piątek, 11 stycznia 2013

Wiosna nadchodzi wielkimi krokami - zapowiedzi wiosennych kolekcji makijażu (cz. I)

Hej!

Niestety, tytuł posta nie ma nic wspólnego z warunkami pogodowymi, które wskazują raczej na ewidentny powrót zimy :(. Ale znalazłam sposób na osłodzenie sobie oczekiwania na powrót mojej ulubionej pory roku. Jaki? Oczywiście google i przeszukanie sieci wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu zapowiedzi wiosennych kolekcji makijażu :D Ile tego jest! Od razu buźka mi się roześmiała, humor polepszył, a i śnieżyca za oknem już nie wydaje się taka straszna.

Dziś porcja tego, co proponują marki selektywne (uwaga: bardzo dużo zdjęć).
Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam przeglądać zapowiedzi drogich marek, zawsze można liczyć na piękne zdjęcia, ciekawie opakowania i gadżety, na widok których serce bije szybciej niejednej z Nas :) Poza tym zawsze podglądam co w trawie piszczy i szukam odpowiedników wśród marek, które są przyjazne dla mojego portfela (tak np. zrobiłam z paletką cieni YSL na jesień 2011, tak mi się podobała, że poleciałam do Inglota i skomponowałam sobie podobną :D). To co? Jesteście gotowe? To zaczynamy:

DIOR CHERIE BOW



PRINTEMP - PRECIEUX - DE - CHANEL


 LANCOME IN LOVE


YSL ARTY STONE


GUERLAIN CLIS D'ENFER

 

ESTEE LAUDER PRETTY NAUGHTY
  

GIVENCHY HOTEL PRIVE

źródło zdjęć: internet 
Uff! To dejchałyśmy do końca :)

Mnie najbardziej spodobały się propozycje Diora, Chanel, YSL i Estee Lauder, ale Guerlain, Lancome i Givenchy też są interesujące. Widać, że kolorem przewodnim nadchodzącej wiosny będzie róż. Gdybym miała wybierać skusiłabym się na lakiery Diora, puder Chanela, paletkę YSL i pryzmę od Givenchy. Pomarzyć dobra rzecz :) 

I jak Wam się podoba wiosna w kosmetykach? Chciałybyście coś mieć w swojej kosmetyczce?

wtorek, 8 stycznia 2013

Essie - Angora Cardi + Inglot 233 + OPI - Pirouette My Whistle

Hej!

Stało się! Essiaka mam i ja :) Chodziłam, myślałam, blogi oglądałam i w końcu się zdecydowałam na zakup pierwszej buteleczki Essie. Wybrałam nr 42 - Angora Cardi.

Moje wrażenia są bardzo pozytywne. Szczególnie lubię pędzelek - szeroki, miękki z zaokrągloną końcówką, dzięki której przy skórkach mamy idealnie położony lakier. Konsystencja jest rzadka, ale nie rozlewa się po płytce, bardzo dobrze się nakłada. Schnie szybciutko i nie bąbluje. Kolor? Tu chyba będę miała problem z dokładnym określeniem jaki on jest. Dla mnie to przykurzona wiśnia z odrobiną śliwki, która staje się wyraźniejsza w naturalnym świetle. Kolor idealny na jesienno-zimową porę.

Dodatkowo na serdecznym palcu do połowy paznokcia nałożyłam Inglota nr 233 i OPI - Pirouette My Whistle. Oto efekty mojej pracy:
zdjęcia wykonane w sztucznym świetle

Kilka słów o OPI. Lakier pochodzi z zeszłorocznej kolekcji Soft Shades - NYC Ballet, ja posiadam go w wersji mini. Jest to drobniutki brokat z większymi "flejksami" zatopiony w przezroczystej bazie. Nakładanie jest trochę problematyczne, ponieważ duże płatki zostają na pędzelku i trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby cokolwiek zostało na paznokciu. Ja pomogłam sobie szpilką i zdjęłam je z pędzelka i przykleiłam do jeszcze wilgotnego lakieru.
zdjęcia wykonane w sztucznym świetle
I jak Wam się podoba Essiak w delikatnym brokatowym towarzystwie?

PS. Wybaczcie trochę nierówne malowanie, ale miałam 3 tygodnie przerwy w robieniu mani i ręka była jakaś taka niepewna :) Chociaż kciuk wyszedł mi prawie idealnie :P

niedziela, 6 stycznia 2013

Swatche grudniowych nabytków lakierowych - IsaDora nr 651 i 652, Inglot Nightlife Collection nr 232, 233 i 235

Cześć!

