poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Świeżo Malowane Poniedziałki: Misslyn Velvet Diamond nr 78

Dzisiaj, jak co tydzień post dla lakieromaniaczek i fanek piaskowego wykończenia. Kiedyś (klik) pokazywałam Wam już dwa lakiery z kolekcji Velvet Diamond od Misslyn, ale ten dzisiejszy to niezły gagatek :)


Aplikacja lakieru jest bardzo przyjemna, już jedna warstwa pokrywa paznokcie jednolitym kolorem. Wysycha błyskawicznie. Mimo, że ma w sobie dużo drobinek jego powierzchnia jest gładka, jakby welurowa, nie zaczepia o ubrania.

Chciałabym Wam opisać kolor, ale się nie da, ponieważ w zależności od światła kolor nabiera różnych odcieni. Kupowałam go jako metaliczną miętę a jak się zdziwiłam kiedy malowałam nim paznokcie. Raz jest właśnie miętą, za chwilę staje się stalowoszary, w sztucznym świetle jest lodowobłękitny, a w słońcu nabiera kolory turkusowego ze złotą poświatą. Mówię Wam czary! Na zdjęciach lakier ujawnił swoje stalowoszare oblicze:






Jak Wam się podoba piaskowy kameleon?

sobota, 24 sierpnia 2013

To się nazywa błysk! - NYX Mega Shine Lip Gloss nr 160 (Tea Rose), nr 136 (Dolly Pink)

Cześć!

Kiedy przygotowywałam dzisiejszą notkę stwierdziłam, że w moim kosmetykoholiźmie mogę spokojnie rozróżnić kilka etapów. Pierwszy i zdecydowanie najdłuższy był etap cieni do powiek, kupowałam je w ilościach hurtowych, we wszystkich kolorach tęczy (no wiecie, nazwa bloga, jakby nie było zobowiązuje :D). Potem przyszedł etap krótki związany z podkładami zakończony znalezieniem ideału (tak, prawdę tego dokonałam :D). W tzw. międzyczasie dopadła mnie różowa obsesja, związana z faktem, że w moim własnym. skromnym mniemaniu, jako tako umiem posługiwać się różami i teraz eksperymentuję z kolorami, konsystencjami i wykończeniami. Ale ostatnim moim szaleństwem są wszelkiej maści mazidła do ust, ich kolekcja niebezpiecznie rośnie i to właśnie z tego powodu trafił do niej błyszczyk z jednej z moich ulubionych marek czyli NYX Mega Shine Lip Gloss w kol. nr 136 o nazwie Dolly Pink. Tak dobrze czytacie, jedna sztuka, wymieniony w tytule posta kol. nr 160 czyli Tea Rose jest prezentem sprawionym przeze mnie mojej Mamie, która w trakcie tworzenia niniejszej notki dzielnie odpowiadała na moje dociekliwe pytania i z chęcią oddała go do sfotografowania i zeswatchowania, żeby po zakończeniu tych czynności szybko capnąć go z powrotem do torebki w obawie, że jej go zabiorę :) Ale po tym nieco długim wstępie czas przejść do sedna.


Zacznę od tego, że kosmetyki NYX już nie są dostępne tylko w firmowym salonie w warszawskim CH Blue City, ale pojawiają się również w wyselekcjonowanych perfumeriach Douglas, ich liczba stale rośnie, a wszelkie informacje na ten temat znajdziecie na fanpage'u marki na FB.

Mega Shine Lip Gloss to sztandarowy produkt NYX dostępny w aż 50 kolorach. Uwierzcie mi, każda z Was znajdzie coś dla siebie: soczyste czerwienie,  intensywne i słodkie róże, dyskretne odcienie nude. Stałam dobre kilkanaście minut zanim wybrałam coś dla siebie :)

Opakowanie jest bardzo proste i takie najbardziej lubię, smukłe, kwadratowe, z czarną nakrętką, która zamyka się na dodatkowe kliknięcie, nic się samo nie otworzy, nie wyskoczy. Napisy są bardzo trwałe, nie ścierają się podczas noszenia błyszczyka w torebce. Ale to nie wszystko, opakowanie posiada jeden, uroczy szczegół, który sprawił, że gęba cieszyła mi się od ucha do ucha, ale to zostawiam na deser :)


Aplikator to klasyczna gąbeczka, miękka, dosyć spora i lekko wygięta co zapewnia wygodne nakładanie błyszczyku na usta.


