czwartek, 21 marca 2013

Pożegnanie z Glossybox - marcowe pudełko + podsumowanie 3-miesięcznej subskrypcji

Dzisiaj zostawiam za sobą tagi i wiosenne dodatki i wracam do kosmetyków dzięki marcowej edycji Glossyboxa. To moje ostatnie pudełko z trzymiesięcznej subskrypcji i mogę z całą mocą stwierdzić, że na chwilę obecną więcej nie będzie. Co prawda marcowe pudło, a raczej kosmetyczka, było najlepszym z całej trójki, jednak nie na tyle abym zapragnęła otrzymać kolejne.


Zacznę jednak od prezentacji marcowej edycji. Tym razem zamiast standardowego pudełka otrzymałam podróżną kosmetyczkę, czarną, ortalionową, z logo Glossyboxa - kosmetyczka jak dla mnie jest po prostu brzydka i niepraktyczna, ot taki bezkształtny worek, gdybym mogła wybierać wolałabym otrzymać pudełko, które jest świetne do przechowywania różnych szpargałów i lakierów do paznokci :)

Na szczęście z zawartością jest już lepiej, w zestawie znalazły się dwa pełnowymiarowe produkty:
- Jelly Pong Pong - błyszczyk w kredce (bliźniak kredek Clinique),
- masełko do ciała Satsuma z The Body Shop,
i trzy miniatury:
- płyn miceralny Lierac,
- preparat odbudowujący włosy Dream Repair Artego,
- dermonaprawczy krem Clarena,
oraz 2 kupony rabatowe:
- do The Body Shop na zakup 5 żeli pod prysznic o pojemności 250 ml w cenie 3,
- do Answear.com przy zakupach opiewających na jakże skromną kwotę 300 zł (serdecznie za takie rabaty dziękuję).
Na osłodę książeczka-przewodnik po najpopularniejszych miastach świata z informacjami o miejscach, które warto odwiedzić i jak się domyślacie nie chodzi o główne zabytki, a o najlepsze perfumerie :) Książeczka wdzięczna, ale na takie cuda chyba jestem już za stara :)




Z kosmetyków jestem naprawdę zadowolona, jak wiadomo masełek do ciała TBS nigdy za wiele, to samo tyczy się miceli, kremów do twarzy dzięki Glossybox starczy mi przynajmniej na najbliższe pół roku, a kredka do ust Jelly Pong Pong podbiła moje serce i nazwą i ... w ogóle jest świetna i w związku z tym zasługuje na swój własny post :)

Teraz przyszedł czas na podsumowanie. Styczniowe i lutowe pudełka możecie obejrzeć tu i tu. Żeby nie było, bardzo się cieszę z tego, że przez trzy miesiące mogłam cieszyć się niespodziankami od Glossybox. Jednak mimo wszystko czuję niedosyt i rozczarowanie. Nawet sama nie wiem dlaczego, może miałam zbyt duże oczekiwania? Marzyłam o otrzymaniu produktów takich firm jak NYX, Clinique, Nail Inc., czy chociaż Pat&Rub, niestety nic z tych marek do mnie nie trafiło (tzn. trafiło, jak poszłam do sklepu u kupiłam sama :D). Do tego większość produktów trudno nazwać luksusowymi, a przecież takim właśnie hasłem posługuje się GB, i żeby chociaż kosmetyki okazały się przyjemnymi produktami, ale nie. O swoich doświadczeniach z balsamem i żelem Bluemarine Innamorata nie chce nawet wspominać, do tej pory moja skóra dosłownie się sypie, to samo było z szamponem z profesjonalnej linii Shwarzkopfa (dziękuję za taki profesjonalizm). Fajnie, że w lutowym pudle znalazł się lakier L'Oreala, szkoda, że w kolorze, który już miałam, poleciał już do babci, która jest z niego bardzo zadowolona, to samo produkty do włosów, wszystkie poleciały w świat do nowej właścicielki. Ale trafiły również do mnie dwa po prostu świetne produkty, których w życiu bym nie poznała, gdyby nie GB, są to wspomniana kredka do ust Jelly Pong Pong i róż do policzków Kryolan dla Glossybox, o którym więcej dowiecie się tutaj.

Na razie rozstanę się z Glossyboxem, ale nie mówię, że na zawsze, będę obserwować kolejne edycje i może kiedyś jeszcze się pokuszę na pudełka z niespodzianką :)

A Wy co sądzicie o Glossyboxie?

13 komentarzy:

  1. Mnie jakoś nie kuszą te wszystkie pudełka...;/

    OdpowiedzUsuń
  2. nie skusiłabym się na te pudełka - wyciagają jedynie pieniądze :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Polski Glossy nie umywa się do zagranicznego.

    OdpowiedzUsuń
  4. popieram też myślę, że szału nie ma...

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudów nie ma... Ale i tak się zastanawiam czy nie zamówić sobie chociaż jednego pudełka. Tak dla sprawdzenia.

    OdpowiedzUsuń
  6. jakoś nie przekonują mnie te wszystkie boxy, jednak wolę wydać pieniądze na coś sprawdzonego i nie w ciemno ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie zamawiałam Glossyboxa. Z jednej strony to fajna sprawa, kiedy przychodzą do Ciebie niespodzianki, z drugiej myślę jednak, że połowa kosmetyków może być nietrafiona i zwyczajną stratą pieniędzy...

    OdpowiedzUsuń
  8. Po tych wszystkich recenzjach jestem trochę zniechęcona do zamówienia pudełeczka

    OdpowiedzUsuń
  9. to prawda - szału nie ma, ostatnie były bardziej trafione ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. W marcu dostałaś chyba najlepszą wersję bo z masłem TBS. Jak dla mnie 50 zł to trochę dużo.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja nie brałam w tym udziału :)

    OdpowiedzUsuń
  12. nie subskrybowałam pudełka ;) Uważam, że 50 zł można w inny sposób spożytkować a tutaj dostajesz mix mini produktów, które rzadko kiedy odpowiadają Twoim preferencjom w 100%.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za Wasze komentarze, każdy czytam, z każdego się cieszę i każdy kolejny to dla mnie motywacja do dalszego blogowania :)