Dziś będzie lakierowo. Przygotowałam dla Was swatche lakierów, które w ostatnim czasie dołączyły do mojej kolekcji. Ponieważ moje pazurki w chwili obecnej przedstawiają sobą obraz nędzy i rozpaczy do zdjęć wykorzystałam paletkę do lakierów. Światło też nie jest najlepsze, ale trochę się pogimnastykowałam z aparatem i udało mi się nieźle oddać kolory :)

Na pierwszy ogień pójdą dwa lakiery IsaDory: 651 Silver Sparkles i 652 Gold Sparkles. Oba lakiery posiadają szeroki wygodny pędzelek. Konsystencję mają dość rzadką, ale nie rozlewają się po płytce, dobrze się rozprowadzają, szybko schną i nie bąblują. Byłam miło zaskoczona, ponieważ spodziewałam się śladów pędzelka, ale powierzchnia okazała się gładka i roziskrzona.
Kolejne do prezentacji są lakiery Inglota z kolekcji Nightlife Collection, o któych pisałam TUTAJ . Lakiery są mocno naładowane drobinkami (szczególnie 232 i 233), dobrze się nakładają, ale dość długo schną. Za to efekt na paznokciach jest obłędny, drobinki migoczą na wszystkie kolory nawet w słabym świetle, w sztucznym efekt ten jest jeszcze zwielokrotniony. Można je nałożyć samodzielnie (ale wtedy ciężko się zmywają) albo na inny lakier i wg mnie wtedy wyglądają najlepiej i zmywanie też jest łatwiejsze.

od lewej: 232, 233, 235 - każdy po 3 warstwy
od lewej: 232 nałożony na Rimmel LF 170 Lively Lilac, 233 nałożony na OPI Panda-monium Pink,
235 nałożony na OPI Yodel Me on My Cell

I jak Wam się podobają? Macie może już któryś w swojej kolekcji?

Pozdrawiam serdecznie!

piątek, 4 stycznia 2013

Z cyklu: "Moja Mała Obsesja" - cz. II - L'Oreal Color Infaillible

Cześć!

Dzisiaj mam dla Was swatche cieni L'Oreal Color Infaillible, które posiadam w swojej kolekcji. Na chwilę obecną mam 9 (!) kolorów i na razie nie zanosi się na powiększenie zbiorów ponieważ L'Oreal póki co nie ma nowych odcieni w ofercie, a poza tym kolekcje limitowane trafiają do naszego kraju wybitnie rzadko. W każdym razie nowych nie szukam, musi mi wystarczyć to co mam :)

Color Infaillible trafiły na nasz rynek w drugiej połowie 2011 roku i od razu zapragnęłam je mieć. Przede wszystkim ciekawa byłam konsystencji, która miała łączyć w sobie cienie pudrowe i kremowe. Zanim w końcu zdecydowałam się na zakup pierwszego słoiczka minęła mi promocja w Rossmannie i zapłaciłam standardową cenę, która niestety mała nie jest. Pierwsze użycie wywołało u mnie zachwyt, euforię i prawdziwą miłość do tego kosmetyku. Od tego momentu co jakiś czas do mojego kuferka trafiało nowe opakowanie cieni. :)

Opakowanie: cienie zamknięte są w ładnym, przezroczystym, płaskim słoiczku z "podglądem na żywo" na spodzie. Pudełeczko ma dużą zakrętkę oraz dodatkową wkładkę w środku do ubijania cieni, gdyby się pokruszyły. Po odkręceniu mamy łatwy dostęp do cienia, można łatwo operować palcem, żeby wydobyć cień.

Konsystencja: jest bardzo ciekawa, ni to mus, ni to krem, ni cień w kamieniu. Cienie są suche ale miękkie, łatwo nabierają się na palec. Dobrze rozprowadzają się po powiece, najlepiej nakładać je właśnie palcem.