Konsystencja jest bardzo przyjemna, delikatnie kremowa, świetnie się aplikuje, nie spływa poza kontur ust. Daje uczucie nawilżenia, nie klei się (czego wprost nienawidzę) i generalnie nosi się bardzo komfortowo. A jak pachnie! Po prostu ślicznie :) Delikatnie i słodko, ja wyczuwam lekką nutkę wiśni :)

Mega Shine Lip Gloss, jak sama nazwa wskazuje, nadaje ustom mega połysk, ale nie są to słowa bynajmniej na wyrost, ponieważ faktycznie usta wyglądają jak polakierowane, błyszczą się szkliście, jak tafla. Przy tym są naprawdę bardzo trwałe, bez jedzenia i picia wytrzymują kilka godzin, oczywiście w tym czasie ich blask powoli znika, ale na ustach pozostaje subtelny kolor.

Dla mamy wybrałam kolor nr 160 (Tea Rose) i może sugeruję się nazwą, ale dla mnie to faktycznie taki herbaciany róż. Dyskretny, delikatny (żeby nie powiedzieć, że prawie niewidoczny), ładnie podkreśla usta. Mama jest z niego bardzo zadowolona. Sama natomiast sięgnęłam po intensywny, soczysty róż, czyli nr 160 o nazwie Dolly Pink (aparat tą intensywność oczywiście zeżarł :[ ), pozytywny i energetyczny kolor, na lato idealny, ale zimą też będę po niego sięgać :)

No to czas na swatche:


nr błyszczyka to 160, na zdjęciu wkradł się błąd :(


A teraz deser, o którym pisałam przy okazji opakowania, które z pozoru jest bardzo proste i bez fajerwerków. Otóż nie moje Panie, jak to mówią diabeł tkwi w szczegółach i w tym przypadku nie można się z tym nie zgodzić. Otóż nakrętki ozdobione są wytłoczoną, uroczą kokardką! Niby nic, ale mnie takie szczegóły ogromnie cieszą i niezwykle umilają korzystanie z kosmetyków :) Same powiedzcie, czy nie jest słodka?


Używałyście błyszczyków NYX?

środa, 21 sierpnia 2013

Jesienne inspiracje: IsaDora Color Chock - kolekcja makijażu na jesień 2013

Cześć!

Patrząc dzisiaj za okno zastanawiam się czy to jeszcze lato czy już jesień? Czuję się jak w głębokim listopadzie :( Ale nie ma tego złego... Zbliża się jesień więc już za chwilę, już za momencik na drogeryjnych półkach pojawią się nowe kolekcje makijażu. Ja mam dla Was dzisiaj jesienną propozycję IsaDory, czyli kolekcję Color Chock, w której skład wchodzą:


- 3 nowe odcienie lakierów do paznokci

od lewej: Little Sparrow, Purple Regin, Loden Green

- paleta 5 cieni do powiek

Highlands

- 4 linery w żelu

od lewej: Black, Midnight Navy, Dark Browna, Aubergine

- 2 nowe odcienie cieni w kremie:

od góry: Khaki, Gun Metal

- nowe odcienie szminki i błyszczyka Multi Vitamin Gloss

od lewej: błyszczyk w kol. Rasin, szminka w kol. Deco Rose

- nowość: 5 błyszczących stainów do ust

od góry: Chick Coral, Diva Pink, Cabaret Red, Vintage Wine, Foxy Fuchsia

- 2 nowe odcienie konturówek do ust

Fuchsia

Zinfandel

źródło grafik: www.google.pl/images

Wg mnie kolekcja jest bardzo przyjemna. W oko wpadł mi lakier Purple Regin oraz bardzo podobają mi się stainy do ust, kolory Chick Coral, Cabaret Red i Vintage Wine wyglądają obłędnie, wszystkich trzech raczej nie kupię, ale podejrzewam, że na jeden się skuszę :)

A Wam co podoba się najbardziej? 

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Świeżo Malowane Poniedziałki - Inglot 390 (wiosna 2013) + Vipera Roulette nr 41

Heeeej!

