poniedziałek, 2 września 2013

Świeżo Malowane Poniedziałki - Sinsay nr 57 (X Indygo)

Cześć!

Wraz z nadejściem września naszła mnie ochota na pomalowanie pazurów lakierem w ciemnym, intensywnym kolorze. Moje myśli od razu powędrowały w rejony błękitów, kobaltów, granatów, czyli tam, gdzie jeszcze nie miały okazji bywać za często, ponieważ do tej pory jedynym odcieniem niebieskiego jaki tolerowałam na swoich dłoniach był jasny, pastelowy błękit. Ale jak mówi wyświechtane już mocno powiedzenie, kobieta zmienną jest i właśnie teraz przyszła pora na zmianę moich upodobań  co do kolorów goszczących na moich pazurach.  Ponieważ moja kolekcja jest uboga w granaty, zaczęłam szukać kobaltu idealnego i tu z pomocą przyszła mi koleżanka (Marta, dziękuję :*) podsuwając mi małą, niepozorną butelczynę, zawierającą obiekt mego pożądania. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia! Moje Drogie, przedstawiam lakier Sinsay nr 57 X Indygo!


Marka Sinsay to nowość na polskim rynku, jest to sieć sklepów z odzieżą, dodatkami i kosmetykami adresowanymi do nastolatek. Cena lakieru to 5,99, jednym słowem szał ciał i uprzęży, żal nie wypróbować :)

Od razu zaznaczę, że nie spodobał mi się pędzelek w jaki "wyposażono" lakier - mały, krótki i wąski, nie wiem jak Wy, ale ja takimi nie umiem się posługiwać. W związku z tym odstawiłam pędzelek na bok, a do malowania użyłam pędzelka z jednego z lakierów L'Oreal Color Rich, czyli bliźniaka tych essiakowych. Przy jego użyciu lakier nakładał się równo, nie smużył i nie zbąbelkował. Wysechł szybko na lekki mat, dla szklistego efektu przykryłam go jedną warstwą Insta-Dry Sally Hansen.

Kolor jest absolutnie zachwycający, to piękny, głęboki, atramentowy kobalt o żelkowym wykończeniu. Na zdjęciach widzicie dwie warstwy, mam mocno skrócone paznokcie, więc prawie nie widać końcówek, ale dla tych z Was, które mają dłuższe paznokcie, dwie warstwy mogą okazać się niewystarczające, chyba, że nie przeszkadzają Wam prześwitujące końcówki.




Ja jestem tym kolorem oczarowana i na pewno zagości na moich dłoniach jeszcze nie raz. A jak Wam się podoba?

PS. Wybaczcie moją nieobecność na moim i Waszych blogach w ostatnich dniach, ale dopadła mnie jakaś niemoc twórcza i ogólnie omijałam komputer szerokim łukiem. Postaram się nadrobić zaległości jak najszybciej :)

24 komentarze:

  1. przepiękny kolor! od razu przychodzi mi na myśl kontrastujący z nim, biały śnieg :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z białym lakierem np. na serdecznym paluchu wyglądałby świetnie :)

      Usuń
  2. taki dziwny na końcach jest albo mam zakurzony monitor :)
    tak czy siak niebieskości lubie ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. As, to nie kurz na monitorze, a moje końcówki :)

      Usuń
  3. Kolorek, faktycznie, niczego sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo łądnie wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
  5. świetnie wygląda! taki żelkowy mi się wydaje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo z niego taki trochę ukryty żelek jest :)

      Usuń
  6. wygląda jak po zabiegu hybrydem,podoba mi się ale kolor nie dla mnie...:)
    super blog,ciekawe recenzje z pewnością będe zaglądać częściej..obserwuję!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, chociaż ten blask to zasługa Insta-Dry Sally Hansena, ale połysk ma niesamowity.
      Dziękuję za miłe słowa :)

      Usuń
  7. Naprawdę ładny kolor i za tą cenę niezłe krycie. Szkoda tylko, że ten pędzelek jest do kitu.
    Ciekawe posty piszesz, więc będę cię bacznie obserwować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pędzelek nie z mojej bajki, ale od czego jest kobieca pomysłowość :D
      Cieszę się, że Ci się u mnie podoba :)

      Usuń
  8. Bardzo ładny odcień i świetne wykończenie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to wszystko za niewielkie pieniądze. Wygląda lepiej, niż nie jeden lakier za kilkadziesiąt złotych :)

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Właśnie tę głębię lubię w nim najbardziej :)

      Usuń
  10. Cudniasty !! mam podobny kolor z Anny i uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za Wasze komentarze, każdy czytam, z każdego się cieszę i każdy kolejny to dla mnie motywacja do dalszego blogowania :)