Kolor i trwałość: cienie są bardzo mocno napigmentowane o metalicznym wykończeniu. Można nimi uzyskać i delikatną, połyskującą mgiełkę i mocną taflę koloru. Są bardzo trwałe, ja mimo wszystko używam pod nie bazę, ale tylko i wyłącznie dlatego, że mam tłustą powiekę z której wszystko spływa w ciągu sekundy. Z bazą trzymają się cały dzień. Ciekawe jest to, że nie można ich zmyć wodą, natomiast usuwa się je błyskawicznie każdym kosmetykiem do demakijażu. Nie ma mowy o tarciu powieki, raz dwa i mamy czystą skórę :)

A teraz obiecane "słocze" :D

004 - Forever Pink

002 - Hourglass Beige

009 - Permanent Khaki

005 - Purple Obsession

024 Bronze Divine

021 - Sahara Treasure

012 - Endless Chocolat

039 - Magnetic Coral

039 - Metallic Lilac

od lewej: Forever Pink, Hourglass Beige, Permanent Khaki, Purple Obsession, Bronze Divine, Sahara Treasure, Endless Chocolat, Magnetic Coral, Metallic Lilac

Używacie tych cieni? Lubicie je? Może macie swoje ulubione odcienie? Chętnie się dowiem jak te cienie się u Was sprawują.

czwartek, 3 stycznia 2013

The Very Best of..., czyli subiektywny przegląd roku 2012

Cześć!

Szał sylwestrowej nocy minął, bawiłam się całkiem przyjemnie, podobnie jak w zeszłym roku na sali kinowej, oglądając trzy bardzo dobre filmy: Nietykalni (uśmiałam się do łez), Hobbit - Niezwykła Podróż (fajnie było wrócić do Śródziemia) i Skyfall (agenta 007 nikomu przedstawiać nie trzeba). O ile przywitanie nowego roku było radosne, o tyle jego dwa pierwsze upłynęły pod znakiem walki z obezwładniającym bólem głowy, który nie był spowodowany nadmiernym spożyciem napojów wyskokowych, tylko po prostu: ten model tak ma, wada fabryczna :D Ale dziś już jakoś się trzymam i postanowiłam wyprodukować niniejszą notkę. Będzie to post jakich wiele ostatnio na blogach, czyli post podsumowujący rok ubiegły, zarówno kosmetycznie i niekosmetycznie. Plan był taki, że w każdej kategorii przedstawię po 3 ulubieńców, ale czasami wybór był tak trudny, że w rezultacie nie trzymałam się pierwotnego założenia i czasami jest jeden, dwóch a czasami pięciu :). Jeśli chodzi o kosmetyczne hity, to tylko je wymieniłam, ponieważ recenzje planuję powstawiać osobno.To co? Zaczynamy?

Kategoria: FILM
1. Dziewczyna z Tatuażem + szwedzka Trylogia Millenium - wersja szwedzka jest kapitalna, Noomi Rapace jako Lisbeth jest po prostu genialna, do tego charakterystyczny klimat filmów skandynawskich - surowy, naturalny i do tego Sztokholm w całej swej pięknej okazałości, jedyną, ale dość istotną wadą jest wg mnie obsada, Mikael i Erica obsadzeni są fatalnie, za obsadę cenię za to wersję amerykańską, Daniel Craig jest idealnym Blomkvistem, Robin Wrigt idealną Ericą, Rooney Mara całkiem fajną Saladner. Mimo to, ciężko byłoby mi wybrać, która wersja jest lepsza.
2. Nietykalni - przepiękny, ciepły, uroczy i zabawny film. Ku pokrzepieniu serc :)
3. Skyfall - zawsze twierdziłam, że do kina idę po to żeby się dobrze bawić, żeby dostać solidną porcję rozrywki i tak właśnie było w tym przypadku, świetny film o agencie 007, gadżety, piękne kobiety, szalony czarny charakter, stara szkocka posiadłość i Daniel Craig w idealnie skrojonych garniturach od Toma Forda. Czego chcieć więcej?
4. Prometeusz - tu miałam największy problem, nie mogłam się doczekać kiedy Prometeusza trafi do kin, premiera przesunięta w stosunku do światowej o dwa m-ce tylko potęgowała to podniecenie, kiedy w końcu zobaczyłam napisy końcowe miałam mieszane uczucia, technicznie film doskonały, fabularnie już niekoniecznie, chciałam odpowiedzi dot. Obcego, dostałam jeszcze więcej pytań, ale obejrzałam film po raz drugi, wszystko sobie poukładałam i film nabrał w końcu sensu i tak, podobał mi się bardzo, dlatego postanowiłam go umieścić w tym zestawieniu.