Dzisiaj mam dla Was mani wesołe, radosne i po prostu letnie :) Chociaż muszę się Wam przyznać, że już szperam po sieci w poszukiwaniu jesiennych kolekcji i już nie mogę się doczekać kiedy te wszystkie nowości pojawią się na półkach i będę je mogła obejrzeć i ewentualnie zasilić nimi moją kolekcję :) No wiecie, żebym mogła je Wam pokazać :)

Ale wracając do sedna notki, mam dzisiaj do pokazania połączenie wiosennego Inglota 390 oraz Vipery z kolekcji Roulette (nr 41), która szturmem podbija blogosferę i serca blogerek :)


Inglot 390 pochodzi z tegorocznej wiosennej kolekcji. To jasna, seledynowa zieleń, która ma w sobie dużo żółtych tonów (mój aparat zjadł kolor i nadał lakierowi odcień błękitu). Niestety lakier do łatwych w obsłudze nie należy, jest rzadki i lubi rozlewać się na skórki (co niestety będzie widać na zdjęciach), a pierwsza warstwa mocno smuży, na szczęście druga ratuje sytuację i pozostawia ładny, równy kolor. Lakier wysycha szybko i nie bąbelkuje.


Vipiera Roulette to połączenie metalicznie turkusowych, regularnych, dość sporych drobinek i "pociętych" kawałków matowej, białej folii zatopionych w przezroczystej bazie. Nakładanie drobinek nie jest tak komfortowe jak tego oczekiwałam, ponieważ zostają na pędzelku i trzeba się nim trochę namachać aby ozdoby zostały na płytce, ale dzięki temu możemy stopniować efekt na paznokciach. Top szybko wysycha i świetnie nabłyszcza.


Efekt jaki uzyskałam na paznokciach czasami przypomina mi cukierki, innym razem posypkę na muffinkach lub kamienie, momentami nawet marmur :) Wg mnie jest lekko i wesoło.






Jak Wam się podoba? Co sądzicie o kolekcji Vipera Roulette? Macie z niej swoich ulubieńców czy dopiero szykujecie się do zakupu?

piątek, 16 sierpnia 2013

MIXA Krem CC+ - krem łagodzący SPF 15 przeciw zaczerwienieniom

Ostatnio na blogu królowała kolorówka, ale dzisiaj przyszedł czas na pielęgnację i jedną z tegorocznych nowości z Rossmanna, czyli francuską markę MIXA. Ja zdecydowałam się na szeroko reklamowy Krem CC+ - krem łagodzący SPF 15 przeciw zaczerwieniom.


Od wielu lat borykam się z zaczerwienieniami na twarzy, wysiłek fizyczny, stresująca sytuacja czy nawet upały powodowały, że moja twarz robiła się nieestetycznie czerwona, żeby nie powiedzieć purpurowa. Makijaż niestety nie ukrywał rumieńców ani różowego kolorytu mojej cery, stosowałam bazy i korektory z zielonym pigmentem, obowiązkowo podkład w beżowo-żółtych tonacjach, ale na niewiele się to zdawało. Wciąż zdarzało mi się przypominać prosiaczka :( I nagle na polski rynek wchodzi MIXA i moje nadzieje ożywają na nowo, lecę więc pędem do Rossmanna i chwytam tubkę  Kremu CC+ i od razu przystępuję do regularnego smarowania facjaty z nadzieją na cud.

Mija półtora m-ca odkąd stosuję MIXĘ, więc przyszedł czas aby podzielić się z Wami moją opinią na jej temat.

