawdę powiedziawszy jak zobaczyłam te drobiny to złapałam się za głowę i stwierdziłam, że upadłam na głowę kupując kosmetyk nafaszerowany po brzegi błyskotkami. Jakież było moje zdziwienie jak nałożyłam błyszczyk na usta - drobinek w ogóle nie widać, za to pięknie odbijają światło. To mój absolutny faworyt, codziennie rano ląduje na moich ustach, ładnie podkreśla usta i pasuje do każdego makijażu. Po protu bomba!
118 - to zgaszona fuksja bez śladu drobin. Fajnie będzie się prezentować latem, chociaż teraz z mocniejszym okiem prezentuje się również twarzowo.
123 - to klasyczna czerwień ale nie krzykliwa, idealna zarówno na co dzień jak i na wieczór. Lubię, chociaż sięgam po ten odcień najrzadziej, może dlatego, że na czerwień muszę mieć po prostu chęć :)
Z czystym sercem polecam Wam te błyszczyki, za cenę 12,90 otrzymujemy kosmetyk świetnej jakości. Do wyboru są 24 odcienie, więc na pewno każdy znajdzie coś dla siebie :)
A Wy jakie macie swoje ulubione błyszczyki?
Kiedy wkraczałam w świat kosmetyków byłam nastolatką i moim najlepszym przyjacielem był bezbarwny błyszczyk. Później nawiązałam bliskie stosunki z wszelkiej maści jasnymi różami by w końcu nieśmiało wypróbować jak prezentuję się z czerwienią na ustach. Potem przyszedł szał na pomadki, których przybywało mi w tempie zastraszającym. Teraz jestem gdzieś pośrodku, stosując różne formy mazideł do ust w zależności od tego ile mam czasu na makijaż i czy w ogóle chce mi się bawić w idealny makijaż ust.
Ostatnio namiętnie, bezustannie, stale i wciąż używam błyszczyków Color Sensation Lipgloss od Golden Rose.
Golden Rose to ostatnio jedna z 4 marek, które królują w moim codziennym makijażu, a każda kolejna nowość, jaką firma wypuszcza na rynek, zdobywa moje serce. Na zakup błyszczyków Color Sensation Lipgloss zdecydowałam się po pozytywnej recenzji Maxineczki i nie żałuję żadnego uciułanego grosika, jaki wydałam na te cuda.
Opakowania są proste, klasyczne, ładne i po prostu wygodne. Podobnie aplikator, który nabiera wystarczającą ilość produktu aby pokryć usta szklistą warstwą koloru.
Ale opakowanie opakowaniem, ja uwielbiam to co ono skrywa, czyli błyszczyk o cudownej, kremowej, ale lekkiej formule, która nie skleja ust ale jest całkiem trwała. Maślana konsystencja gładko sunie po ustach i jest bardzo komfortowa w noszeniu. Błyszczyk daje piękne, szkliste wykończenie, które szukałam od dawna. Ja wybrałam (póki co :D) 3 kolory: 120, 118 i 123.
120 - to jasny, ciepły róż z mnóstwem delikatnych srebrnych drobinek. Prawdę powiedziawszy jak zobaczyłam te drobiny to złapałam się za głowę i stwierdziłam, że upadłam na głowę kupując kosmetyk nafaszerowany po brzegi błyskotkami. Jakież było moje zdziwienie jak nałożyłam błyszczyk na usta - drobinek w ogóle nie widać, za to pięknie odbijają światło. To mój absolutny faworyt, codziennie rano ląduje na moich ustach, ładnie podkreśla usta i pasuje do każdego makijażu. Po protu bomba!
118 - to zgaszona fuksja bez śladu drobin. Fajnie będzie się prezentować latem, chociaż teraz z mocniejszym okiem prezentuje się również twarzowo.
123 - to klasyczna czerwień ale nie krzykliwa, idealna zarówno na co dzień jak i na wieczór. Lubię, chociaż sięgam po ten odcień najrzadziej, może dlatego, że na czerwień muszę mieć po prostu chęć :)
Z czystym sercem polecam Wam te błyszczyki, za cenę 12,90 otrzymujemy kosmetyk świetnej jakości. Do wyboru są 24 odcienie, więc na pewno każdy znajdzie coś dla siebie :)
A Wy jakie macie swoje ulubione błyszczyki?
Subskrybuj:
Posty (Atom)