Kategoria: KSIĄŻKA
1. Trylogia Millenium (Stieg Larsson) - skoro jest film to muszą być i książki. Świetny kryminał z fantastycznie zawiązaną intrygą, pogmatwaną, ale na końcu dostajemy odpowiedzi na wszystkie pytania. Dla mnie największą zaletą całej trylogii są pełnokrwiste postaci. Dawno nie czytałam książki z tak dobrze nakreślonymi bohaterami.
2. Dom na Plaży (Sarah Jio) - piękna historia miłosna, której początek sięga czasów II Wojny Światowej. Historia pielęgniarki i żołnierza, których połączyło uczucie w najmniej odpowiednich do tego warunkach, rozdzieliła ich wojna i ludzie, których mieli za przyjaciół. Sprawnie napisana powieść, z klimatem, kibicujemy dwójce głównych bohaterów od początku do końca. Miła lektura na wieczór z lampką wina.
3. Marylin. Żyć i umrzeć z miłości (Signorini Alfonso) - zbeletryzowana biografia największej seksbomby wszechczasów. Biografia dość powierzchowna, ale za to dostajemy obraz zagubionej kobiety, która nigdy nie doświadczyła miłości, która chciała ją otrzymać, ale nie potrafiła jej ani brać ani dać. Kobiety walczącej z demonami dzieciństwa, która niemalże od poczęcia była skazana na szaleństwo i przedwczesną śmierć. Mną ta książka wstrząsneła, płakałam jak bóbr kiedy ją kończyłam. Czym prędzej leciałam do księgarni bo pełną biografię Marylin. Osobiście gorąco polecam tę książkę.

Kategoria: MUZYKA
1. Lana Del Rey - Born to Die - zakup wielce przypadkowy, spowodowany jakimś dziwnym impulsem, ale o dziwo jej piosenki bardzo przypadły mi do gustu, melancholijne, smutne z charakterystycznym głosem Lany, raz mrocznym raz wręcz dziecinnie słodkim. Dla mnie bomba. A że usta napompowane, że  sztuczny produkt? Mnie to nie rusza, liczy się muzyka. Chciałabym pójść na koncert, ale bilety już wyprzedane, poza tym ze względów zdrowotnych, koncerty w moim przypadku nie wchodzą w grę.


Kategoria: PIELĘGNACJA
1. Seria L'Oreal Nutri-Gold Light & Silky (krem na dzień i krem na noc) + krem pod oczy L'Oreal Nutri Gold.
2. L`Oreal Professionnel Mythic Oil Milk - mleczna odżywka w mgiełce do włosów cienkich i normalnych.
3. Timotei with Jericho Rose - szampon do włosów "Głęboki brąz".

Kategoria: MAKIJAŻ
1. Tusz do rzęs Pupa Vamp Mascara.
2. Pomadka do ust L'Oreal Rouge Caresse.
3. Róż do policzków - tak ogólnie, ponieważ dopiero w tym roku odkryłam zalety tego kosmetyku. Na razie hit mam jeden: Artdeco Glam Deluxe Blusher. Zdjęcia i recenzja: TUTAJ.

Kategoria: LAKIERY DO PAZNOKCI
1. Pupa Holographic Nail Polish - holograficzne lakiery do paznokci.
2. L`Oreal Color Riche Vernis.

Recenzję, którego z powyższych mazideł chcielibyście zobaczyć w pierwszej kolejności?

Poza tym rok 2012 mogę zaliczyć do tych w miarę udanych, bywało ciężko, ale też wydarzyło się kilka fajnych rzeczy: założyłam bloga, zobaczyłam Pragę oraz Karlowe Wary i to te ostatnie, nie Praga, zauroczyły mnie najbardziej. Poza tym pożegnałam ukochane zwierzątko i przywitałam nowe, największego pieszczocha wśród chomików - Pazurka.
PRAGA:



KARLOWE WARY:




I pokażę Wam jeszcze moje kochane 50 gram szczęścia:


Postanowień noworocznych nie robię, ponieważ nigdy ich nie dotrzymuję. Natomiast mam kilka marzeń, które przy odrobinie szczęścia i determinacji powinno udać się zrealizować.

Jeśli dotarliście do tego miejsca, to jestem pełna podziwu i dziękuję, że przeczytaliście wszystko, wyszła mi dzisiaj baaardzo długa notka :) Podsumowania mają niestety to do siebie, że nie mogą być krótkie. :)

A jak Wasza noc sylwestrowa i pierwsze dni nowego roku?