Krem zamknięto w 50 ml, miękkiej, plastikowej, "stojącej na głowie" tubce, dzięki czemu wydobycie kremu jest nie tylko proste ale i higieniczne. Zamknięcie to typowy "klik", dobrze się zamyka, a otwarcie też nie nastręcza większych trudności, nie ma mowy o szarpaninie zakończonej połamanymi paznokciami :) Kolorystyka opakowania jest bardzo przyjemna, jednak jak dla mnie za dużo na nim napisów i informacji, które i tak znajdują się na kartoniku, w który zapakowany jest krem. Ale to jest tak naprawdę mało znaczący drobiazg :)



Krem ma bogatą, treściwą konsystencję. W pierwszej chwili trochę się przeraziłam, ale zaraz sobie przypomniałam, że mimo, że posiadam cerę mieszaną w kierunku do tłustej, to w moim przypadku lepiej dogaduje się ona właśnie z tego typu kremami. Mimo tego MIXA wchłania się szybko i świetnie nadaje się pod makijaż, nic się nie roluje ani nie waży. Jednak krem nie sprawdza się w wysokich temperaturach, niestety buzia błyszczy się po nim nieestetycznie, dlatego w okresie upałów używałam go jedynie na noc.

Krem ma lekko zielonkawy kolor, który optycznie niweluje zaczerwienienia. Pachnie ładnie, po prostu kremowo, nie umiem określić co mi przypomina, ale na pewno kojarzy mi się z dzieciństwem.


I teraz najważniejsze: działanie. Zgodnie z zapewnieniami producenta krem to połączenie arniki, cold creamu oraz żółtych i niebieskich pigmentów, które mają korygować i stopniowo wyrównywać koloryt skóry. Kremu zaczęłam używać z końcem czerwca a już widzę widoczną różnicę w kondycji i przede wszystkim kolorycie mojej cery. Zaczerwieniania uległy znacznemu zmniejszeniu, policzki owszem wciąż są lekko różowe, jednak nazwałabym to raczej zdrowym rumieńcem niż czerwonym plackiem, z którym do tej pory miałam do czynienia. Przestałam również czerwienić się przy wysokich temperaturach oraz w trakcie wysiłku fizycznego. Początkowo myślałam, że jest to wynik zielonego koloru kremu, jednak kiedy przestałam go używać rano (podczas ostatnich tropikalnych upałów) skóra wciąż pozostawała ukojona i nie reagowała wściekłą czerwienią. Czyli cud się jednak zdarzył :)

Poza niewątpliwymi właściwościami łagodzącymi i niwelującymi zaczerwieniami, krem również ładnie nawilżył i wygładził moją cerę. Podczas stosowania nie zauważyłam również żadnych niespodzianek w postaci dodatkowych wyprysków.

Powiem Wam, że chyba trafiłam na krem ideał :) Jeżeli macie problem z wypiekami, zaczerwienieniami to polecam Wam wypróbować MIXĘ. Cena kremu to około 25 zł. Poza opisanym dzisiaj przeze mnie kremem, w gamie produktów przeciw zaczerwienieniom znajdziecie również koloryzujący krem CC+ do jasnej lub ciemnej karnacji.

Używałyście produktów MIXY? Jak się u Was sprawdziły?

wtorek, 13 sierpnia 2013

Maybelline New York Diamond Glow by Eyestudio 01 - Purple Drama

Kiedy jakiś czas temu w Rossmannie panowała 40% obniżka na kolorówkę i pielęgnację twarzy do moich zbiorów trafiło kilka całkiem fajnych "kąsków". Jednym z nich była paletka cieni do powiek od MNY. Ponieważ moje szare oczy najlepiej czują się w fioletach i różach, bez wahania wpakowałam do koszyka paletkę właśnie w takich odcieniach z nr 01 - Purple Drama. Aż mnie rączki swędziały do testowania, a oczy się świeciły z radości, że dostaną taką ładną oprawę. Czy dostały?


Niestety nie do końca. Owszem kolory są piękne, ale tylko w opakowaniu, nałożone na powiekę tracą swoją moc (nawet z bazą), a kolory zlewają się w jedną błyszczącą poświatę. Jedynie najciemniejszy fiolet wybija się na tle reszty i jako tako podkreśla oko. Cienie są dosyć twarde i suche i nie za bardzo chcą się nabierać na pędzelek, ciężko się je blenduje. Aby uzyskać kolor na powiece trzeba nałożyć kilka warstw co niestety przypłacimy policzkami osypanymi drobinkami brokatu, ponieważ cienie okrutnie się sypią.  Kiedy używam tej palety najpierw wykonuję makijaż oka, potem przecieram buzię chusteczką do demakijażu i dopiero nakładam podkład i całą resztę.


Swatche:


A tak cienie prezentują się na oczach:



Mam mieszane uczucia odnośnie tej palety. Z jednej strony umieszczone w niej kolory w 100% odpowiadają moim upodobaniom, z drugiej bardzo słaba pigmentacja i problematyczne nakładanie zniechęca mnie do jej używania. Sięgam po nią sporadycznie i tylko wtedy kiedy mam więcej czasu na wykonanie makijażu.

Używałyście palet z tej serii MNY. Co o nich sądzicie?

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Świeżo Malowane Poniedziałki - Golden Rose Holiday nr 70

Hej!

Dwa tygodnie temu pokazałam Wam moje lakierowe nabytki z ostatnich miesięcy, wiele z Was w komentarzach prosiło o pokazanie białego piasku z Golden Rose. Dzisiaj spełniam Wasze prośby i przedstawiam Wam białą błyskotkę z piaskowej rodziny GR.


O kolekcji Holiday z moich ust padło już wiele słów zachwytu, nie inaczej będzie tym razem :) Lakier nakłada się świetnie, wysycha w tempie ekspresowym, a na paznokciach prezentuje się fantastycznie. Jedyną jego wadą jest fakt, że jest dosyć szorstki i może zaczepiać o ubrania.

Golden Rose Holiday nr 70 to półtransparentna, mleczna baza z zatopionymi milionami  małych, złocistych drobinek i nieco większymi płatkami opalizującymi na delikatne złoto, róż i zieleń. W słońcu mieni się wprost obłędnie. Na zdjęciach na paznokciach mam dwie warstwy lakieru i wciąż prześwitują spod niego końcówki, jeżeli ktoś nie lubi takiego efektu polecam nałożenie trzech warstw, przy tak szybkim wysychaniu nie będzie to stanowiło większego problemu :)






Jak Wam się podoba?

piątek, 9 sierpnia 2013

50 faktów o Rainbow Soap Bubble, czyli Tęczowa Banieczka uchyla rąbka tajemnicy

Cześć!

Od jakiegoś czasu po blogach krąży TAG "50 faktów o ..." i muszę przyznać, że czerpię ogromną przyjemność z czytania ciekawostek o Was, dlatego postanowiłam, że i ja skrobnę parę słów o mojej skromnej osóbce :) Gotowe? To lecimy :)


1. Urodziłam się 25 grudnia, moi rodzice dając mi na imię Ewa spłatali mi niezłego figla, cały rok czekam nie tylko na Gwiazdkę, ale też na imieniny i urodziny.
2. Mam 168 cm wzrostu, ale zawsze chciałam mieć 175 cm.
3. Jestem okropnym łasuchem jeśli chodzi o słodycze, w ilościach niekontrolowanych mogę pochłaniać lody Grycana, batoniki Daim i czekoladę Marabou.
4. Swoje pierwsze zwierzątko miałam dopiero w wieku 25 lat, wtedy zamieszkała ze mną chomiczka dżungarska Funia, która okazała się wredną kobitą, gryzła i nie dawała się brać na ręce, sprzątanie jej klatki było niezłym wyczynem logistycznym, niestety odeszła do chomiczego nieba dość niespodziewanie, czym złamała mojej "miętkie" serduszko. Na jej miejsce przyszedł Pazurek zwany Filutem (również chomik dżungarski) i jest największą przylepą jaką widziałam, zachowuje się jak pies i kocham go bardzo mocno.
5. Uwielbiam chodzić do ZOO, nawet swoją pracę magisterską poświęciłam warszawskiemu ZOO.
6. Panicznie boję się robactwa i pająków. Kiedy w polu widzenia pojawia się jakieś pajęczysko wrzeszczę ile sił, zaczynam się trząść, płakać i nie mogę się ruszyć z miejsca i błagam domowników o zabicie tego świństwa.
7. Optymalną dla mnie temperaturą jest około 21 stopni. W trakcie upałów dosłownie zdycham, za to w zimę przykręcam kaloryfer na najmniejsze grzanie i śpię przy uchylonym oknie.
8. Abym mogła zasnąć muszą być spełnione następujące warunki: przewietrzony pokój, otwarte bądź uchylone okno, pościel musi być chłodna. Nie umiem zasnąć bez misia i różka zimnej kołdry pod policzkiem. Zasypiam na lewym boku i na lewym boku się budzę.
9. Kiedy jadę do pracy lub wracam do domu inną trasą niż zazwyczaj czuję silny niepokój i rozbija mi to cały dzień.
10. Noszę okulary od 2 roku życia.
11. Jak przystało na zodiakalnego Koziorożca jestem uparta i ambitna (czasami aż za bardzo).
12. Moim marzeniem jest mieć psa.
13. Zdałam prawo jazdy w wieku 26 lat i zrobiłam to za pierwszym razem :)
14. Jestem kompletnym antytalentem kulinarnym, nie potrafię gotować, pieczenie też mi nie wychodzi, nie umiem zrobić nawet dobrej jajecznicy, zawsze jest za sucha, a stanie przy garach doprowadza mnie do szewskiej pasji.
15. Uwielbiam robótki ręczne, haftowanie mnie odpręża. A swego czasu wszystkie ściany w mieszkaniu miałam obwieszone moim rękodziełem.
16. Jestem strasznie nerwowa, ale wszystkie emocje tłumię w sobie, co skutkuje spekakularnym wybuchem płaczu kiedy zbierze mi się ich za dużo. A kiedy się denerwuję to trzęsą mi się ręce i na dekolcie wyskakują mi czerwone plamy.
17. Kiedy mówię dużo gestykuluję, na obronie licencjata siedziałam na rękach a kiedy mnie rozbolały zaczęłam międolić etui od telefonu :)
18. Wzrusza mnie muzyka filmowa, którą kocham ponad życie, do tej pory OST z Titanica wywołuje u mnie ciary na plecach. Motyw do Harrego Pottera uważam za cudownie magiczny, natomiast ten z Requiem dla Snu za najbardziej przejmujący.
19. Dorastałam w drugiej połowie lat 90-tych w związku z czym do tej pory ogromnym sentymentem darzę ówczesną muzykę pop. Za to współczesna w ogóle mi nie odpowiada.
20. Chciałabym się urodzić 30 lat wcześniej i dorastać w latach 60-70-tch.
21. Potrafię uprzedzić się do kogoś bo wg mnie "źle mu z oczu patrzy", często się mylę i później stajemy się dobrymi znajomymi.
22. Mam okropne kompleksy, nie lubię swojego ciała, a jak widzę aparat szybko uciekam.
23. Uwielbiam malować oczy, ale nie umiem zrobić idealnej kreski i pomalować dolnej powieki, nad czym ubolewam. Smokey Eye to dla mnie wciąż tajemnica.
24. Uwielbiam łazić po sklepach, najczęściej z mamą.
25. Znaczna część ciuchów w mojej szafie pochodzi z H&M, bardzo lubię tę sieciówkę, głównie dlatego, że mają fajny dział H&M+.
26. Niestety daleko mi do Kate Moss, mieszczę się w pojęciu "size plus".
27. Nie lubię ubrań w kolorze czarnym (akceptuję tylko spodnie) oraz beżowym, resztę mam bajecznie kolorową. To samo tyczy się butów i torebek.
28. Jeśli wyjdę z domu bez zegarka czuję się jakbym wyszła nago.
29. Notorycznie śpię w autobusie w drodze z i do pracy.
30. Nie chodzę w butach na obcasie, mam wrażenie że poruszam się w nich bardzo niezgrabnie. Najlepiej czuję się na średniej wysokości koturnie.
31. Ukochane filmy (Indiana Jones, Titanic, Pół żartem pół serio, Włądca Pierścieni, ...) i książki (Harry Potter, Władca Pierścieni, Bridget Jones) potrafię czytać/oglądać po kilkanaście, kilkadziesiąt razy.
32. Nie znoszę oglądać filmów z lektorem i dubbingiem.
33. Marzyłam o reżyserii filmów lub wideoklipów.
34. Taniec to jest to co kocham najbardziej, jest formą ruchu która mnie nie nudzi, za to zmusza do działania nie tylko moje ciało ale i umysł (trzeba zapamiętać choreografie, by potem z nimi wystąpić).
35. Nie lubię jeździć tyłem do kierunku jazdy, a w autobusie zawsze mam swoje ulubione miejsce i zawsze jestem zła kiedy ktoś mi je zajmie.
36. Nie lubię dzieci, a ich płacz doprowadza mnie do furii.
37. Przez długi czas uważałam, że Daniel Craig jest brzydki jak noc i nie nadaje się na Bonda, zmieniłam o nim zdanie po obejrzeniu Skyfall, Dziewczyny z Tatuażem i Domu Snów, po których stwierdziłam, że owszem jest brzydki, ale paradoksalnie jest też cholernie seksowny i co tu dużo ukrywać, mogłabym z nim zgrzeszyć :P
38. Jestem chorobliwie nieśmiała.
39. Nie lubię swoich dłoni, uważam że nie są kobiece.
40. Zbyt szybko obdarzam ludzi zaufaniem i niestety często dostaję potem za to po dupsku. Pomału się od tego odzwyczajam.
41. Nie mam przyjaciółki od serca, chyba się taka jeszcze nie urodziła, która zniosłaby moją neurotyczną naturę.
42. Jestem skrzyżowaniem bałaganiary z pedantką, nieskazitelny porządek panuje na biurku w pracy, za to w domu, mój pokój wygląda jak po przejściu tornada.
43. Uwielbiam słodkie perfumy, a Angel Thierry'ego Mugller'a uważam, za jeden z piękniejszych zapachów.
44. Mam słabość do kosmetyków Diora, Chanel i Benefitu. Mam ich odrobinkę i trzymam w pudełeczkach i dbam o nie jak o klejnoty rodzinne.
45. Bardzo lubię grać w gry typu "bubble shooter" i ogromnym sentymentem darzę "Tomb Ridera".
46. Zanim poszłam do szkoły rodzice przerobili ze mną cały elementarz, w klasie jako jedyna znałam go na pamięć i jako pierwsza mogłam zamiast ołówkiem zacząć pisać długopisem. Do tej pory pamiętam moje pierwsze pióro kulkowe.
47. Uwielbiam zapach farby drukarskiej. Zawsze z lubością wącham nowe książki i gazety. Od benzyny boli mnie za to głowa.
48. Zawsze kupuję muzykę i filmy z legalnych źródeł. Mam na tym punkcie obsesję, kocham ten rytuał rozrywania folii ochronnej, otwierania pudełka, oglądania załączonej książeczki. Ostatnio nie mogłam kupić płyty stacjonarnie to pofatygowałam się na iTunes (po raz pierwszy).
49. Nie mam zaufania do internetu i znalezionych w nim informacji, jednak co encyklopedia to encyklopedia.
50. Lubię stare polskie seriale tj. Woja Domowa, 07 Złoś się, Czterej Pancerni i Pies, Przygody Psa Cywila.
51. Podziwiam Piotra Fronczewskiego, jest świetnym aktorem i ma cudowny głos. Moim marzeniem jest zobaczyć go na żywo na deskach teatru.
52. U mężczyzn zwracam uwagę w pierwszej kolejności na dłonie.

Uff. To udało mi się skompletować całą 50-kę z małym bonusem, chociaż łatwo nie było, ale czuję, że jeszcze mogłabym coś dopisać :)

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Świeżo Malowane Poniedziałki - Pierre Rene Top Flex - Sand Effect nr 01 + 06

Cześć!

Dziewczyny, chcecie zobaczyć coś pięknego? Widzę rączki w górze? Widzę! To jedziemy :)

Jak wiecie jestem miłośniczką piaskowego wykończenia na paznokciach, więc nie zdziwi Was zapewne fakt, że kiedy zobaczyłam zapowiedź piaskowej kolekcji Pierre Rene, czym prędzej popędziłam do drogerii zobaczyć co i jak. Jakież było moje zdziwienie kiedy ujrzałam wymieciony do połowy stand, na dodatek nie było kolorów, którymi byłam zainteresowana, ale te co zostały okazały się bardzo interesującymi okazami. Ostatecznie sięgnęłam po róż i malinową czerwień, ale w sztucznym świetle w drogerii nie było widać, że oba kolory są po brzeg wypełnione złotymi (róż) i fioletowo-różowymi (czerwień) drobinkami, które dopiero w słońcu zaczęły migotać jak szalone. Wiedziałam, że na pewno się pokochamy, ale nie przypuszczałam, że aż tak.


Lakiery mają świetną konsystencję, nakładają się równo, nie rozlewają się po skórkach i wysychają w tempie błyskawicznym. Już jedna cienka warstwa pokrywa paznokcie jednolitym kolorem. Lakiery posiadają świetny pędzelek, średniej grubości, ale za to dosyć długi, dzięki czemu nakładanie lakieru staje się czynnością bardzo komfortową. Recz można - ideał :)

Kolory są intensywne i pięknie błyszczą dzięki milionom drobinek, ale nie tylko. Lakiery PR wysychają na lekki połysk, co jest nowością w lakierach piaskowych. Do tej pory miałam do czynienia z piaskami raczej matowymi, gdzie blasku dodawały drobinki. Efekt jest bardzo ciekawy i muszę Wam się przyznać, że nie mogę oderwać oczu od moich paznokci :)

Pierre Rene Top Flex  - Sand Effect  nr 06

Pierre Rene Top Flex  - Sand Effect  nr 01

Postanowiłam też wczoraj zmierzyć się z tematem cieniowania na paznokciach. Jak mi poszło? Oceńcie same, a za wszelkie rady będę bardzo wdzięczna :)

Na zdjęciach: 1 warstwa NailTek Foundation II, 1 warstwa Pierre Rene Top Flex Sand Effect nr 06, na palcu serdecznym wykonałam cieniowanie przy pomocy Pierre Rene Top Flex Sand Effect nr 01 oraz aplikatora do cieni.



Cena lakierów to ok. 10-11 zł. za sztukę. Uważam, że obok piasków GR są to jedne z najlepszych piasków, z jakimi miałam do czynienia.

Próbowałyście już teksturowych nowości Pierre Rene?

sobota, 3 sierpnia 2013

Tak niewiele do szczęścia mi potrzeba

Cześć!

Dzisiaj wychodząc z domu postanowiłam miło spędzić czas, a jak można spędzić go najlepiej? Realizując marzenia :D Nie, nie kupiłam sobie domu, samochodu, jachtu ani wycieczki do Nowego Jorku, spełniłam za to na razie tylko kilka marzeń kosmetycznych i wzbogaciłam się o rozświetlającą emulsję do twarzy Revlon Photoready Skinlights oraz prasowany pigment z MAC'a, który jest moim pierwszym kosmetykiem tej firmy.


Rozświetlającą emulsję do twarzy Revlon Photoready Skinlights w kol. Bare Light (nr 100) to powrót kultowego produktu marki Revlon w nowej odsłonie. Nowa formuła zawiera w sobie bakterie Lactobacillus oraz wyciąg z owoców Yuzu, które odżywiają i nawilżają skórę. Fotochromatyczne pigmenty odpowiadają za odbicie i rozproszenie światła, dzięki czemu nasza cera zyska zdrowy blask. Emulsję można nakładać pod podkład, stosować samodzielnie, zmieszać z podkładem, bądź nakładać punktowo na wybrane partie twarzy aby wykończyć makijaż. Dostępny jest w czterech odcieniach: Bare Light (100), Pink Light (200), Peach Light (300) oraz Bronze Light (400). Lubię wszelkiego rodzaju rozświetlacze, więc jak tylko zobaczyłam zapowiedź Revlon Photoready Skinlights zapragnęłam emulsji całym serduchem :D


O kosmetykach MAC po sieci krążą już legendy, długo chodziłam koło ich salonu, ale nie potrafiłam się zdecydować na coś konkretnego, jakby nie było, moja kolorówka osiągnęłam dość duże rozmiary i nie chciałam sięgać po np. kolejny filetowy cień do powiek. W końcu pojawiło się coś czego jeszcze nie mam - prasowane pigmenty i zgłupiałam bo wszystkie kolory są piękne, wahałam się między miętą a różem i ostatecznie wybrałam róż Rock Candy :) Nigdy nie stosowałam pigmentów, czy to sypkich czy prasowanych, jest to dla mnie zupełna nowość, ale ciekawa jestem mokrego efektu, który obiecuje MAC.


A jakie są Wasze kosmetyczne marzenia? Ja mam ich jeszcze kilka :D